Wybuch gazu w Gdańsku – wybuch gazu, który miał miejsce 17 kwietnia 1995 o godzinie 5:50 w bloku mieszkalnym zlokalizowanym przy alei Wojska Polskiego 39 w gdańskiej dzielnicy, a wówczas osiedlu, Strzyża.

W wyniku eksplozji całkowicie zniszczone zostały kondygnacje piwnic, parteru i pierwszego piętra oraz w znacznym stopniu konstrukcja drugiego piętra. Mimo że reszta budynku, ze względu na zastosowane wzmocnienia konstrukcyjne, zachowała się, jej stan uniemożliwiał bezpieczne prowadzenie akcji ratowniczej w obrębie zmiażdżonych pięter. Podjęto więc decyzję o jej wyburzeniu, co nastąpiło 18 kwietnia. Akcja odgruzowywania powstałej sterty gruzu trwała prawie dwa dni.

W wyniku wybuchu gazu śmierć poniosły 22 osoby, a 12 zostało rannych. Przyczyną katastrofy było celowe rozszczelnienie instalacji gazowej przez jednego z mieszkańców. Była to trzecia katastrofa, po katastrofie autobusu PKS i pożarze w hali Stoczni Gdańskiej, która wydarzyła się na terenie miasta w ciągu dwunastu miesięcy.

Historia budynku przed katastrofą thumb|Budynki w gdyńskiej dzielnicy Witomino o konstrukcji typu MBY-110Z, identycznej ze zniszczonym wieżowcem 11-kondygnacyjny jednoklatkowy wieżowiec przy alei Wojska Polskiego 39 został oddany do użytku w czerwcu 1972. Wzniesiono go na podstawie opracowanego w 1966 w Biurze Projektowo-Badawczym Budownictwa Ogólnego „Miastoprojekt” Gdańsk projektu oznaczonego symbolem MBY-110Z, którego autorami byli inż. Jerzy Duszota oraz architekt Janusz Maciej Kowalski. Budynek cechował się zastosowaniem wzmocnień konstrukcyjnych w postaci żelbetowych wiązań, okalających każdą kondygnację budynku do połowy jego wysokości. Pierwszy budynek oparty na tym projekcie wzniesiono w latach 1966–1967 w gdyńskiej dzielnicy Cisowa, a do połowy lat 80. w rejonie Pobrzeża Gdańskiego powstało ok. 200 wieżowców tego typu.

W 1989 mieszkańcy budynku założyli spółdzielnię „Nasz Dom”. W 1995 w 77 mieszkaniach wieżowca zameldowane były 172 osoby. Dokładnej liczby osób przebywających w budynku w momencie katastrofy nie ustalono, najprawdopodobniej było to co najmniej 140 osób.

Przebieg zdarzeń Wybuch, początek akcji ratunkowej W Poniedziałek Wielkanocny 17 kwietnia 1995 ok. godziny 5:45 pogotowie gazowe w Gdańsku Oliwie otrzymało od jednego z mieszkańców 7. piętra zawiadomienie dotyczące ulatniającego się gazu. Zgłoszenia nie przyjęto, a służby techniczne zostały zadysponowane na miejsce po odebraniu tejże informacji przez pogotowie gazowe w Gdańsku Wrzeszczu, o 5:49.

O godzinie 5:50 nastąpił wybuch. Eksplozja zniszczyła wewnętrzne ściany parteru, a jego zewnętrzne ściany wypchnęła poza obręb budynku. Pozostałe piętra spadły, całkowicie niszcząc drugą i w znacznym stopniu trzecią kondygnację. Ze względu na zastosowane wzmocnienia konstrukcyjne, rozpad budynku nie postąpił dalej i reszta wieżowca, choć też uszkodzona, „osiadła” na gruzach zmiażdżonych pięter. Huk słyszany był z odległości co najmniej półtora kilometra. Siła wybuchu wybiła szyby w bloku i okolicznych budynkach oraz wyrzuciła z mieszkań wieżowca meble i sprzęt domowy. Sam budynek przechylił się w kierunku al. Wojska Polskiego.

O 5:53 dyżurny Komendy Rejonowej Policji powiadomił straż pożarną o katastrofie. Jeszcze przed godziną 6:00 na miejsce dotarła Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 1 z Gdańska Wrzeszcza; po kilku minutach dołączyły do niej kolejne jednostki. Na miejsce wysłanych zostało ponad 20 karetek pogotowia ratunkowego oraz grupy ratowników Polskiego Czerwonego Krzyża z psami poszukiwawczymi. Rozpoczęto ewakuację ocalałych mieszkańców, części z nich udało się wyjść z budynku o własnych siłach przez klatkę schodową oraz balkony i okna na trzecim, niezniszczonym piętrze; pozostałych ewakuowano za pomocą drabin i podnośników hydraulicznych. Ostatnią żywą osobę wydostano z budynku trzy godziny po wybuchu. Poza wieżowcem, ewakuowano również sąsiedni budynek mieszkalny nr 37.

