thumb|Fragment gazety „Kuryer Lwowski” z 1918 roku thumb|Feminatywy pochodzące z przedwojennych publikacji red. Aleksandry Piłsudskiej Feminatyw, feminatywum (liczba mnoga: feminatywy lub feminatywa), feminativum, nazwa żeńska – żeńskie formy gramatyczne nazw zawodów i funkcji, z przyrostkami potocznie zwanymi „żeńskimi końcówkami”. Feminatywy nazywają kobiety ze względu na przysługujący im tytuł, pełnioną funkcję, zajmowane stanowisko, wykonywany zawód, przynależność narodową, pochodzenie, wyznanie, przekonania, właściwości psychiczne i fizyczne, wykonywane czynności itp.
Jest to klasa leksemów o trwałym żeńskim rodzaju gramatycznym, w skład której wchodzą rzeczowniki samodzielne składniowo. Do feminatywów nie zalicza się przymiotników i czasowników, gdyż rodzaj jest tu kategorią fleksyjną.
Według Marka Łazińskiego feminatywy można zdefiniować jako „rzeczowniki nazywające kobiece zawody i funkcje, najczęściej derywowane od nazw męskich z sufiksem kategorii feminativum lub bezpośrednio od czasowników z sufiksem złożonym kategorii wykonawców czynności” oraz „żeńskie warianty nazw wykonawców czynności oraz osobowych nazw charakterystycznych”.
Słowotwórstwo rzeczowników żeńskich (i męskich) nazywa się mocją (, , ). Feminatywy różnią się stopniem przyjęcia na gruncie różnych języków narodowych i kontekstów kulturowych.
Historia feminatywów w języku polskim thumb|Fragment gazety „Wędrowiec” z 1896 roku thumb|Protest czytelników i czytelniczek „Poradnika Językowego” z roku 1904 przeciwko nazywaniu kobiety doktorem, a nie doktorką
Okres przedwojenny i międzywojenny Rozwój słowotwórczej kategorii żeńskości, istniejącej od wieków, nastąpił wraz z emancypacją kobiet, wskutek której narodziła się „potrzeba nowego nazewnictwa funkcji, zawodów, urzędów, które dotychczas były przez kobiety rzadko piastowane”. W XIX-wiecznych zwyczajach językowych funkcjonowały „neutralne stylowo odpowiedniki nazw męskoosobowych (np. docentka, doktorka, profesorka, weterynarka)”. W polszczyźnie na przełomie XIX i XX wieku występowała tendencja do „symetrycznego urabiania feminatywów”. W efekcie słowniki pierwszej połowy XX wieku notowały generalnie więcej nazw żeńskich niż w drugiej połowie stulecia.
Historyk języka polskiego Zenon Klemensiewicz w 1957 roku pisał o:
Okres powojenny Według Zofii Kubiszyn-Mędrali maskulinizacja tytułów i nazw zawodowych (czyli ogromnej części wszystkich istniejących w polszczyźnie nazw osobowych) szerzyła się zwłaszcza w okresie powojennym. Działo się tak, ponieważ transformacja języka nie nadążała za masowym zwiększeniem aktywności zawodowej i społecznej kobiet. Coraz częściej zaczęto stosować nazwy i tytuły męskie w odniesieniu do kobiet. Hanna Jadacka w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny stwierdziła wręcz:
W okresie PRL-u wraz z nowym typem gospodarki państwowej wprowadzono leksykę mającą na celu aktywizację zawodową kobiet w dziedzinie przemysłu i rolnictwa. Stąd stosowano takie określenia jak brygadzistka, chlewmistrzyni, formiarka, giserka, gwinciarka, kolejarka, ładowaczka, murarka, traktorzystka, zbrojniarka, żniwiarka.
Jednocześnie umacniała się tendencja do aktualizacji użyć generycznych (wspólnoodmianowych). Użycia generyczne to określenia mężczyzn i kobiet jedną męskoosobową nazwą, odnoszące się do obojga płci. Przykładowo mowa o podpisie klienta, podpisie bibliotekarza, czytelnika, indeksie studenta, zeszycie ucznia zamiast o podpisie klientki lub klienta, podpisie bibliotekarki lub bibliotekarza, czytelniczki lub czytelnika, indeksie studentki lub studenta, zeszycie uczennicy lub ucznia. Również Krysiak uważa, że słabsza pozycja feminatywów w dwudziestowiecznych pozycjach „jest być może pokłosiem wyraźnej w PRL-u tendencji do aktualizacji użyć generycznych, określania mężczyzn i kobiet jedną męskoosobową nazwą”.
