Mercury-Atlas 6 (MA-6) – pierwszy w historii amerykański orbitalny lot kosmiczny przeprowadzony 20 lutego 1962 roku w ramach programu Mercury. Astronauta John Glenn okrążył trzykrotnie kulę ziemską w statku Mercury, po czym bezpiecznie powrócił na Ziemię.
Przygotowania do misji Miesiąc po udanym locie Mercury-Atlas 5 z szympansem Enosem, w listopadzie 1961 NASA zwołała konferencję prasową, na której zapowiedziała pierwszy lot Amerykanina na orbitę okołoziemską. Na pytania reporterów o to, kto będzie pierwszym amerykańskim astronautą na orbicie, Robert Gilruth odpowiedział, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni ogłoszeni zostaną załoganci misji. Na pilota wybrano Johna H. Glenna, a jako jego zastępcę (dublera), Scotta Carpentera. Ogłoszono także załogę następnego lotu, Mercury-Atlas 7.
Rakieta nośna W misji wykorzystano rakietę Atlas D, jedną z wersji rakiety Atlas zmodyfikowanych na potrzeby programu Mercury. Jej ciąg wynosił prawie 163,5 tony. Paliwem była substancja o nazwie RP-I, przypominająca paliwo lotnicze oraz ciekły tlen. Wysokość rakiety wyniosła niemal 20 metrów, a średnica ponad 3 metry. Całość, wraz z kapsułą i wieżą systemu ratunkowego miała ponad 28 metrów wysokości. W chwili startu odpalono jednocześnie wszystkie silniki (pięć): marszowy (o ciągu 27 ton), dwa startowe (o ciągu po 68 ton każdy) oraz dwa służące do korekt trajektorii podczas lotu. Rakieta została wyprodukowana w oddziale astronautycznym zakładów zbrojeniowych General Dynamics. Rakietę nośną kapsuły Mercury, dostarczono na przylądek Canaveral 30 listopada 1961, gdyż NASA miała nadzieję, że misja MA-6 odbędzie się jeszcze w tym samym roku kalendarzowym, co pierwszy w historii lot załogowy na orbitę – radziecki Wostok 1. Wcześniejszy start nie był jednak możliwy z powodów technicznych.
Kapsuła Produkcja kapsuły Mercury nr 13, użytej w locie Mercury-Atlas 6, rozpoczęła się w maju 1960 w zakładach firmy McDonnell Aircraft Corporation w St. Louis. Miała długość niecałe trzy metry i prawie dwa metry średnicy u podstawy, masę niemal dwie tony i jako wersja orbitalna różniła się od wcześniej używanych kapsuł. Do lotu w misji MA-6 wyznaczono ją w październiku 1960, a na Przylądek dostarczono ją 27 sierpnia 1961. Kapsuła i rakieta nośna stanęły na stanowisku startowym nr 14 w dniu 2 stycznia 1962.
Opóźniony start thumb|250px|left|John Glenn wchodzący do statku Mercury Pierwszą próbę startu wyznaczono na 16 stycznia 1962. Z powodu problemów ze zbiornikami paliwa rakiety Atlas D, przełożono go na 23 stycznia. Z powodu złej pogody start codziennie przekładano, aż do 27 stycznia. Tego dnia start również się nie odbył. Odwołano go na 20 minut przed wystrzeleniem rakiety, ponownie z powodu dużego zachmurzenia, które uniemożliwiłoby niezbędne optyczne śledzenie i fotografowanie lotu statku.
Po tej próbie start przełożono na 1 lutego 1962. Podczas napełniania zbiorników paliwa rakiety, 30 stycznia, technicy odkryli przeciek do izolacji między zbiornikami paliwa i utleniacza. Awaria opóźniła start o dwa tygodnie. Próba z 15 lutego została odwołana, ponownie z powodu pogody. 19 lutego pogoda zaczęła się poprawiać i wszystko wskazywało, że 20 lutego 1962 w końcu uda przeprowadzić się start.
Przebieg misji Odliczanie zostało podzielone na dwie części. Pierwszą przeprowadzono dzień przed startem. Trwała cztery godziny, podczas których odbyły się testy systemów statku i sprawdzono działanie ich wzajemnych połączeń. Potem nastąpiła siedemnastogodzinna przerwa, którą wykorzystano na zamontowanie elementów pirotechnicznych i tankowanie. Druga część odliczania rozpoczęła się w punkcie T –06:30:00. W punkcie T –02:00:00 ostatecznie sprawdzono, czy kapsuła jest gotowa, by umieścić w niej astronautę. John Glenn wszedł na pokład statku o godzinie 11:03 GMT, 20 lutego 1962. Właz zamknięto o 12:10, po 40-minutowej przerwie technicznej spowodowanej uszkodzeniem jednego z 70 bolców zamykających właz. Konieczne było usunięcie wszystkich bolców, zastąpienie uszkodzonego nowym i ponowne zaczopowanie włazu.
thumb|200px|Start rakiety Atlas D z kapsułą Friendship 7 O 14:47, po 2 godzinach i 17 minutach przerw w odliczaniu, 3 godziny i 44 minut po tym, jak Glenn wszedł do kapsuły, doszło w końcu do pomyślnego startu. Był on transmitowany przez amerykańskie telewizje i obejrzało go około 60 milionów widzów. Puls Glenna w czasie startu wzrósł do 110.
