thumb|Tablica na terenie kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie, upamiętniająca ofiary masakr więziennych NKWD, w tym ofiary „drogi śmierci” Mińsk–Czerwień Droga śmierci Mińsk–Czerwień – szlak kaźni więźniów ewakuowanych z więzień w Mińsku, których po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej NKWD usiłowało odeskortować na wschód.

Likwidację więzień rozpoczęto prawdopodobnie już w nocy z 22 na 23 czerwca 1941 roku. Część więźniów enkawudziści zamordowali jeszcze na terenie Mińska. Pozostałych pognali pieszo w kierunku Mohylewa. Podczas kilkudniowego marszu więźniowie cierpieli na skutek upału, głodu i pragnienia. Byli także masowo mordowani przez konwojentów. 26 lub 27 czerwca kolumny marszowe dotarły do Czerwienia, gdzie NKWD rozstrzelało jeszcze od kilkuset do tysiąca więźniów. Nieliczni ocaleli dzięki ucieczce strażników i nadejściu wojsk niemieckich.

Liczba więźniów zamordowanych na „drodze śmierci” pozostaje nieznana. Według niektórych szacunków, prawdopodobnie jednak zawyżonych, mogła sięgnąć nawet 18 tysięcy. Wśród ofiar było wielu obywateli polskich, których aresztowano na okupowanych Kresach Wschodnich.

Geneza thumb|Zamek Piszczałowski w Mińsku, tzw. Wołodarka mały|Siedziba i areszt NKWD w Mińsku, obecnie siedziba białoruskiego KGB Wiosną 1941 roku w Mińsku, podówczas stolicy Białoruskiej SRR, funkcjonowały dwa więzienia: więzienie główne (centralne) na Zamku Piszczałowskim przy ul. Wołodarskiego 1, zwane potocznie „Wołodarką”, więzienie w siedzibie republikańskiego NKWD przy prospekcie Urickiego 12 (ob. prospekt Niepodległości), zwane potocznie „Okrąglakiem” lub „Amerykanką”.

„Amerykanka” miała charakter więzienia śledczego. Osadzano tam osoby, które pozostawały w specjalnym zainteresowaniu NKWD, a także więźniów będących w śledztwie lub oczekujących na wyrok. Z kolei „Wołodarka” pełniła m.in. funkcję więzienia etapowego, z którego skazańców wywożono w głąb ZSRR.

22 czerwca 1941 roku nazistowskie Niemcy dokonały inwazji na Związek Radziecki. Pierwsze tygodnie wojny miały bardzo pomyślny przebieg dla strony niemieckiej. Dywizjom Wehrmachtu udało się bowiem rozbić wojska nadgranicznych okręgów wojskowych ZSRR, a następnie wedrzeć się w głąb sowieckiego terytorium. Szczególnym powodzeniem uwieńczone zostało niemieckie natarcie na Białorusi, gdzie w ciągu niespełna dwóch tygodni okrążono i doszczętnie rozbito sowiecki Front Zachodni.

Władze sowieckie były zdecydowane nie dopuścić, aby więźniowie polityczni, których przetrzymywano w strefie działań wojennych, zostali uwolnieni przez Niemców. 24 czerwca 1941 roku ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria wydał obwodowym urzędom NKGB rozkaz rozstrzelania wszystkich więźniów politycznych, których ewakuacja w głąb kraju była niemożliwa. W myśl rozkazu Berii stracone miały zostać osoby skazane za „działalność kontrrewolucyjną”, „działalność antysowiecką”, sabotaż i dywersję, a także więźniowie polityczni znajdujący się w śledztwie.

Charakterystyczne dla likwidacji więzień na terenach dzisiejszej Białorusi stały się tzw. marsze śmierci, w których trakcie więźniów wyprowadzano z cel, po czym w letnim upale przez wiele dni pędzono na wschód. W wyniku prowadzonej w ten sposób „ewakuacji” więźniowie masowo umierali z wyczerpania, głodu i pragnienia, ginęli w nalotach niemieckiego lotnictwa, byli mordowani przez konwojentów.

Przebieg „Droga śmierci” Z dokumentów NKWD wynika, że stan osadzonych w mińskim więzieniu na dzień 10 czerwca 1941 roku wynosił 1802 osoby. Nie jest jednak pewne, czy liczba ta obejmuje więźniów wszystkich mińskich więzień, czy też wyłącznie osadzonych w więzieniu centralnym („Wołodarce”). Wiele wskazuje, że w momencie rozpoczęcia ewakuacji liczba więźniów była większa, gdyż zarówno bezpośrednio przed niemiecką inwazją, jak i po 22 czerwca NKWD kontynuowało masowe aresztowania prawdziwych i domniemanych przeciwników władzy sowieckiej. Osób tych nie rejestrowano w więziennej ewidencji. Ponadto w pierwszych dniach wojny do Mińska kierowano więźniów ewakuowanych z przygranicznych miast. W nocy z 23 na 24 czerwca przywieziono tam od 115 do 300 więźniów z Kowna. Według źródeł polskich w czerwcu 1941 roku w celach samej tylko „Amerykanki” przetrzymywano około 2–3 tys. osób.