Zdaniem Agnieszki Małochy-Krupy w PRL-u pojawiło się odczucie, że bardziej prestiżowo brzmią męskoosobowe formy, które nobilitują kobiety na poszczególnych stanowiskach. W konsekwencji „użycia generyczne objęły swoim zasięgiem nazewnictwo godności, funkcji i zawodów postrzeganych z perspektywy społecznej jako wyższe rangą, natomiast nazwy postrzegane jako mniej szacowne zatrzymały lub przejęły formy feminatywne (np. laborantka, szlifierka, węglarka, woźna, zecerka)”.
Po 1989 roku Po 1989 roku (od początku transformacji ustroju) nastąpiło stopniowe wprowadzanie odpowiedników żeńskich obok funkcjonujących dotychczas nazw męskoosobowych. Rozpoczął się trwający do dziś proces słowotwórczego odblokowania tej kategorii znaczeniowej języka. Zaczęto poszukiwać odpowiedników żeńskich, zapełniać istniejące luki semantyczne w językowo „nadal niesymetrycznej rzeczywistości zawodowej, społecznej i publicznej kobiet”. Nastąpiła również reaktywacja feminatywów, takich jak: adwokatka, architektka, drzeworytniczka, literatka, rysowniczka, weterynarka, które były obecne w polszczyźnie XIX-wiecznej. Dodatkowo dzięki Internetowi:
Zofia Kubiszyn-Mędrala wyróżniła dwa stanowiska dotyczące kwestii nazywania zawodów i tytułów przynależnych kobietom: Pierwsze stanowisko opowiada się za „słowotwórczą symetrią rodzajową w nazwach zawodów i tytułów, np. doktor – doktorka, prezes – prezeska, adwokat – adwokatka”. Zwolennicy tego podejścia powołują się na tradycję, „według nich właściwą językowi polskiemu w urabianiu nazw żeńskich od każdej formy męskiej”. Drugie stanowisko dopuszcza używanie nazw męskich „na oznaczanie zawodów i tytułów przynależnych kobietom”. Jednym z argumentów przedstawicieli tego stanowiska jest uwzględnienie czynnika morfologiczno-fonetycznego (powstanie trudnych do wymówienia zbitek spółgłoskowych, np. architektka, adiunktka).
W 2012 roku Joanna Mucha – szefowa jednego z resortów ministerialnych oficjalnie użyła w odniesieniu do własnej osoby formy ta ministra. Wywołała tym dyskusję medialną i akademicką, której efektem jest oficjalne stanowisko Rady Języka Polskiego w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów. Stanowisko zostało przyjęte na posiedzeniu plenarnym Rady 19 marca 2012 roku i dotyczy m.in. wysokich funkcji sprawowanych przez kobiety: minister/ministra, marszałek/marszałkini, premier/premiera. Fragment stanowiska brzmi:
W 2019 roku pojawiły się nowe zapisy w Statucie Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zgodnie z którymi w oficjalnych dokumentach uczelni można stosować zarówno żeńskie, jak i męskie formy nazw stanowisk i funkcji (Załącznik do uchwały nr 218/2018/2019 Senatu UAM z dnia 17 kwietnia 2019 r.).. Rok później na podobny krok zdecydowała się Akademia Sztuki w Szczecinie, zaopatrując w formy żeńskie (niekiedy – dwie do wyboru, obok tradycyjnej) wszystkie występujące w statucie nazwy funkcji, stopni czy tytułów. W 2021 analogiczny do UAM przepis wprowadziła Akademia Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie.
25 listopada 2019 roku na posiedzeniu plenarnym Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN zajęła oficjalne stanowisko w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów. W dokumencie można przeczytać, że „większość argumentów przeciw tworzeniu nazw żeńskich jest pozbawiona podstaw”, „dążenie do symetrii systemu rodzajowego ma podstawy społeczne”, „prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym”, a także „w polszczyźnie potrzebna jest większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich w zasobie słownictwa”.