Trzydzieści sekund po starcie kontrolę nad rakietą przejął naziemny system naprowadzania, za pośrednictwem radia. Gdy rakieta i statek przechodziły przez strefę maksymalnego ciśnienia dynamicznego, Glenn zaraportował: Trochę tu trzęsie. Potem lot uspokoił się. Dwie minuty i 14 sekund po starcie wyłączyły się i odpadły silniki dodatkowe. Dziesięć sekund później odłączono wieżę ratunkową ze szczytu rakiety.
Rakieta i statek dalej zmieniały nachylenie trajektorii lotu, co dało Glennowi pierwszą możliwość obejrzenia horyzontu, co opisał słowami: piękny widok, patrzę na wschód, w stronę Atlantyku. Przy wypalaniu resztek paliwa wzrosły wibracje rakiety. Po wyłączeniu głównego silnika rakiety nośnej stwierdzono, że kapsuła ma prędkość tylko o 2 m/s mniejszą niż planowano. Na wysokości 160 km kabina weszła na orbitę o parametrach: perygeum 160 km, apogeum 256 km. Prędkość osiągnięta wyniosła 28 048 – 28 072 km na godzinę, co wydłużyło nieco elipsę orbity. Pięć sekund po odłączeniu rakiety kabina obróciła się o 180° i zwróciła szerszym końcem ku Ziemi, dzięki czemu astronauta mógł obserwować Ziemię przez specjalny peryskop.
O 14:52 Friendship 7 znalazł się na orbicie okołoziemskiej. Glenn otrzymał informacje, że wykona trzy okrążenia Ziemi. W tym czasie komputery w Centrum Lotów Kosmicznych imienia Roberta H. Goddarda analizując orbitę MA-6 stwierdziły, że statek mógłby na niej pozostać na prawie sto okrążeń Ziemi.
Gdy rakietki odłączyły kapsułę od rakiety, doszło do nieplanowanego obracania się kapsuły. Automatyczny system kontroli wysokości umieszczał statek na właściwej orbicie przez 38 sekund, zużywając 2,4 kg paliwa. Gdy kapsuła osiągnęła ostateczną orbitę, jej prędkość wyniosła 7843 m/s.
Pierwsza orbita MA-6 rozpoczął orbitowanie z wszystkimi systemami sprawnymi. Przeleciał nad Atlantykiem i Wyspami Kanaryjskimi. Przelatując nad afrykańskim wybrzeżem astronauta powiedział, że dostrzega tam burzę pyłową. Stacja naziemna w Kano (Nigeria) odpowiedziała Glennowi, że faktycznie od paru tygodni wieją tu bardzo silne wiatry.
Nad Kano Glenn przejął ręczne sterowanie nad statkiem i rozpoczął korekcje odchylenia statku, aż do momentu, gdy ten zwrócił się dokładnie w stronę lotu. Glenn stwierdził, że wskaźniki podają błędną orientację kapsuły w przestrzeni. Przelatując nad Nigerią zjadł nieco pasty mięsno-jarzynowej wyciskając ją z plastikowej tubki.
Będąc nad Oceanem Indyjskim, Glenn obserwował pierwszy zachód Słońca. Moment zmierzchu określił jako piękny. Niebo określił jako głęboko czarne, z cienkim niebieskim pasmem atmosfery przy horyzoncie. Zachód Słońca przebiegł szybko, choć wolniej niż Glenn się spodziewał. Przez 5-6 minut wolno malała intensywność światła. Jasne pomarańczowe i niebieskie warstwy rozchodziły się na 45°, 60° od obu stron Słońca. Chmury przeszkodziły Glennowi w dostrzeżeniu flary wystrzelonej z moździerza ze statku śledzenia na Oceanie Indyjskim, co było częścią eksperymentu dotyczącego zdolności obserwacyjnych pilota statku kosmicznego.
Kontynuując podróż po nocnej stronie Ziemi, nad okolicami wybrzeży Australii, Glenn dokonał obserwacji astronomicznych, meteorologicznych i geograficznych. Z powodu niewystarczającego czasu potrzebnego do zaadaptowania się wzroku do nocy, nie dane mu było zauważyć, tzw. światła zodiakalnego.
