Czarny ptasior – dokumentalna książka Joanny Siedleckiej, utrzymana w formie reportażu, weryfikująca życie młodego Jerzego Kosińskiego i jego rodziców w czasach przedwojennych, podczas okupacji niemieckiej i po 1945 roku, powstała na podstawie dokumentów archiwalnych oraz wywiadów z sąsiadami i znajomymi państwa Kosińskich, demistyfikująca okupacyjną część życiorysu, na której pisarz oparł swój światowy bestseller – Malowanego ptaka. Stanowi podstawowe źródło informacji na temat wojennych lat Kosińskiego. Jej publikacja wywołała w Polsce dyskusję. Książka została przetłumaczona na język angielski (w 2018) i czeski (w 2019). W Polsce doczekała się trzech wydań (1994, 1998 i 2011).

Temat Joanna Siedlecka w wydanej po raz pierwszy w 1994 roku książce Czarny ptasior przedstawiła według niej rzeczywisty, okupacyjny życiorys Jerzego Kosińskiego, a nie podstawę jego literackiego wizerunku zawartego w (uchodzącej za autobiograficzną) powieści Malowany ptak, uznanej początkowo na świecie za świadectwo i dokument zagłady Żydów. Reportażystka porównała wydarzenia i fakty z według niej prawdziwego dzieciństwa Jurka Kosińskiego z losami chłopca – bohatera Malowanego ptaka.

Historia chłopca z Malowanego ptaka uchodziła początkowo za jego własną, co też Kosiński niejednokrotnie publicznie i prywatnie podkreślał, twierdząc, że doświadczył wszystkich horrorów, które były udziałem chłopca. Opowiadał, że to, co spotkało go w czasie wojny, było gorsze od tego, co spotkało chłopca z Malowanego ptaka, co nie było zgodne z prawdą. W rzeczywistości Kosiński jako młody chłopak wraz z rodzicami i adoptowanym bratem byli ukrywani i chronieni przez dwa i pół roku przez Polaków – mieszkańców Dąbrowy Rzeczyckiej, których nazwiska i adresy pojawiły się w polskiej prasie już w 1968 roku.

W książce Siedlecka poświęciła więcej uwagi ojcu Jerzego, Mieczysławowi Kosińskiemu (Mojżesz Lewinkopf), niż pisarzowi. Wydaje się, że Kosiński senior, aby uratować siebie i swoją rodzinę przed zagładą, zawarł umowy, najpierw z nazistami, a później z sowietami, bo w przeciwnym razie nie przeżyliby.

Czarny ptasior został również poświęcony mieszkańcom Dąbrowy Rzeczyckiej, ich dramacie z powodu kłamstw Kosińskiego i upokorzeniu, jakie ich spotkało, gdy podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce nie odwiedził ludzi, którzy ryzykowali dla niego własnym życiem. Wśród oczekujących na spotkanie z pisarzem i autograf w 1989 roku w Warszawie w klubie Czytelnika, był także Edward Warchoł, syn gospodarza, u którego młody Jurek Kosiński mieszkał w czasie wojny wraz z rodzicami. Kosiński poprosił kolegę o adres, jednak nigdy nie nawiązał z nim kontaktu. Kosiński odrzucił gesty przyjaźni ze strony osób, które znał z czasów wojny i unikał wszelkiego kontaktu z dziećmi tych, którym zawdzięczał ocalenie. Według amerykańskiego biografa Kosińskiego, : „Spotkanie w Czytelniku stanowiło konkretne urzeczywistnienie najgorszego koszmaru Kosińskiego. Przyznać się do Warchoła, oznaczało przyznać się otwarcie do prawdy o swoim dzieciństwie”.

Sam Jerzy Kosiński, najprawdopodobniej obawiając się możliwych procesów sądowych o oszczerstwo w przypadku, gdyby brutalny obraz chłopstwa z Malowanego ptaka został powiązany z ludźmi, których znał w Polsce, a którzy z kolei znali jego, oraz obawiając się możliwych oskarżeń o fałszowanie faktów dotyczących stosunków polsko-żydowskich w czasie zagłady, już w 1965 roku napisał esej Notes of the Author on The Painted Bird, (uwagi autora dołączone do tekstu), wydrukował na własny koszt i rutynowo wysyłał do wszystkich potencjalnych recenzentów jego książki, powołując się w nim, że w książce mogła zostać przedstawiona wizja siebie jako dziecka, a nie powrót do czasów dzieciństwa czy jego lustracja, zaś miejsce i sceneria również mogły być metaforyczne.

Kosiński nigdy nie zaoferował przeprosin ani wycofania oszczerstw, lecz w późniejszych niektórych swoich wypowiedziach promował pojednanie między Polakami a Żydami.