Problematyka asymetrii języka Polski językoznawca Marek Łaziński zwraca uwagę, że zarówno polszczyzna, jak i inne języki rodzajowe, jest asymetryczna. Również Zofia Kubiszyn-Mędrala, poddając analizie trzy słowniki współczesnego języka polskiego i zawartych w nich feminatywów, wskazała na „brak regularności i symetryczności w formalnych wykładnikach żeńskości”. Nierówny obraz obu płci jest obecny na wielu płaszczyznach języka – w jego słowotwórstwie, leksyce, frazeologii i gramatyce. Zjawisko asymetrii języka względem płci jest wytłumaczalne czynnikami pozajęzykowymi. We współczesnej polszczyźnie tendencje dążące do symetryczności słowotwórczej w obrębie nazw zawodów i tytułów pojawiają się w lingwistyce płci, która ujmuje zagadnienie na tle problematyki rodzajowo-płciowej w języku. W tym nurcie badawczym wskazuje się na luki leksykalne i niesymetryczność w zakresie słowotwórstwa wielu nazw zawodów wykonywanych obecnie przez kobiety. W opinii większości przedstawicieli tego nurtu badawczego zmieniająca się sytuacja zawodowa i społeczna kobiet znajduje słabe odbicie w strukturach języka, o czym świadczy niepopularność żeńskich określeń większości prestiżowych stanowisk i funkcji (np. rektor – rektorka, premier – premierka).
Męskoosobowość jest specyficznie polską kategorią, a w innych językach słowiańskich, zwłaszcza w języku czeskim, derywacja sufiksalna nazw żeńskich od męskich jest procesem należącym do standardowych. W czeszczyźnie derywowanie nazw żeńskich od nazw męskich jest zjawiskiem częstszym i cieszącym się szerszą akceptacją. Czeskie odpowiedniki polskich feminatywów (np. , , ) są w czeskiej praktyce językowej wyraźnie lepiej ustabilizowane i współcześnie przypisuje się im neutralne zabarwienie. Niemniej dawniej na gruncie czeskim feminatywy bywały postrzegane jako formy nacechowane, wychodzące poza zakres słownictwa neutralnego.
Brak kobiet wykonujących konkretne zawody Jak pisze Patrycja Krysiak: „formy żeńskie nie istniały, gdyż nie było w rzeczywistości ich potencjalnych desygnatów, kobiet wykonujących określone czynności, piastujących dane funkcje”. Potwierdzają to autorki haseł w Słowniku nazw żeńskich polszczyzny, gdzie wskazane są procesy rozwoju słowotwórczej kategorii żeńskości, które zaistniały jako naturalna potrzeba nazewnictwa funkcji, zawodów, urzędów, które zaczęły być przez kobiety coraz częściej wykonywane. Również według Magdaleny Horodeńskiej-Ostaszewskiej wiele nazw kobiet należy do wyrazów rzadko używanych z powodu dominującej liczebności mężczyzn wykonujących dane zawody.
Redakcja „Poradnika Językowego” z 1901 roku na zapytanie czytelnika dotyczące tego, w jaki sposób powinna określać się kobieta, która uzyskała stopień akademicki doktora uznała, że w języku polskim nie wypracowano dotychczas formy właściwej dla określenia tytułu kobiecego, ponieważ nie było takiej potrzeby ze względu na brak kobiet wykonujących dane zawody. Jednak, jak pisze Małocha-Krupa, streszczając informacje z Poradnika Językowego, w momencie, kiedy kobiety uaktywniły się w tej sferze należy utworzyć („analogicznie do takich par rzeczowników, jak: aptekarz – aptekarka, akuszer – akuszerka, blagier – blagierka, lektor – lektorka, znachor – znachorka) także postać doktorka” – „nawet, choćby się to nie podobało interesowanym”. W dalszej części wypowiedzi publikowanej w pierwszych latach XX w. czytamy:
Jan Miodek, pisząc o językowych wykładnikach żeńskości stwierdza, że „ich absolutne zwycięstwo przewidywano po ostatniej wojnie, uzasadniając je zdobywaniem przez kobiety stanowisk i godności do tej pory zarezerwowanych dla mężczyzn. Jak wiadomo, ewolucja słowotwórcza przebiegła zupełnie inaczej: znakiem równouprawnienia stały się u nas formy bezprzyrostkowe”. W efekcie popularność zyskały określenia takie jak np. pani dyrektor, pani notariusz, pani psycholog, zamiast dyrektorka, notariuszka, psycholożka. Jednocześnie autorki Kultury języka polskiego piszą, że zastępowanie form żeńskich np. kierowniczka na pani kierownik jest niesłuszne, ponieważ są to jednostki leksykalne, które od dawna funkcjonują w języku w formach żeńskich.
Oszczędzanie miejsca w słownikach