Grzegorz Gmitrzak (ur. ok. 1961 na Śląsku, zm. 8 marca 1994 w Warszawie) – polski przedsiębiorca znany z działalności przestępczej jako prześladowca i wymuszacz, szantażysta. Pierwowzór postaci Gerarda, bohatera polskiego filmu kryminalnego Dług (1999) w reżyserii Krzysztofa Krauzego.
Młodość Gmitrzak pochodził z ubogiej rodziny ze Śląska. Matka Grzegorza, wiejska kobieta, po wojnie przybyła do Warszawy w poszukiwaniu zarobku. Ojciec Grzegorza zmarł, kiedy ten był w wieku niemowlęcym. Żeby nie oddać syna do domu dziecka, matka zaczęła sprzątać, szyć i gotować, aby zapewnić synowi utrzymanie. Sam Gmitrzak niechętnie opowiadał o swoim dzieciństwie, wspominając jedynie pobyt nad morzem z matką, ojczymem i przyrodnim bratem oraz rejs łódką, który uważał za jedno z nielicznych pozytywnych wspomnień z tamtego okresu. Według przyszłej żony był osobą skrytą, zamkniętą w sobie i zmagającą się z kompleksami. Ukończył zasadniczą szkołę zawodową o profilu mechanicznym, jednak unikał pracy w wyuczonym zawodzie. Często zmieniał zatrudnienie – pracował między innymi jako zaopatrzeniowiec i porządkowy na Torwarze. We wczesnych latach 80. aktywnie ćwiczył karate na warszawskiej siłowni. Podczas zajęć w grupie poznał przyszłego przedsiębiorcę i swoją późniejszą ofiarę, Sławomira Sikorę.
Według śledztwa Jerzego Morawskiego, Gmitrzak w latach 80. miał współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa i uczestniczyć w inwigilowaniu środowisk akademickich.
Był notowany przez policję za napaść na funkcjonariusza i wymuszenia.
Małżeństwo i życie rodzinne W 1981 roku, gdy nadal utrzymywał się z pracy jako zaopatrzeniowiec i porządkowy, Grzegorz poznał kobietę określaną w mediach umownym imieniem Luiza, na urodzinach jej koleżanki. Rok później Grzegorz i Luiza zawarli związek małżeński. W tym samym czasie niekiedy wyjeżdżał do pracy na budowach za granicą, aby dawać rodzinie wystarczające źródło dochodu. Grzegorz nieustannie poszukiwał w życiu większych i lepszych możliwości. Pragnął stabilizacji majątkowej. Uważał, że jego obowiązkiem jest zapewnienie rodzinie dostatku, w związku z czym postanowił zmieniać pracę do momentu, w którym znajdzie godziwy zarobek.
Starał się o własne mieszkanie, którego nigdy nie udało mu się zdobyć. Małżeństwo mieszkało zatem u jednej z matek. Grzegorz czuł się z tego powodu niedowartościowany i bardzo ciężko znosił biedę. Uczęszczał raz lub dwa razy w tygodniu na ćwiczenia sportowe.
Gdy Luiza była w ciąży z ich pierwszym dzieckiem, Grzegorz doznał podczas ćwiczeń poważnego urazu kręgosłupa, co ograniczyło jego poruszanie się. Chodził o kulach ortopedycznych. Na krótko przed narodzinami córki oznajmił Luizie, że odchodzi, ponieważ – jak mówił – nie zasłużyła na życie z osobą niepełnosprawną. Do odejścia z tego powodu finalnie nie doszło.
Wkrótce urodziła się ich córka, która przyszła na świat z ciężką wadą, w wyniku której musiała przejść operację. W tym czasie, jak wspominała Luiza, nastąpił niewyjaśniony przez lekarzy zwrot – Grzegorz odzyskał pełną sprawność, porzucił kule i zaczął samodzielnie chodzić.
Po poznaniu swoich późniejszych dłużników, Gmitrzak coraz rzadziej przebywał w domu, ograniczał wsparcie finansowe dla rodziny i poświęcał mniej uwagi córce. Jego zachowanie stawało się coraz bardziej zdystansowane i nieobecne. Wobec braku wyjaśnień Luiza wystąpiła o rozwód, na który Gmitrzak wyraził zgodę bez walki o związek mówiąc, iż „tak będzie lepiej”. Po rozwodzie sporadycznie odwiedzał rodzinę; podczas jednej z wizyt rozbił skarbonkę córki. Zabrał z niej wszystkie oszczędności, tłumacząc to pilną potrzebą zdobycia pieniędzy na paliwo.
