Dom nad rzeką Moskwą () – powieść Jurija Trifonowa napisana w 1975 i wydana w styczniu 1976 roku, ostatnia z cyklu tzw. powieści moskiewskich. Popularnością przewyższyła poprzednie dzieła autora, stając się ważnym wydarzeniem w radzieckim życiu literackim i społecznym. Swoim tytułem nawiązuje do położonego naprzeciwko moskiewskiego Kremla kompleksu mieszkalnego, który po opublikowaniu powieści zaczęto powszechnie nazywać „Domem na nabierieżnoj”.

Tworzenie i publikacja Po serii powieści diagnozujących współczesny dla pisarza stan radzieckiego społeczeństwa, Trifonow poczuł potrzebę powrotu do wcześniejszego okresu, do którego sięgały korzenie ówczesnych problemów trawiących radziecką inteligencję. Dzieciństwo Trifonow spędził w Domu na nabierieżnoj, a opowiedziana w książce historia zawiera wiele wątków autobiograficznych. Pierwowzorem postaci Soni była Lena Minc, profesora Hańczuka – jej ojciec Isaak Minc, Szulepy – Siergiej Sawicki, a Antona Owczynnikowa – Lew Fiedotow, który zginął podczas II wojny światowej.

Rękopis powieści został przyjęty do publikacji zaledwie pięć dni po przesłaniu go przez autora do redakcji czasopisma literackiego „Drużba narodow”, gdzie wydał wszystkie swoje ostatnie powieści. Tekst autora został opublikowany w czasopiśmie bez żadnej poprawki cenzury. Jednak już w czerwcu 1976 roku na zjeździe Związku Pisarzy ZSRR I sekretarz zarządu Gieorgij Markow poddał ostrej krytyce powieść Trifonowa. Problemy pojawiły się przy jej druku w formacie książkowym, ponieważ „sławy literackie epoki Breżniewa rozpoznały się w osobie głównego bohatera opowieści”.

W wielu bibliotekach zabroniono wydania pisma czytelnikom, co rodzi pytanie, dlaczego w warunkach stagnacji Breżniewa nie została ocenzurowana książka tak wywrotowa z punktu widzenia oficjalnej ideologii. Były członek redakcji Siergiej Jurienien tłumaczył tę błyskawiczną publikację tym, że dosłownie dzień wcześniej, pod naciskiem cenzury, „Drużba narodow” odrzuciła kolejną powieść z oczywistymi śladami wpływów Nabokowa i Sołżenicyna, a redakcja chciała odegrać się na cenzorach, aby nie wydawała się całkowicie zależna od ich wpływu.

„Dom nad rzeką Moskwą” zajmuje w twórczości Trifonowa pozycję przejściową pomiędzy cyklem czterech powieści moskiewskich, które przyniosły mu szeroką sławę („”, „”, „”, „”), a trylogią powieści o wpływie historii najnowszej na współczesność („”, „”, „Czas i miejsce”). Trifonow widział zadanie tych powieści w następujący sposób:

W Polsce książka ukazała się trzy lata po premierze radzieckiej, w 1979 roku, nakładem Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”, w tłumaczeniu Ziemowita Fedeckiego.

Fabuła Akcja powieści rozgrywa się w Moskwie i na jej obrzeżach w trzech płaszczyznach czasowych: w połowie lat 30., drugiej połowie lat 40. i na początku lat 70. W pierwszej scenie krytyk literacki Wadim Glebow przybywa do sklepu meblowego, gdzie zamierza kupić zabytkowy stół i przypadkowo trafia tam na swojego szkolnego kolegę Liowę Szulepnikowa, którego nie widział od wielu lat. Szulepnikow pracuje w sklepie jako zwykły robotnik, jest zupełnie pijany i udaje, że nie poznaje znajomego. To bardzo boli Glebowa, który uważa, że w niczym przed Szulepnikowem nie zawinił.

Później, w swoim domu, Glebow wraca do wspomnień z dzieciństwa i młodości. We wczesnych latach życia mieszkał z rodziną w słynnym Domu na nabierieżnoj w samym centrum Moskwy, tak jak wielu jego kolegów ze szkoły. Wszyscy pochodzili z zamożnych rodzin wierchuszki radzieckiej władzy. W tamtych czasach matka Glebowa pracowała jako bileterka w kinie, a Wadim zabierał dzięki temu kolegów za darmo na seanse filmowe. Już od czasów szkolnych był typem wyrachowanego konformisty i karierowicza, z nienasyconą zazdrością o tych, którym lepiej wiodło się w życiu. Pewnego dnia w szkole pojawił się nowy uczeń, Liowa Szulepnikow. Chłopaki z jego klasy zaatakowali go pierwszego dnia w szkole, przy czym Wadim był jednym z podżegaczy, ale sam nie brał udziału w bójce. Szulepnikow spłoszył jednak napastników strzałami z atrapy rewolweru.

