Operacja Jericho (Ramrod 564) – aliancki nalot przeprowadzony 18 lutego 1944 roku podczas II wojny światowej. Brytyjskie, nowozelandzkie i australijskie samoloty zbombardowały więzienie w Amiens w okupowanej przez Niemców Francji na bardzo niskiej wysokości, aby wybić dziury w murach więzienia, zabić niemieckich strażników i za pomocą fal uderzeniowych otworzyć drzwi cel. Członkowie francuskiego ruchu oporu czekali na zewnątrz, aby przejąć więźniów i przewieźć ich w bezpieczne miejsce.

Samoloty myśliwsko-bombowe de Havilland Mosquito wybiły dziury w murach i budynkach więziennych oraz zniszczyły baraki strażników. Spośród 832 więźniów 102 zginęło w wyniku bombardowania, 74 zostało rannych, a 258 uciekło, w tym 79 pojmanych członków ruchu oporu i więźniów politycznych; dwie trzecie zbiegów zostało później ponownie schwytanych.

Dwa Mosquito i myśliwiec eskortowy Hawker Typhoon zostały zestrzelone, a kolejny Typhoon zaginął na morzu. Operacja Jericho wyróżnia się w historii wojskowości precyzją i śmiałością ataku, który został sfilmowany przez kamerę na jednym z samolotów. Wciąż trwa debata na temat tego, kto zainicjował operację i czy była ona potrzebna.

Tło Francuski opór W 1943 roku wzrosło zainteresowanie zarówno aliantów jak i Niemców regionem Pas-de-Calais. Alianci chcieli uzyskać informacje o obronie Wału Atlantyckiego przed planowaną inwazją na kontynent europejski, aby utrzymać jak najwięcej jednostek niemieckich z dala od Normandii i obszaru operacji Bodyline oraz Crossbow wymierzonych przeciwko stanowiskom broni V pojawiającym się w tej okolicy. Niemcy z kolei pragnęli utrzymać przygotowania do odparcia alianckiej inwazji i włąsnej ofensywy odwetowej z użyciem latających bomb V-1 w jak najściślejszej tajemnicy. Płk Hermann Giskes był szefem Abwehry w Holandii, Belgii i północnej Francji oraz szefem operacji kontrwywiadowczej o kryptonimie Englandspiel. Lucien Pieri, właściciel sklepu w Amiens, był płatnym informatorem Gestapo od 1941 roku i do 1943 roku miał już sieć informatorów, którzy przeniknęli do wielu siatek ruchu oporu w północnej Francji. Gestapo i Abwehra były dzięki temu w stanie rozpracować wiele francuskich, brytyjskich i amerykańskich siatek szpiegowskich oraz sabotażowych w północnej i północno-zachodniej Francji.

thumb|Mapa pokazująca miejsca startu V-1, 1944 Schwytanie członka ruchu oporu Rolanda Farjona, ważnej postaci w Organisation civile et militaire (OCM), pod koniec października 1943 roku zapoczątkowało serię masowych aresztowań członków podziemia należących do OCM, które twierdziło, że w jego działalność jest zaangażowanych 100 000 osób, w tym około 12 000 w regionie A (Amiens), a także ludzi z Alliance, Sosies i innych grup ruchu oporu przygotowujących się na oczekiwaną inwazję aliantów. Członkowie ruchu oporu pojmani w zimowej kampanii aresztowań Gestapo 1943–1944 w okolicach Amiens zostali uwięzieni w lokalnym więzieniu, gdzie w grudniu 1943 roku rozstrzelano dwunastu więźniów. 14 lutego 1944 roku aresztowano Raymonda Vivanta, sous-préfeta Abbeville i ostatniego przywódcę OCM, który pozostał jeszcze na wolności. Wcześniej Vivant stworzył system gromadzenia informacji wywiadowczych, w ramach którego członkowie podziemia zbierali informacje o obronie wybrzeża kanału La Manche i przekazywali je burmistrzom wsi, a ci następnie przekazywali je Vivantowi w celu dalszego przesłania do Londynu drogą bezprzewodową. Wraz ze stratą tak wielu przywódców ruchu oporu, Vivant dowiedział się zbyt wiele o planowanej inwazji i o tym, jak ruch oporu miał ją wspierać, w tym o planie reorganizacji ruchu oporu i jego dziesięciokrotnego rozszerzenia. Strata Vivanta sprawiła, że OCM i inne grupy ruchu oporu znalazły się na skraju rozbicia.