Mimo rozstania z Grzegorzem Luiza była ofiarą częstych uciążliwych odwiedzin nieznanych jej mężczyzn pytających ją o miejsce pobytu jej byłego partnera. Dzwoniono do jej drzwi coraz częściej, co wywoływało w niej silny lęk. Gmitrzak odwiedził ją w sylwestra na przełomie 1993 i 1994 roku. Według jej relacji sprawiał wrażenie osoby uciekającej przed nieznanym zagrożeniem i zachowywał się nerwowo. Pokazał jej świeżą ranę po operacji wyrostka robaczkowego. Według Luizy pobyt w szpitalu był próbą ukrycia się przed osobami domagającymi się od niego spłaty długów. Tego samego wieczoru Gmitrzak spędził z Luizą noc sylwestrową u znajomych. Według jej wspomnień przez cały wieczór pozostawał wycofany, nie uczestniczył w rozmowach ani zabawie i sprawiał wrażenie przygnębionego. Po zakończeniu świąteczno-noworocznego okresu ponownie zerwał kontakt z Luizą. W tym czasie mocno nasiliły się dzwonki od osób poszukujących Grzegorza i domagających się spłaty długu, którym został obciążony w taki sam sposób, w jaki on sam nakładał na swoje ofiary.
W lutym 1994 doszło do kolejnego spotkania Gmitrzaka z Luizą. Mężczyzna zaczął płakać; opowiedział jej, że niedawno, podczas nieudanego interesu, miał zostać zastraszony przez nieznane osoby, które przyłożyły mu pistolet do skroni i zmusiły do podpisania dokumentu zobowiązującego go do spłaty swojego „długu”. Według jego relacji zobowiązanie dotyczyło kwoty około miliarda starych złotych, mimo że – jak twierdził – nie był faktycznie dłużnikiem. Mówił Luizie, że jest prześladowany, otrzymuje groźby i obawia się o swoje życie. Planował wyjazd za granicę. Zaproponował Luizie powrót do związku małżeńskiego, lecz jego była żona odmówiła.
Znajomość ze Sławomirem Sikorą i Arturem Brylińskiem Grzegorz Gmitrzak kreował się przed nieznajomymi na odnoszącego sukcesy przedsiębiorcę. Sprawiał wśród ludzi dobre wrażenie, był dobrze obyty, kreował się na osobę sukcesu godną zaufania przed wieloma przedsiębiorcami, co umożliwiało mu wchodzenie w wiele przedsięwzięć. Pewnego dnia 1992 roku spotkał w warszawskiej restauracji z kuchnią czeską „U Szwejka” swojego dawnego znajomego z zajęć, Sławomira. W latach 80. ćwiczyli wspólnie karate na tej samej siłowni. Grzegorz był o trzy lata starszy od Sławomira, Gmitrzak był zatem w jego oczach bardziej doświadczonym biznesmenem. Obu mężczyzn szybko połączyły rozmowy o interesach, Grzegorz miał powiedzieć, iż tak jak Sławomir „robi w kawie”. Nieustannie zapewniał Sikorę o swojej pozycji – wspominał o byciu szefem ochrony w hotelowej sali bilardowej.
Sławomir opowiedział znajomemu o wielkim planie na biznes i wynikających z tego kłopotach z bankami. Wraz ze swoim wspólnikiem Arturem Brylińskim przygotowywał przedsięwzięcie związane z dystrybucją amerykańskich kosmetyków na bazie żeń-szenia. Planowano wprowadzenie na rynek produktów przeznaczonych zarówno dla kobiet, jak i młodzieży, w tym kremu przeciwtrądzikowego, który podczas prezentacji i testów prowadzonych w szkołach spotkał się z pozytywnym odbiorem. Rozpoczęcie działalności wymagało jednak zgromadzenia na start kilkudziesięciu tysięcy dolarów, aby możliwe było sprowadzenie pierwszej partii towaru. Pomimo opracowanego biznesplanu banki odmawiały udzielenia im kredytu inwestycyjnego przez brak odpowiedniego zabezpieczenia majątkowego, gdyż wspólnicy nie posiadali na własność żadnych nieruchomości.
Grzegorz zainteresował się przedstawionym konceptem i oświadczył, że zna wpływowego pracownika jednego z banków, określanego przez niego pseudonimem „Gruby”, który miał pomagać w rozwiązywaniu tego typu problemów związanych z finansowaniem. Sławomir uznał tę informację za przełom w staraniach o uzyskanie kredytu i niezwłocznie przekazał ją Brylińskiemu.