Niestabilny wieżowiec odchylał się od pionu w tempie 1 mm na 5 minut. Do jednego z gwałtowniejszych osunięć, o ok. 50 cm, doszło ok. 10:00, podczas przeszukiwania przestrzeni między gruzowiskiem a stropem 2. piętra. Podczas późniejszych prób dotarcia w te obszary oraz w trakcie przecinania zniszczonych elementów, obserwowano kolejne, niekontrolowane przemieszczenia się całego obiektu. Nie usuwano zniszczonych elementów ściennych znajdujących się wokół budynku, gdyż stanowiły one oparcie dla ocalałej części wieżowca. Do wieczora przechył budynku w kierunku ulicy wzrósł do 1,5 metra.

Mimo że przyłącze gazu zostało zamknięte ok. 6:10, gaz wciąż wydobywał się z przerwanej nitki starego gazociągu, którą odkryto po wyburzeniu budynku, podczas odgruzowywania poziomu piwnicy. Podczas akcji ratowniczej straż wielokrotnie musiała gasić pożary powstające w rumowisku.

Wobec braku możliwości dotarcia do zasypanych kondygnacji, około 14:30 akcja poszukiwawcza została przerwana. Do tego momentu odnaleziono ciała sześciu ofiar. 12 osób rannych zostało przewiezionych do szpitali. Zatrzymano kilka osób próbujących wykraść pozostawione na miejscu katastrofy mienie mieszkańców.

Wyburzanie wieżowca Na miejscu katastrofy powołana została komisja pod przewodnictwem głównego inspektora nadzoru budowlanego Andrzeja Dobruckiego, w skład której wchodzili m.in. projektant budynku Jerzy Duszota, zastępca prezydenta miasta Gdańska Ryszard Gruda oraz Jerzy Ziółko z Politechniki Gdańskiej. Około 22:30 zapadła decyzja o wysadzeniu ocalałej części wieżowca, uznając, że inne sposoby jej rozbiórki są z technicznego punktu widzenia niemożliwe. U podstaw tej decyzji leżało jak najszybsze dotarcie do najniżej położonych, zniszczonych części budynku, gdzie – jak wtedy uważano – mogły znajdować się jeszcze żywe osoby. Nie było to możliwe do wykonania przy zachowaniu pozostałej po wybuchu części budynku, gdyż stwarzała ona zagrożenie dla ratowników i okolicznych budynków – istniało niebezpieczeństwo jej niekontrolowanego zawalenia się. Do tego czasu ekipy ratownicze kilkukrotnie przeszukały 8 pięter wieżowca, a z obszaru między 3. piętrem a rumowiskiem wydobyto wszystkie osoby żywe i ofiary, do których można było dotrzeć; do poszukiwań użyto geofonu oraz psów poszukiwawczych. Ponadto na prośbę mieszkańców strażacy wynieśli z budynku część należących do nich przedmiotów.

Przebieg i sposób wyburzania opracowali specjaliści z Wydziału Inżynierii Wojskowej Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Tadeusza Kościuszki (obecnie Akademia Wojsk Lądowych im. generała Tadeusza Kościuszki) we Wrocławiu oraz eksperci z dowództwa Inżynierii Morskiej Marynarki Wojennej. Plan został zatwierdzony przez komandora Bernarda Nakraszewicza oraz zaakceptowany przez komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej Feliksa Delę. Po północy 18 kwietnia przystąpiono do usuwania okolicznych drzew, krzewów i płotów; przygotowano również skokochrony, gdyż budynek odchylał się nawet wtedy, gdy przejeżdżał obok niego podnośnik. 121,5 kg plastycznego materiału wybuchowego zostało założone na poziomie 4. piętra, gdyż tam ściany były wykonane już ze słabszych, betonowych elementów oraz by fala uderzeniowa nie doprowadziła do śmierci kogokolwiek z zasypanych. Aby ograniczyć rozrzut odłamków, na zewnątrz, na wysokości założonych ładunków zostały zamontowane plandeki.

W trakcie przygotowań do wyburzania rozpoczęto ewakuację okolicznych budynków w promieniu 300 metrów. Mieszkańcom polecono pozostawienie otwartych okien, by fala uderzeniowa nie wybiła szyb. Ewakuacja trwała dwie godziny, a wyznaczony teren został otoczony kordonem policji. O godzinie 11:38 zakończono zakładanie ładunków i rozpoczęto wycofywanie ludzi oraz sprzętu na bezpieczną odległość.