Po tym zdarzeniu dyrektor szkoły próbował odszukać sprawców napadu, ale Liowa nie zdradził ich imion. Wszystko to podniosło autorytet nowego ucznia wśród kolegów i wzbudziło zazdrość u Glebowa. Później główny bohater zaprzyjaźnił się z Szulepą, jak nazywano Liowę w klasie, i zaczął często odwiedzać go w domu. Mieszkanie Szulepy znajdowało się również w Domu na niebierieżnoj. Jego matka była dawną szlachcianką, a ojczym ważną figurą w organach bezpieczeństwa państwowego. Przestronne mieszkanie i jego cenne wyposażenie dodatkowo podsycały zazdrość Glebowa. Ponadto jego prywatne kino domowe, w którym Liowa pokazywał kolegom z klasy film Błękitny ekspres, bardzo wówczas popularny, podważyło kinowy „monopol” Glebowa.

Ojciec Glebowa doradził synowi, aby rzadziej odwiedzał Szulepnikowów. Dręczył go strach w okresie nasilającego się terroru, a w życiu kierował się przede wszystkim zasadą niewychodzenia przed szereg, dlatego nie chciał, aby jego syn zachodził się z kimkolwiek z kręgu nomenklatury. Kiedy jednak aresztowano krewnego Glebowów, wujka Wołodię, matka Wadima nalegała, aby ten spróbował dowiedzieć się o nim czegoś za pośrednictwem kolegi z klasy. Ojczym Liowy porozmawiał z Wadimem i powiedział, że dowie się czegoś o jego wujku, ale w zamian za to poprosił go o podanie nazwisk chuliganów, którzy zaatakowali jego syna pierwszego dnia w szkole. Wadim bał się, że ktoś już zdążył opowiedzieć szczegóły tej historii i dlatego też jego rola w napadzie mogła być już znana ojczymowi Liowy, wobec czego dla własnego bezpieczeństwa wymienił dwa nazwiska. Wkrótce ci dwaj koledzy zniknęli, podobnie jak całe ich rodziny. Inna rodzina, Byczkowów, która mieszkała do spółki w mieszkaniu komunalnym Glebowów, także zniknęła. Byli to ludzie nieprzyjemni, hałaśliwi i aroganccy, a dzieci Byczkowów dały się poznać jako chuligani, którzy bili wszystkich przechodzących ulicą Dieriugińską. Kiedy Liowa wędrował przez to niebezpieczne miejsce z innym kolegą z klasy, Antonem Owczynnikowem, i obaj zostali pobici przez młodszych Byczkowów, poszczuto ich psem. Następnego dnia w mieszkaniu komunalnym pojawił się „mężczyzna w długim skórzanym płaszczu” i zastrzelił psa. Wkrótce starszy z chuliganów został aresztowany w sprawie o kradzież, ojciec Byczkowów trafił do szpitala, a później reszta rodziny, jak pisze Trifonow, „przepadła nie wiadomo gdzie, jakby porwał ich wiatr”.

Minęły lata. Glebow spotkał ponownie Szulepnikowa po wojnie, w 1947 roku, podczas studiów. Koledzy poznali tam swoje losy z ostatnich lat. Rodzina Wadima popadła w niełaskę i została wyrzucona z Domu na nabierieżnoj na dalekie obrzeża Moskwy w 1939 roku. W czasie obrony stolicy Glebowów ewakuowano za Ural, na wygnaniu Wadim nieustannie cierpiał głód, a pod koniec wojny zmobilizowano go do wojska, ale przeżył. Szulepa pozostał natomiast tym samym człowiekiem sukcesu, co w dzieciństwie. Jego matka zmieniła partnera życiowego, a co za tym idzie ojczyma Liowy, ale nowy był tak samo potężnym człowiekiem jak poprzedni. Szulepa jeździł na wykłady do instytutu zdobycznym, niemieckim motocyklem BMW i mieszkał w elitarnym domu na Twerskiej. Ich dawni koledzy z klasy zniknęli na wszelkie możliwe sposoby, Anton zginął na froncie. Z całej klasy tylko Sonia Hańczuk, córka profesora, kierownika wydziału na ich instytucie, Nikołaja Wasiljewicza Hańczuka, miała wciąż bliski kontakt z Wadimem. Glebow często odwiedzał Hańczuków, którzy wciąż mieszkali w Domu na nabierieżnoj. Nadal dręczyła go niezdławiona duma i zazdrość o zamożniejszych lokatorów domu.