Grzegorz zaproponował spotkanie z Arturem. Na pierwszą wspólną kolację Artur przybył w garniturze, traktując spotkanie jako ważny element planowanego interesu. W relacjach Artur ocenił go jako osobę inteligentną, lecz ubraną w sposób kojarzący się z subkulturą tzw. „dresiarzy”. Jednocześnie nie nabrał wobec niego podejrzeń, obdarzył go ostatecznie dużym zaufaniem, co sprzyjało potencjalnej współpracy.
W kolejnych tygodniach Sławomir i Artur rozwijali znajomość z Grzegorzem, zapraszając go na śniadania i kolacje do eleganckich restauracji. W trakcie spotkań Grzegorz sporadycznie demonstrował noszoną przy sobie broń palną, lecz było to odbierane przez obu mężczyzn jako oznaka, że są z Gmitrzakiem bezpieczni.
Koncentrując się na przygotowaniach do rozpoczęcia działalności związanej z dystrybucją kosmetyków, Sławomir i Artur stopniowo rezygnowali z dotychczasowych zajęć, uznając, że ich miejsce zajmują bardziej doświadczeni uczestnicy rynku. Byli przekonani, że właściwe zyski przyniesie im planowany biznes. W tym czasie Grzegorz przedstawiał mężczyznom wizje przyszłej współpracy i wspólnych inwestycji, jednakże nie dopuszczał swoich nowych „kontrahentów” do życia prywatnego.
W kolejnych tygodniach Gmitrzak regularnie przekazywał informacje o kolejnych przeszkodach uniemożliwiających doprowadzenie do spotkania z „Grubym”. Tłumaczył jego nieobecność między innymi chorobą lub udziałem w pogrzebie, zapewniając jednocześnie Sławomira i Artura, że uzyskanie kredytu jest kwestią czasu.
Działalność przestępcza W tym samym okresie Grzegorz zaczął mimochodem wspominać „kontrahentom” o działalności związanej z nielegalnym handlem paszportami, żetonami telefonicznymi oraz fałszywymi banknotami. Sikora i Bryliński nie przywiązywali wówczas większej wagi do tych wypowiedzi, uznając je za nieistotne.
W międzyczasie amerykański partner handlowy ponaglał wspólników, przesyłając zapytania dotyczące terminu rozpoczęcia dystrybucji kosmetyków. Długotrwałe oczekiwanie zaczynało budzić ich niepokój, jednak nadal wierzyli, że Grzegorz doprowadzi do uzyskania finansowania i realizacji projektu.
Przedłużające się oczekiwanie na działania Grzegorza stawało się dla nich coraz bardziej uciążliwe. Znikał na nieokreślony czas i powracał bez wyjaśnień. Z czasem coraz rzadziej wspominał on o kredycie, natomiast coraz częściej poruszał temat nielegalnych przedsięwzięć. Mimo upływu czasu finansowanie nadal nie zostało pozyskane, a Sławomir i Artur coraz częściej podporządkowywali swoje działania Gmitrzakowi, reagując na każde jego wezwanie. Ostatecznie Grzegorz przestał mówić o kredycie, a zaczął przedstawiać propozycje osiągnięcia wysokich zysków z handlu kradzionymi samochodami, przekonując, że nadają się do takiej działalności. Obaj odrzucili te sugestie.
W tym okresie Grzegorz pojawiał się na spotkaniach w towarzystwie trzech Rosjan o postawnej budowie ubranych w dres. Wspólnicy zaczęli więc nabierać przekonania, że utrzymuje on kontakty ze środowiskiem przestępczym. Zaznajomieni z przedsiębiorcą Rosjanie byli określani przez niego jako Iwan, „Arbuz” oraz bliski przyjaciel „Arbuza”, z którym miał służyć wspólnie w tzw. Specnazie. „Arbuz” miał pochodzić spod Pskowa. Wyróżniał się wyjątkową posturą i siłą fizyczną. Miał nosić na sobie kożuch, a jego dłonie były opisywane przez świadka jako niezwykle duże. Mimo imponującego wyglądu był pozornie spokojny i przyjazny. Według Grzegorza, po służbie w Afganistanie zmagał się z problemami psychicznymi, potrafił być nieobliczalny. Jego zadaniem było wymuszanie płatności przy użyciu siły.
Kilka dni później Grzegorz ponownie nawiązał kontakt z Arturem i zaproponował wspólny spacer. Podczas spotkania, zamiast rozmawiać o kredycie, zażądał od niego zwrotu rzekomego długu w wysokości 1000 dolarów. Gdy Artur zaprzeczył, aby kiedykolwiek zaciągał u niego zobowiązanie, Gmitrzak uderzył go.