Getto w Prudniku – istniejące w latach 1945–1947 getto w Prudniku dla niemieckich mieszkańców miasta. Utworzone przez radziecką komendanturę i reaktywowane przez administrację polską.
Historia Pierwotne getto dla ludności niemieckiej w rejonie ulic Chrobrego (Fischstrasse) i Królowej Jadwigi (Töpferstrasse) w Prudniku zostało wyznaczone przez radziecką komendanturę wojskową po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną w marcu 1945. Prudnik liczył wówczas siedemnaście tysięcy mieszkańców, z czego do getta przeniesiono dziewięć tysięcy osób. W domach w wytyczonym getcie ulokowano po kilkaset ludzi, „często 30–40 w jednym pokoju”. W getcie znaleźli się również Polacy, którzy mieszkali w Prudniku, np. Antoni Błaszczyński, a także robotnicy przymusowi z Polski. Przesiedlenie spowodowane było bliskością frontu. Miało także dać czerwonoarmistom swobodę w prowadzeniu grabieży miasta.
Osadzeni opuścili getto na początku kwietnia 1945, kiedy radziecka komendantura podjęła decyzję o ewakuacji całej ludności Prudnika. Mieszkańcy ulokowani zostali w miejscowościach powiatu prudnickiego na wschód od miasta – od Prężynki do Strzeleczek. Ewakuacja była spowodowana tym, że znajdujące się w pobliskich Górach Opawskich oddziały niemieckie stawiały opór Armii Czerwonej aż do zakończenia II wojny światowej. mały|lewo|Budynki przy ul. Królowej Jadwigi (2020) Ewakuowani mieszkańcy miasta wrócili do swoich domów po zakończeniu działań wojennych. 11 maja 1945 polska administracja przejęła władzę cywilną w powiecie prudnickim. Niemcom kazano nosić na rękawach naszytą literę N. 8 sierpnia 1945 getto dla Niemców zostało utworzone ponownie, tym razem przez administrację polską. Obejmowało ono rejon dzisiejszych ulic Chrobrego, Królowej Jadwigi (jedną stronę), Kochanowskiego, Morcinka, Tabory i Wiejskiej. Jednym z powodów powstania getta była potrzeba zapewnienia mieszkań dla Polaków wysiedlonych z Kresów Wschodnich oraz osadników z centralnej i południowej Polski. Był to „śródmiejski obóz przejściowy dla ludności niemieckojęzycznej”. Na ulicach miasta rozwieszono plakaty obwieszczające: „Wszyscy niemieccy mieszkańcy mają być przygotowani z bagażem 25 kg”. Niemcy musieli stanąć z bagażem przed swoimi domami, po czym zostali zapędzeni na wyznaczone ulice pod eskortą milicji. Ci, którzy nie zdążyli się przygotować, byli karani cieleśnie. Przesiedlenia udało się uniknąć rodzinie Damsów, których przed milicją obronił pełnomocnik Czerwonego Krzyża. W reaktywowanym getcie osadzono około osiem tysięcy osób. Przez następne 8 dni nikt nie mógł opuścić getta bez poświadczenia o pracy. Niemcy założyli w getcie swój „komitet” (samorząd). Getto dla Niemców utworzono także w pobliskiej wsi Niemysłowice.
Getta pilnowała polska milicja wraz z wojskiem. Przy wylotach ulic wyznaczono stanowiska strażnicze z karabinami maszynowymi. Pierwsze stanowisko znajdowało się na trasie z fabryki obuwia do budynku późniejszego Muzeum Ziemi Prudnickiej, drugie przy tunelu koło muzeum, trzecie przy schodach prowadzących na Rynek. Jedną z dróg wejściowych na teren getta był tunel pod gmachem Urzędu Miejskiego. Getto mogły opuścić jedynie osoby, które otrzymały stosowne przepustki. Wśród osadzonych znalazł się m.in. pisarz Harry Thürk. Przebywały w nim także osoby duchowne, np. proboszcz parafii w Prudniku Franz Pietsch oraz ksiądz Jaschke z Lubrzy. Burmistrz miasta Antoni Błaszczyński, wcześniej osadzony w radzieckim getcie, doprowadził do zlikwidowania posterunków strażniczych i zapewnił żywność dla Niemców. mały|Tunel, przy którym znajdowało się stanowisko strażnicze (2017) Osadzeni w getcie byli wykorzystywani między innymi do odgruzowywania miasta i przygotowywania mieszkań dla Polaków. W getcie panowały złe warunki higieniczne. Szerzyły się w nim choroby. Ludzie pili wodę prosto z pobliskiej rzeki Prudnik. Umierało po kilka osób dziennie, szczególnie niemowlęta i starcy. Zwłoki, chowane w szafach lub zawijane w prześcieradła, grzebano w masowych grobach na cmentarzu komunalnym. W getcie grasowali złodzieje i bandyci, którzy nosili biało-czerwone opaski i podawali się za milicjantów. Rosjanie dopuszczali się gwałtów na kobietach.
Getto wyludniało się stopniowo. Jego mieszkańcy byli poddawani weryfikacji. Część z nich pozostała w Prudniku, większość wysiedlono do Niemiec. Osadzeni trafiali także do obozu pracy w Łambinowicach. W ciągu pierwszych trzech miesięcy istnienia getta opuściło je około 500 osób. Wraz ze zmniejszeniem się liczby mieszkańców getta, osadzeni byli traktowani mniej surowo. Założono w nim Biuro Niemieckie (), którego szefem został Anton Belda, a pracował w nim m.in. Hajo Hoffmann.
W źródłach brak precyzyjnej daty zakończenia istnienia getta, ponieważ nie zostało ono formalnie zlikwidowane. Marcin Husak, dyrektor Muzeum Ziemi Prudnickiej, za datę likwidacji getta przyjął czas ostatniego transportu mieszkańców deportowanych z Prudnika do Niemiec, czyli czerwiec 1946. Według artykułu Marka Ostrowskiego w „Nowej Trybunie Opolskiej”, getto istniało do 1947. Po opuszczeniu ul. Chrobrego przez Niemców, została ona zasiedlona przez znaczną część prudnickich Romów. Określenie getto funkcjonuje wśród lokalnej ludności do czasów współczesnych.
Upamiętnienie Harry Thürk osadził w prudnickim getcie akcję wydanej w 1993 powieści Lato umarłych snów. Thürk był wśród osób, które w 1945 przebywały w getcie. W 2024 materiał o prudnickim getcie nagrał Łukasz Kazek. W 2025 Muzeum Ziemi Prudnickiej zorganizowało wydarzenie przypominające historię getta.
Przypisy
Bibliografia
Kategoria:Historia Prudnika Kategoria:Stosunki polsko-niemieckie Kategoria:1945 w Polsce