Na jednej z imprez studenckich, która odbyła się w mieszkaniu Hańczuków, Glebow nagle uświadomił sobie, że może pozostać w tym domu, że praktycznie już jest jego właścicielem. Wszystko zależało od tego, czy może pokochać Sonię i wydawało mu się, że tak jest. Jednak Trifonow wyjaśnia czytelnikowi, że jest to tylko samooszukiwanie się Wadima, próba wytłumaczenia sobie szlachetnym uczuciem jego pragnienia ustawienia się w życiu poprzez małżeństwo z rozsądku i odziedziczenie dużego mieszkania. Podczas obchodów nowego roku, które odbyły się w daczy Hańczuków w Bruskach pod Moskwą, Sonia została sam na sam z Glebowem i wieczorem doszło pomiędzy nimi do spontanicznego zbliżenia. Okazuje się, że Sonia była w nim zakochana od szóstej klasy.

Po pewnym czasie w instytucie rozpoczęła się ukryta intryga przeciwko Hańczukowi. Najpierw został zwolniony jego dawny uczeń, wykładowca o nazwisku Astrug, a potem matka Soni, Julia Michajłowna, która również pracowała w instytucie jako nauczycielka języka niemieckiego (była etniczną Niemką, absolwentką Uniwersytetu Wiedeńskiego), została zmuszona do zdania egzaminu z niemieckiego, aby otrzymać dyplom radzieckiej uczelni i mieć dalsze prawo do nauczania.

Glebow jako student piątego roku pisał pracę dyplomową pod kierunkiem Hańczuka. Niespodziewanie został wezwany do swojego dziekanatu, gdzie Druzjajew, były prokurator wojskowy, który właśnie objął stanowisko administracyjne w instytucie, i na pierwszy rzut oka jeden z wielu doktorantów, niejaki Szyrejko (choć z jego zachowania można było odnieść wrażenie, że jest związany z organami bezpieczeństwa) rozpoczęli z nim poważną rozmowę o jego przyszłości. Wadim dowiedział się, że obaj mężczyźni wiedzą o jego związku z Sonią Hańczuk (mimo tego, że jeszcze nikomu, nawet rodzicom Soni młodzi o tym nie powiedzieli). Druzjajew i Szyrejko zasugerowali, że poślubienie córki profesora, napisanie pracy pod jego kierunkiem, rekomendacja od profesora dla przyjęcia Wadima na aspiranturę (studia doktoranckie) oraz objęcie przez żonę profesora stanowiska kierownika grupy w instytucie to z osobna normalne rzeczy, ale wszystko razem stanowi już znaczną przesadę. Nalegali, aby Glebow zmienił opiekuna swojej pracy. Ten zgodził się porozmawiać z Hańczukiem, ale odkładał nieprzyjemną rozmowę w czasie z nadzieją, że jego sprawa zostanie zapomniana. Druzjajew i Szyrejko przypomnieli mu jednak, że zarówno dalsze studia, jak i stypendium im. Gribojedowa, które ma być przyznane Glebowowi po sesji zimowej, zależą od jego zachowania. Jeszcze później domyślił się, że w całej sprawie nie chodziło wcale o niego, ale o to, że na Hańczuka była przygotowywana nagonka.

Glebow nagle odkrył w sobie, że jego miłość do Soni zniknęła. W późniejszym czasie tłumaczy sobie swoje poprzednie zakochanie młodzieńczym przypływem pożądania. Narracja w powieści jest jednak wspomnieniem dojrzałego już Glebowa, dlatego jego oceny mogą być samousprawiedliwieniem swoich dawnych działań. Gdy akcja wraca do lat 40., opisywane są kolejne wydarzenia, po których Glebow został zmuszony do przemówienia na spotkaniu w instytucie, na którym miała być podniesiona sprawa Hańczuka. Spotkania te były zawsze początkiem prześladowań, po których cała kariera danego naukowca się rozpadała. Tuż przed planowanym spotkaniem pojawił się artykuł doktoranta Szyrejki potępiający Hańczuka, w którym wspominał on, że niektórzy doktoranci (czyli Glebow) zrezygnowali z jego opieki nad pracą dyplomową. Dopiero interwencja Soni, która ujawniła ojcu swój związek z Wadimem, sprawiła, że Hańczuk przynajmniej spróbował wybaczyć Glebowowi. Autorski ton Trifonowa nie pozostawia jednak miejsca na dwuznaczną interpretację czynu głównego bohatera: jest oczywiste, że popełnił on podłość. Ale także staremu profesorowi czytelnikowi trudniej jest od tego momentu współczuć: wyjaśniane są szczegóły jego życiorysu. W pierwszych latach po rewolucji Hańczuk był funkcjonariuszem Czeka na Ukrainie. Osobiście rozstrzeliwał ludzi, nie interesując się nawet tym, za co zostali skazani, a jego nazwisko budziło postrach. Profesor żałował, że nie może już strzelać do wrogów, co zrobiłby bez wahania w latach 20. Teraz jego przeciwnicy zarzucali mu niezrozumienie mądrości etapu.