W pierwszych dniach wojny Mińsk był silnie bombardowany przez Luftwaffe. Na skutek nalotów ucierpiał także gmach „Wołodarki”. Według Janusza Prawdzic-Szlaskiego – szefa wywiadu Obszaru Białystok ZWZ, którego więziono w tym czasie w Mińsku, jednakże w innym więzieniu – dwie niemieckie bomby spadły 23 czerwca na więzienie centralne, zabijając kilkudziesięciu więźniów. Z kolei Jonas Petruitis, który był naocznym świadkiem tego wydarzenia, wspominał, że nalot miał miejsce 24 czerwca, a bomby trafiły w budynek administracyjny, zabijając dziesięciu enkawudzistów, w tym zastępcę naczelnika więzienia, oraz częściowo niszcząc więzienną kancelarię wraz z aktami osadzonych. Z powodu panującego chaosu w obu mińskich więzieniach wystąpiły problemy z aprowizacją. Więźniom nie wydawano wody i żywności lub też otrzymywali je w minimalnych ilościach.

Prawdopodobnie już w nocy z 22 na 23 czerwca enkawudziści przystąpili do mordowania więźniów. Świadkowie wspominali, że odgłosy egzekucji były dobrze słyszalne w sąsiednich celach. Janusz Prawdzic-Szlaski twierdził, że w „Amerykance” więźniów zabijano, podając im przemocą truciznę. Stawiających opór zastrzelono w celach. Zginęła wtedy m.in. kurierka Komendy Głównej ZWZ o pseudonimie „Teresa”. Egzekucje odbywały się także we „Wołodarce”, gdzie zamordowano m.in. chorych więźniów.

23 czerwca nieustaloną liczbę więźniów „Amerykanki” załadowano do wagonów kolejowych i wywieziono do Kożwy w Republice Komi. We „Wołodarce” wypuszczono na wolność młodocianych kryminalistów. Pozostałych więźniów uformowano w kolumny liczące od 200–300 do nawet 1000 osób, po czym szosą mohylewską pognano pieszo na wschód. Raporty NKWD informują, że ewakuacja rozpoczęła się 24 czerwca lub w nocy z 24 na 25 czerwca. Z relacji ocalałych wynika natomiast, że wyprowadzanie więźniów rozpoczęto po południu 24 czerwca i kontynuowano przez całą noc aż do świtu. W jednym z sowieckich raportów podano, że eskortę zapewniało 170 żołnierzy 226. pułku wojsk konwojowych NKWD. Bogdan Musiał podaje natomiast, że w skład eskorty wchodzili także żołnierze wojsk pogranicznych, funkcjonariusze milicji oraz dozorcy więzienni.

Pierwsza część marszu przebiegała ulicami płonącego miasta. Ewakuowanym rozkazano wtedy porzucić posiadane bagaże. Niektórzy więźniowie, zwłaszcza będący mieszkańcami Mińska, korzystając z chaosu, usiłowali zbiec. W większości wypadków ginęli jednak od kul konwojentów. Niektórzy próbowali się wmieszać w tłum uchodźców i pogorzelców. Eskorta bezwzględnie otwierała wówczas ogień, zabijając zarówno uciekinierów, jak i cywilów, którzy zbytnio zbliżyli się do kolumny. Zdarzać miały się również wypadki, gdy więźniowie ginęli pod gruzami walących się budynków.

Pierwszym punktem zbornym był las położony około pięć kilometrów od miasta. Skierowano tam wszystkich więźniów wyprowadzonych z Mińska, a także z więzień i aresztów w pobliskich miejscowościach. Zdaniem Janusza Prawdzic-Szlaskiego liczba ewakuowanych mogła sięgać nawet 20 tys. osób. Do podobnych wniosków doszła Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, która szacowała, że w kierunku Mohylewa pognano około 20 tys. więźniów, w tym 8–11 tys. więźniów wyprowadzonych z Mińska. Było wśród nich wielu obywateli polskich, których aresztowano na okupowanych ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej. Wśród więźniów znajdowały się osoby małoletnie.

Wśród ewakuowanych znajdowali się także: Litwini – więźniowie polityczni przywiezieni z Kowna (w liczbie od 115 do 300 osób), oficerowie i żołnierze Armii Czerwonej aresztowani przez NKWD, wśród nich lotnicy, Paul Jung – obywatel Szwajcarii, który jako ochotnik brał udział w wojnie zimowej po stronie fińskiej, rzekomo nawet żołnierze francuscy i brytyjscy, którzy po ucieczce z niemieckich obozów jenieckich zostali internowani w ZSRR.