Wiadomość o pojmaniu Raymonda Vivanta została przemycona z więzienia w Amiens i przekazana do Anglii. Amerykańskie Biuro Służb Strategicznych (OSS) i brytyjska Tajna Służba Wywiadowcza (MI6) obawiały się, że Niemcy mogą odkryć jego tożsamość i wyciągnąć od niego na torturach wrażliwe informacje; szkody dla planów aliantów byłyby wtedy trudne do oszacowania. Do Londynu dotarła również wiadomość, że w więzieniu w Amiens przebywa dwóch amerykańskich szpiegów i brytyjski agent, z których dwóch najwyraźniej niedawno przybyło do Francji. William Donovan, szef OSS, zwrócił się z prośbą o misję ratunkową do Stewarta Menziesa, szefa MI6, która została następnie przekazana Gabinetowi Wojennemu. Gaullistowskie Bureau central de Renseignements et d'Action (BCRA) w Londynie zostało poproszone o wszelkie znane informacje na temat więzienia w Amiens, a specjaliści ds. ucieczek i ewakuacji z MI9 i MISX zaczęli zbierać informacje na potrzeby zorganizowania ucieczki. Londyn i Waszyngton za wszelką cenę chciały uwolnić lub w razie konieczności zabić Raymonda Vivanta w trakcie próby ucieczki.

Więzienie w Amiens Maurice Holville uzyskał pozwolenie na dostarczanie paczek do więzienia, rysowanie szkiców wewnętrznego układu więzienia oraz badanie zadań i zwyczajów strażników, które porównywał z planami skradzionymi z archiwów miejskich. Inny członek ruchu oporu badał zewnętrzne mury więzienia, udając, że całuje się ze swoją dziewczyną, ale ruch oporu nigdy nie odkrył prawdziwej grubości zewnętrznego muru ani tego, że jego kamienne bloki nie były wzmocnione zaprawą. Informacje ujawnione przez szpiegów zostały odczytane, po czym wiadomości zniszczono. Jeden zestaw grypsów zatrzymał przy sobie starszy członek grupy Sosie, a drugi zestaw został przekazany „Serge’owi”, aby ten dostarczył go dalej. Zbrojny atak na więzienie był możliwy, tak jak próbowano to zrobić w więzieniu w Saint-Quentin, chociaż tam został on odparty z ciężkimi stratami, a w innych więzieniach wzmożono środki bezpieczeństwa. „Serge” został aresztowany przez Milicję Francuską z dokumentami przy sobie i rozstrzelany; po tym wydarzeniu Gestapo wzmocniło ochronę więzienia w Amiens o kolejnych 80 strażników i utworzyło na dziedzińcu stałe stanowisko karabinu maszynowego, co sprawiało, że atak naziemny w tych warunkach byłby praktycznie samobójstwem.

Zdjęcia rozpoznawcze więzienia pokazały, że budynek A, główny gmach więzienia, miał kształt krzyża i 130 m długości wzdłuż północnej strony, 120 m po stronie południowej, równolegle do głównej drogi, 99 m po stronie wschodniej i 96 m długości po stronie zachodniej. Wysokość budynku przy okapie wynosiła 15 m, a kalenica dachu znajdowała się na wysokości 19 m. W pobliżu kompleksu nie było widać żadnych innych stanowisk karabinów maszynowych. Teren więzienia był otoczony murem o wysokości 3,4 m z ogrodzonymi dziedzińcami, aby oddzielić od siebie więźniów podczas ćwiczeń. Raporty wywiadowcze umieszczały kwatery niemieckich strażników na krótszych bokach krzyża, narysowane na szkicu otrzymanym od ruchu oporu. Jadalnia strażników znajdowała się w kwaterach na jednym końcu, a pokój wartowników na drugim. Strażnicy jedli obiad w południe, a wielu więźniów jadło o tej samej porze w centralnej sali więzienia. Za terenem więzienia, 73 m na północ znajdował się rów w pobliżu skrzyżowania dróg. Budynek B na fotografiach wydawał się być małym osiedlem dwupiętrowych domów w zabudowie bliźniaczej z dachami dwuspadowymi, uważanych za prywatne mieszkania; budynek C był oznaczony jako Hospice St Victor. Atakujący musieliby przebić się przez mury więzienia i uderzyć w każdy koniec głównego budynku, aby wysadzić szczyty. Wstrząs spowodowany eksplozjami powinien otworzyć drzwi cel bez niszczenia budynku i strat wśród więźniów.