Geneza Po publikacjach m.in. w tygodniku Polityka, który w numerach 224/1982Joanna Siedlecka: Czarny ptasior. s. 7 (rozdział: Od Autorki). ISBN 83-85458-04-2., i 10/1983 wydrukował listy Andrzeja Migdałka i Adama Latawca, byłych mieszkańców wsi i znajomych Jerzego, opisujące lata okupacji spędzone z rodziną Kosińskich, zainteresowana tym wątkiem Joanna Siedlecka pojechała do Dąbrowy Rzeczyckiej, w której w czasie II wojny przez prawie dwa i pół roku przebywał Jerzy Kosiński wraz z rodzicami.

Siedlecka była głównie zainteresowana latami z dzieciństwa pisarza, chciała dowiedzieć się co naznaczyło go na całe późniejsze życie i poznać prawdziwą wersję jego wojennych przeżyć. Odnalazła ludzi, którzy pomogli rodzinie – jak mówili – „Kusińskich” przeżyć: ks. Eugeniusza Okonia, który załatwił rodzinie katolickie dokumenty na nazwisko Kosiński, znalazł mieszkanie w baraku mieszkalnym w Dąbrowie Rzeczyckiej u Andrzeja Warchoła i innych mieszkańców, którzy wciągnęli ojca Kosińskiego – „profesora Kusińskiego” jak o nim mówili – do pracy w niemieckim punkcie skupu i razem z nim pracowali.

Pomimo że nie było to jej intencją, to w Czarnym ptasiorze Siedlecka zdemaskowała Kosińskiego.

Wyniki śledztwa Siedleckiej Na podstawie rozmów z wieloma świadkami Siedlecka stwierdziła, że Jerzy Kosiński jako mały chłopiec nie błąkał się samotnie po polskich wsiach, nie rozłączył się z rodzicami i nie stracił mowy na skutek bestialstwa i sadyzmu okolicznych jasnowłosych wieśniaków, którzy chcieli wydłubać mu oko czy utopić w kloace. Jurek przetrwał czas okupacji wraz z rodzicami, dzięki pomocy mieszkańców okolicznych wsi, którzy cały czas ukrywali fakt zamieszkiwania w ich wsi żydowskiej rodziny, być może również z obawy o własne losy, gdyby Niemcy dowiedzieli się o rodzinie żydowskiej ukrywającej się w ich wsi.

Malowany ptak, skonfrontowany przez Siedlecką z materiałami archiwalnymi i relacjami świadków, stał się przykładem literackiej mistyfikacji, jak daleko można się posunąć w kreowaniu własnej biografii. „A Czarny ptasior – jak pisał przy okazji jego pierwszego wydania Jacek Leociak – to rzecz o granicach moralnej odpowiedzialności w kreowaniu własnej biografii”. Malowany ptak Kosińskiego był pierwszym w literaturze oskarżeniem Polaków o okrucieństwo wobec Żydów, a tym samym o współudział w Holokauście.

Kosińscy w czasie okupacji niemieckiej Przez lata Jerzy Kosiński opowiadał podczas spotkań o swoich dziwacznych i przerażających doświadczeniach z dzieciństwa, gdy borykał się, by samodzielne przetrwać w czasie II wojny. W Malowanym ptaku opisał losy chłopca ukrywającego się w czasie okupacji, głównie przed okrutnymi polskimi chłopami. Matka Kosińskiego potwierdziła utrzymywaną przez niego wersję wydarzeń, wedle której był on podczas wojny oddzielony od rodziców.

W rzeczywistości rodzice Jerzego, Mojżesz Lewinkopf i Elżbieta Lewinkopf (z domu Weinreich, wg IPN Liniecka), wraz z synem Jerzym, czteroletnim synem ich znajomych Heniem i opiekunką Katarzyną, po opuszczeniu Łodzi, przez Sandomierz i Radomyśl nad Sanem, jesienią 1942 dotarli do Dąbrowy Rzeczyckiej. Zamieszkali w baraku mieszkalnym należącym do Andrzeja Warchoła.

Przez większość wojny państwo Kosińscy ukrywali swoje żydowskie pochodzenie na tyle, na ile było to możliwe. Starali się uchodzić za katolików: powiesili w domu święte obrazy i regularnie chodzili do kościoła na mszę. Rodzice ostrzegli (i kontrolowali pod tym kątem) syna, aby nigdy i nikomu nie zdradzał swojej żydowskiej tożsamości, a w szczególności nie pokazywał swojego obrzezanego penisa, np. podczas oddawania moczu w publicznej toalecie. Z tego powodu Jurek unikał kontaktów z rówieśnikami, a oni z kolei nazywali go maminsynkiem.