Ładunki wybuchowe zdetonowano tuż przed godziną 13:00. Plan wyburzania zakładał, iż budynek przesunie się i „położy” w kierunku al. Wojska Polskiego. Jednak ze względu na stan, w jakim się znajdował, wieżowiec rozpadł się i opadł na dół, tworząc ponad 10-metrowe zwałowisko gruzu. Rezultat wyburzania został przez niektórych obserwatorów akcji oceniony jako jej niepowodzenie. Zdania tego nie podzielali eksperci – Feliks Dela stwierdził, iż „nie można wymagać od takiej budowli, która utraciła wcześniej statykę, że położy się akurat w tym miejscu, w którym byśmy chcieli”; z kolei Jerzy Duszota ocenił, że „tego nie można było lepiej wysadzić”, a w opublikowanym 10 lat później artykule na temat katastrofy podkreślił, że „paradoksalnie sposób w jaki zachowała się konstrukcja uszkodzonego budynku (...) jest najlepszym dowodem na to, że właśnie tę metodę należało zastosować” oraz że inne sposoby rozbiórki wieżowca skończyłyby się tak samo, jednocześnie tworząc ryzyko niekontrolowanego zawalenia się budynku. W wyniku wyburzania żaden okoliczny budynek nie został uszkodzony.

Koniec akcji ratunkowej Odgruzowywanie rumowiska trwało prawie kolejne dwie doby. Resztki budynku zostały wywiezione na składowisko odpadów w Gdańsku Szadółkach, gdzie przez następne kilka dni przeszukiwali je funkcjonariusze policji, funkcjonariusze KDSG, straży miejskiej i żołnierze Marynarki Wojennej. Podobne działania prowadzono bezpośrednio na miejscu katastrofy – udało się odzyskać przedmioty należące do mieszkańców, które później udostępniono do odbioru. Na wysypisku odnaleziono też szczątki dwóch ofiar. Wywieziono ponad 1000 wywrotek gruzu.

Przy odgruzowywaniu i penetrowaniu ruin pracowało jednocześnie ponad 150 strażaków; do poszukiwań, poza geofonem, użyto również 3 kamer termowizyjnych. W trakcie operacji odnaleziono żywe zwierzęta – kota oraz znajdujące się w klatkach gryzonie; była więc pewność, iż w rumowisku jest dostęp do powietrza. Od godzin popołudniowych 19 kwietnia większość prac poszukiwawczych prowadzono ręcznie, zaczęto bowiem odkrywać zniszczone w wyniku wybuchu gazu trzy najniższe piętra, gdzie spodziewano się największej liczby ofiar.

Bilans W katastrofie zginęły 22 osoby. Sekcja zwłok ofiar wykazała, iż wszystkie zgony nastąpiły w momencie eksplozji gazu.

Akcja ratownicza trwała ponad 86 godzin. Uczestniczyło w niej łącznie 1676 strażaków i ratowników. Na gaszenie powstających w rumowisku ognisk zużyto 5 ton środka pianotwórczego.

Wysokość wszystkich spowodowanych wybuchem szkód, wliczając w to utratę mieszkań, obliczono na 120 mln nowych złotych (1,2 bln starych złotych). Akcja ratunkowa kosztowała budżet miasta ponad milion złotych (ponad 10 miliardów starych złotych).

Reakcje na katastrofę i pomoc poszkodowanym thumb|Budynek, który stanął w miejscu zniszczonego wieżowca Wojewoda Maciej Płażyński ogłosił 22 kwietnia dniem żałoby w województwie gdańskim. Na miejsce katastrofy przyjechali przebywający w Gdańsku prezydent Lech Wałęsa oraz szef Urzędu Rady Ministrów Marek Borowski. Kondolencje rodzinom ofiar złożyli m.in. władze Gdańska (na czele z prezydentem tego miasta Tomaszem Posadzkim) oraz papież Jan Paweł II.

Po katastrofie rozpoczęta została akcja pomocy mieszkańcom zniszczonego wieżowca. „Dziennik Bałtycki” opisywał, że w ciągu 3 dni od wybuchu lokalne punkty zbiórki pomocy materialnej zostały „dosłownie zawalone darami”. Uruchomionych zostało co najmniej 7 kont bankowych, na których zbierano pieniądze dla poszkodowanych osób; w ciągu 5 dni od wybuchu na konto utworzone przez miasto wpłacono ponad 41 tys. nowych złotych (410 mln starych złotych). Premier Józef Oleksy zdecydował o przeznaczeniu miliona złotych z rezerwy celowej na odbudowę lub zakup mieszkań; minister pracy i polityki socjalnej Leszek Miller poinformował o przekazaniu dodatkowych 350 tys. złotych (3,5 mld starych złotych) na ich podstawowe wyposażenie. Urząd miejski wypłacił każdej osobie po 300 nowych zł (3 mln starych zł) jednorazowej zapomogi oraz przekazał spółdzielni „Nasz Dom” milion złotych na odbudowę budynku. O udzieleniu pomocy finansowej zdecydowały również władze co najmniej dwóch innych gmin, w tym gminy Warszawa-Centrum.