thumb|Niemieccy żołnierze przenoszący latającą bombę V-1 Misja ratunkowa została uznana za niezbędną, aby zapewnić pojmanych członków ruchu oporu, że nie zostali porzuceni, wzmocnić morale ocalałych z niedawnych łapanek uciekinierów i zrekrutować do konspiracji zwykłych więźniów kryminalnych. Matka dwóch uwięzionych członków ruchu oporu sama została aresztowana i dzięki temu była w stanie przekazać więźniom instrukcje, aby ci się położyli, jeśli nad ich głowami pojawi się samolot i byli gotowi na próbę ucieczki. Ruch oporu oszacował, że w więzieniu przebywało około 700 więźniów, ale błędnie określił liczbę „politycznych”; takich więźniów zwykle umieszczano w niemieckiej części więzienia, gdzie przetrzymywano około 100 mężczyzn i kobiet. Zwykłych więźniów przetrzymywano w sekcjach karnych, w tak przepełnionych celach, że w niektórych z nich ośmiu więźniów na raz kładło się spać, a reszta stała, aż nadeszła ich kolej. Niemcy umieścili niektórych więźniów „politycznych” razem ze zwykłymi przestępcami z powodu braku miejsca, a niektórzy przestępcy byli w rzeczywistości „politycznymi” aresztowanymi za przestępstwa, którzy pozostawali incognito. Gestapo i Milicja Francuska notorycznie przetrzymywały ludzi w więzieniu przez tygodnie, zanim poinformowały o tym francuskie władze sądownicze, które również tworzyły mylące statystyki; liczba więźniów wewnętrznych 18 lutego wynosiła 832, w tym 180 przetrzymywanych w niemieckiej sekcji. Trzech Brytyjczyków, Amerykanina i belgijskiego agenta przetrzymywano w odosobnieniu, a trzech Amerykanów, których schwytano w cywilnych ubraniach i którzy twierdzili, że byli członkami załogi zestrzelonego samolotu, więziono jako podejrzanych agentów, a nie jeńców wojennych. 19 lutego 26 mężczyzn i trzy kobiety uwięzione wraz z przestępcami oraz kilku więźniów z niemieckiej sekcji miało zostać rozstrzelanych na rozkaz Trybunału w Amiens.

Preludium Plan terenu thumb|Dolina rzeki Sommy i przyległe tereny, Amiens w centrum W tygodniu poprzedzającym nalot ruch oporu miał około 100 członków przeznaczonych do akcji poza więzieniem i około 16 więźniów wtajemniczonych w plan ucieczki. 12 czujek umieszczono w domach w pobliżu więzienia, a kilku biegle mówiących po niemiecku ubrano w mundury SS z oznaczeniami uzgodnionymi z innymi członkami ruchu oporu. W okolicy znajdowało się dziesięć ciężarówek i kilka samochodów gotowych do ewakuacji więźniów, a także rowery ukryte w okolicznych domach i sklepach. Ruch oporu miał ukrytych w pobliżu kilka zespołów uzbrojonych w pistolety maszynowe Sten, pistolety i granaty ręczne, gotowych do wtargnięcia przez mury więzienia, gdy więźniowie wybiegną.

Sojusznicy zrzucili na spadochronach dodatkową broń i amunicję, aby ruch oporu mógł uzbroić zbiegłych więźniów. Zebrano odzież męską i damską, a tłumacz ukradł dowody osobiste in blanco, przepustki i pieczątki urzędowe. Ruch oporu wymyślił fałszywe tożsamości dla zbiegów; przygotowano dla nich bezpieczne kryjówki w Amiens i daleko poza nim, w miastach takich jak Arras i Abbeville. Francuski strażnik więzienny sympatyzujący z ruchem oporu zgodził się na wybadanie postawy innych strażników, a więzień kryminalny przygotował master key, zrobił kopię i umówił się ze strażnikiem, aby go wypróbować, pokrył czarnym woskiem świecy w celu dokonania drobnych poprawek, a następnie powielił. Jako środek ostrożności poproszono jednego więźnia, aby przed ucieczką włamał się do biur administracji i zniszczył dokumentację na temat więźniów.

Plan ataku Realizacja operacji Jericho (Ramrod 564) została przydzielona 140 Skrzydłu należącemu do RAF 2nd Tactical Air Force. W nalocie brało udział 18 samolotów de Havilland Mosquito FB Mk VI, sześć z 487 Dywizjonu RNZAF (Wing Commander Irving „Black” Smith), sześć z 464 Dywizjonu RAAF (Wing Commander Bob Iredale) i sześć Mosquito z 21 Dywizjonu (Wing Commander Ivor G. E. „Daddy” Dale). Lotnicy mieli rozkaz kontynuować akcję nawet w wypadku niepowodzenia planu i zbombardować więzienie, zabijając więźniów. Na potrzeby Royal Air Force Film Production Unit (FPU) wysłano samolot fotograficzny (PR) Mosquito, aby sfilmować akcję. Nalot wstępnie zaplanowano na 17 lutego; Mosquito miały przybyć nad więzienie punktualnie w południe, aby zastać strażników na obiedzie, po czym miała ich zbombardować druga fala. Plan został ujawniony ruchowi oporu, aby ostrzec członków podziemia w więzieniu i zorganizować czekających na zewnątrz wspólników.