We wsi mieszkańcy, prości ludzie, tytułowali Kosińskiego seniora, dobrze wykształconego, „profesorem”, a jego żonę „profesorową”. Wiosną 1943 Kosiński senior zaczął pracować w tutejszym niemieckim punkcie skupu, przy spisywaniu kontyngentów, oraz udzielać lekcji z zakresu szkoły średniej, za które płacono mu w naturze – mlekiem, masłem, ziemniakami. W związku z pracą poruszał się swobodnie po okolicznych wioskach, pomagając m.in. sołtysom w prowadzeniu ewidencji i rozliczeniach kontyngentowych, natomiast według wspomnień mieszkańców Jurek i jego matka nie opuszczali miejsca zamieszkania. Jurek nie chodził też do tutejszej czteroklasówki, mimo że mieściła się w sąsiednim baraku, lecz uczył go ojciec. Unikał też kontaktów z dziećmi Warchoła i sąsiadów, jak i trójką dzieci żydowskich. Jedynie w niedzielę całą rodziną Kosińscy wychodzili do kościoła w Woli Rzeczyckiej, gdzie Jerzy przystąpił do pierwszej komunii i był ministrantem. Mimo semickiego „wyglądu” przeżyli wszystkie patrole, obławy i akcje pacyfikacyjne urządzane przez Niemców w odwecie za akcje partyzantki, bo zawsze ktoś w porę ich ostrzegł i zdążyli uciec czy ukryć się w piwnicy położonej pod podłogą w kuchni lub na podwórku w ziemiance, w której przechowywano warzywa i ziemniaki.

Cała rodzina Mieczysława Kosińskiego przeżyła czas okupacji niemieckiej, podobnie jeden krewny, który wyemigrował jeszcze przed wojną. Pozostali członkowie obu rodzin, polskich Lewinkopfów i Weinreichów, około 60 osób, zginęli podczas wojny.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej Pod koniec wojny sąsiedzi zaczęli dostrzegać zmiany w postępowaniu Mieczysława Kosińskiego, m.in. przestał płacić czynsz Warchołowi, co być może wynikało z wyczerpania się środków finansowych. Kosiński senior zapisał się do Polskiej Partii Robotniczej. 28 lipca 1944 roku Armia Czerwona wkroczyła do Dąbrowy Rzeczyckiej. Powitał czerwonoarmistów kwiatami i czerwonymi flagami z wizerunkiem sierpa i młota. Natychmiast zaczął bywać w miejscowej leśniczówce, gdzie Rosjanie mieli swój lokalny sztab oraz w siedzibie sztabu 214 Dywizji Piechoty Armii Czerwonej i NKWD w pobliskich Jastkowicach.

W październiku 1944 NKWD aresztowało kilkunastu mieszkańców okolicznych wsi, m.in. sołtysów: Józefa Stępaka z Kępy Rzeczyckiej, Władysława Pamułę z Woli Rzeczyckiej, Jana Surmę z Rzeczycy Okrągłej, oraz większość członków komisji kontyngentowej, w której pracował Kosiński senior, w tym Andrzeja Warchoła. Większość z aresztowanych osób nie przeżyła, wywieziona do łagrów w Borowiczach. Po półtora roku do domu powrócił z więzienia w Rzeszowie Andrzej Warchoł i wspominał, że podczas jednego z przesłuchań przed rozprawą widział swoje „oskarżenie” pisane ręką Kosińskiego, którego charakter pisma znał, bo razem pracowali i mieszkali obok siebie, podczas gdy inni chłopi byli przekonani, że to właśnie wstawiennictwo Kosińskiego seniora uratowało Andrzeja Warchoła przed zesłaniem.

Pod koniec kwietnia 1945 Kosiński senior, ostrzeżony o wydanym na niego wyroku przez białych z lasu, wyjechał z całą rodziną bez pożegnania z Dąbrowy Rzeczyckiej do Łodzi, a następnie do Jeleniej Góry, gdzie Kosiński senior, szanowany aparatczyk, otrzymał dom i zarządzał lokalnym przedsiębiorstwem.

Inni Żydzi ukrywający się razem z Kosińskimi Rodzice Jurka Kosińskiego przygarnęli do siebie żydowskiego chłopca, Henia, który był dzieckiem ich przyjaciół, wywiezionych przez Niemców do Oświęcimia. Do Kosińskich Henio zwracał się „ciociu” i „wujku”. Po wojnie Henryk Kosiński zamieszkał w Łodzi, ale nie chciał wspominać czasów dzieciństwa, szczególnie okresu, gdy Kosiński senior na powitanie żołnierzy radzieckich ubrał go w przygotowany wcześniej mundurek czerwonoarmisty i dał mu zawieszoną na sznurku drewnianą pepeszkę. Henio stał się maskotką czerwonoarmistów, synem pułku. Nosił ten mundurek podczas ich pobytu we wsi.

Przez półtora roku rodzina Migdałków, mieszkająca w tym samym baraku co Kosińscy, przechowywała u siebie żydowskie rodzeństwo: dwunastoletnią Lilkę oraz sześcioletniego Jurka. Także im udało się przeżyć, po czym wyjechali do Izraela i kontakt z nimi zaniknął.