Przelatując nad stacją śledzenia programu Mercury w Muchea, w Australii, Glenn złożył Gordonowi Cooperowi meldunek o swoim dobrym samopoczuciu i braku problemów. Dojrzał też na Ziemi bardzo jasne światła miejskie. Coopper powiedział Glennowi, że są to najpewniej światła Perth i Rockingham. Podekscytowany Glenn mówił do Coppera: To był naprawdę krótki dzień.; To był najkrótszy dzień jaki kiedykolwiek mnie spotkał.. Pod koniec pierwszego okrążenia, gdy kapsuła wyszła z cienia Ziemi, temperatura wewnątrz kabiny wzrosła do +43°. Jednak wewnątrz skafandra temperatura nie przekroczyła +20°. Pierwsze okrążenie trwało 88 i pół minuty.
W czasie pierwszego okrążenia udowodniono, że wykorzystanie horyzontu jako punktu odniesienia umożliwia precyzyjne sterowanie położeniem pojazdu. Astronauta wypił tubkę soku jabłkowego i stwierdził, że ten sposób odżywiania w stanie nieważkości nie sprawia problemów.
„Świetliki” W tym czasie statek minął Australię i zbliżał się do wyspy Canton na Pacyfiku. John Glenn doświadczył 45-minutowej nocy i przygotował się na swój pierwszy wschód Słońca oglądany z orbity. W miarę jak Słońce wznosiło się nad wyspą Canton, Glenn widział tysiące „malutkich kropeczek, błyszczących punkcików, latających wokoło kapsuły”. Miał wrażenie, że albo statek koziołkuje albo spogląda w nieboskłon pełen gwiazd. Gdy bardziej się przyjrzał przez bulaj statku, wrażenie minęło. Był przekonany, że świetliki, jak je nazwał, nacierały strumieniem od przodu statku. Wydawały się wolno płynąć, ale nie wydobywać się z żadnej z części statku. W miarę jak Friendship 7 wchodził w bardziej oświetlony obszar, świetliki zaczęły znikać. Podczas kolejnych wschodów Słońca astronauta widział je za każdym razem. Były to drobiny lodu, odrywające się od zimnej powierzchni kapsuły. Glenn jednak tego nie wiedział. Uważał, że jest to jeszcze jedna tajemnica kosmosu.
thumb|left|200px|Zdjęcie Ziemi wykonane przez Johna Glenna ze statku Mercury
Kłopotliwy silniczek odchylania Gdy statek mijał stację śledzącą w Kauaʻi na Hawajach, Glenn odnotował duże interferencje w zakresie fal krótkich. Po minięciu zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej, poprzez stację śledzącą w Guaymas (Meksyk) poinformował kontrolę lotu o kłopotach z kontrolą położenia wywołanych silniczkiem odchylania. Glenn mówił później, że problem ten „trzymał się mnie przez pozostałą część lotu”.
Glenn zauważył, że problem pojawia się, gdy automatyczny system stabilizacji i kontroli położenia zezwalał na odchylenie się statku o około 1,5° w prawo. Przełączył więc sterowanie na ręczne-proporcjonalne i sprowadził statek do właściwego położenia. Następnie próbował różnych trybów kierowania, aby stwierdzić, który z nich zużywa najmniej paliwa. Okazało się, że najoszczędniejszy jest tryb ręczny fly-by-wire. Po około 20 minutach silniczek zmiany odchylenia zaczął działać poprawnie i Glenn wrócił na sterowanie automatyczne. Po krótkim czasie znów pojawił się problem, tym razem z silniczkiem odchylającym w drugą stronę. Astronauta przełączył więc sterowanie na ręczne fly-by-wire i używał go już do końca misji.
Druga orbita Wraz z minięciem Przylądka Canaveral, Friendship 7 rozpoczął drugą orbitę. Kontroler lotu zauważył, że „Segment 51”, czujnik w systemie lądowania statku, przesyła dziwne odczyty. Według odczytu osłona termiczna i podwozie poduszkowe nie miały stałej pozycji. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że osłona termiczna jest umocowana do statku wyłącznie przez metalowe taśmy łączące je z tzw. ładunkiem wstecznym, czyli systemem rakiet hamujących używanych przy lądowaniu. Kontrola lotu nakazała wszystkim stacjom śledzenia monitorować odczyty z czujnika „Segment 51” i zwrócić uwagę astronaucie, że przełącznik otwarcia podwozia poduszkowego powinien być w pozycji „wyłączone”.
Glenn nie zorientował się w istnieniu problemu do momentu, gdy każda mijana stacja śledzenia prosiła go o upewnienie się, że przycisk otwarcia podwozia poduszkowego jest wyłączony. Tymczasem statek przelatywał nad Atlantykiem. Astronauta zajęty był ręcznym sterowaniem statkiem i staraniem się, by wypełnić jak najwięcej z zadań przewidzianych w czasie lotu.