Świadkowie wspominali, że na uboczu trzymano grupę liczącą kilkuset więźniów, na których ciążyły wyroki śmierci. Ludzi tych rozstrzelano wkrótce po tym, jak resztę więźniów wyprowadzono z lasu. Pozostałych popędzono dalej na wschód, dzieląc ich uprzednio na kolumny, które maszerowały w odległości kilku kilometrów od siebie. Przerwy na odpoczynek były krótkie i nieliczne. Dopiero w ostatniej fazie marszu enkawudziści zapewnili niektórym kobietom transport samochodami ciężarowymi. Tempo nadawali dobrze odżywieni więźniowie kryminalni („urkowie”, „błatniacy”), co miało fatalne konsekwencje dla pozostałych uczestników marszu. Doskwierały letnie upały, jednakże więźniowie mieli możliwość ugaszenia pragnienia tylko w przypadku, gdy udało im się znaleźć zdatną do picia wodę w miejscu postoju. Wydawano im minimalne ilości pożywienia, zwykle trafiało ono zresztą w ręce „błatniaków”. Podczas niemieckich nalotów więźniów wypędzano na środek drogi, podczas gdy konwojenci chronili się pod drzewami lub w przydrożnych rowach. Krzykiem, kopniakami i ciosami kolb karabinowych zmuszano ofiary do szybszego marszu. Osoby, które z powodu wyczerpania nie nadążały za kolumną, były rozstrzeliwane lub zakłuwane bagnetami przez konwojentów. Ten sam los spotykał więźniów, którzy podejmowali próby ucieczki lub oporu, zbyt wolno reagowali na polecenia, czy nawet zwrócili na siebie uwagę eskorty, rozmawiając ze współtowarzyszami lub przyglądając się niemieckim samolotom. Nie oszczędzano ani kobiet, ani niepełnoletnich. Zwłoki zamordowanych, których konwojenci nie grzebali, szybko rozkładały się w letnim upale. Silniejsi więźniowie i więźniarki (wyłączywszy „błatniaków”) starali się w miarę możliwości pomagać wyczerpanym towarzyszom.

W trakcie przemarszu enkawudziści kontynuowali likwidację więźniów, których uznano za szczególnie niebezpiecznych. Świadkowie wspominali, że funkcjonariusze bacznie obserwowali kolumny, pojedynczo wywoływali upatrzone osoby, odprowadzali je na bok, a następnie rozstrzeliwali. Niektóre ofiary zmuszano ciosami kolb karabinowych, by przyklęknęły lub pochyliły się, ułatwiając w ten sposób oprawcom oddanie śmiertelnego strzału.

Ewakuacji towarzyszyły także zbiorowe egzekucje: w czasie postoju nieopodal Czerwienia z jednej kolumny wyciągnięto 20 więźniów, których rozstrzelano nad dołem po żwirze. kolumnę złożoną z około 300 więźniów skierowano na boczną drogę i zatrzymano w pobliżu olchowego lasku. W tym samym czasie od strony Mińska nadjechał samochód, w którym znajdowała się grupa funkcjonariuszy NKWD. Rozkazali oni eskorcie wymordować wszystkich więźniów. Kilku z nich usłyszało rozmowę i ostrzegło towarzyszy. W efekcie część więźniów rzuciła się do ucieczki, która powiodła się jednak tylko czternastu osobom. Pozostałych zastrzelono seriami broni maszynowej. inną kolumnę, złożoną z około 200 więźniów, doprowadzono do przydrożnego lasku nieopodal Czerwienia. Tam konwojenci wypuścili na wolność więźniów kryminalnych, a pozostałych rozstrzelali. kolejną kolumnę, złożoną z nieustalonej liczby więźniów, również zatrzymano przy lesie w pobliżu Czerwienia. Tam eskorta rozkazała więźniom uciekać, po czym otworzyła do nich ogień z broni maszynowych. Rannych dobijano. Zwłoki zamordowanych zmiażdżono kołami samochodów ciężarowych, a według innej wersji – czołgowymi gąsienicami. Masakrę przeżyć miała tylko jedna osoba. w nieustalonych okolicznościach rozstrzelano zapamiętaną przez świadków grupę Polaków w charakterystycznych długich płaszczach.

W dramatycznych okolicznościach masakry uniknęła jedna z kolumn, licząca 1200 osób. W pewnym momencie naczelnik konwoju otrzymał pisemny rozkaz rozstrzelania więźniów, jednakże przeczytawszy go, podarł dokument, po czym odebrał sobie życie. Zdezorientowani strażnicy uciekli, a pozostawieni sami sobie więźniowie rozbiegli się po okolicy.

Czerwień