Kazimierz Julian Kutz (ur. 16 lutego 1929 w Szopienicach, zm. 18 grudnia 2018 w Warszawie) – polski reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny, scenarzysta, nauczyciel akademicki, publicysta, pisarz, działacz społeczny i polityk.
Wykładowca Uniwersytetu Śląskiego i krakowskiej PWST. Współtwórca polskiej szkoły filmowej, współzałożyciel Stowarzyszenia Filmowców Polskich (1966), założyciel i pierwszy kierownik Zespołu Filmowego „Silesia” (1972–1978), twórca licznych spektakli Teatru Telewizji. Wyreżyserował ponad dwadzieścia filmów fabularnych, w tym sześć o Górnym Śląsku, m.in. filmową trylogię śląską Sól ziemi czarnej (1969), Perła w koronie (1971) i Paciorki jednego różańca (1979), której głównym motywem jest tożsamość Ślązaków i bunt podejmowany przez górniczą wspólnotę. Dwukrotny laureat Złotych Lwów na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych – w 1980 za Paciorki jednego różańca i w 1994 za Zawróconego.
Współpracownik opozycji demokratycznej w PRL, senator IV, V, VI i VIII kadencji (1997–2007, 2011–2015), w latach 2001–2005 wicemarszałek Senatu V kadencji, marszałek senior Senatu VI i VIII kadencji, w latach 2007–2011 poseł na Sejm VI kadencji.
Życiorys Młodość i wykształcenie Był synem Franciszka Kutza, kolejarza i powstańca śląskiego, oraz Anastazji z domu Kamińskiej. Wychowany był w robotniczym domu w Szopienicach, gdzie jego matka i babka Anna gorliwie kultywowały religię katolicką. W 1937 Franciszek Kutz wystarał się u urzędników o spolszczenie nazwiska całej rodziny na Kuc; dopiero w 1957 Kazimierz Kuc wrócił do pierwotnego nazwiska. Kazimierz Kuc doświadczył w czasie okupacji wielu traumatycznych wydarzeń, jak śmierć kilkuletniego kuzyna, widok Żydówki przewożonej do obozu Auschwitz-Birkenau, przymusowy werbunek najstarszego brata Henryka na front wschodni. Był też świadkiem zgwałcenia koleżanki z Szopienic przez radzieckich żołnierzy wkraczających na Śląsk w 1945. Jego ojciec w trakcie okupacji ledwo ocalał z egzekucji urządzonej przez Niemców. W psychicznym przetrwaniu tego okresu Kazimierzowi Kucowi pomogło czytanie książek Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Lwa Tołstoja oraz Stendhala. Najbardziej w pamięci utkwiła mu lektura powieści Czerwone i czarne ostatniego z nich. W 1944 został wysłany na roboty do miejscowości Bolesławice, gdzie pracował w ogrodnictwie.
Ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Kościuszki w Mysłowicach. Angażował się w działalność organizacji młodzieżowych, takich jak Związek Harcerstwa Polskiego i OM TUR. Stopniowo tracił wiarę, nie tylko pod wpływem stalinowskiej szkoły, ale również pod wpływem brata Henryka, u którego w związku z wydarzeniami wojennymi zdiagnozowano schizofrenię i który nie widział w świecie obecności Boga Kościoła katolickiego. Kazimierz Kuc po maturze zapisał się do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Pierwotnie zamierzał iść na polonistykę, ale bał się, że nie poradzi sobie na studiach ze względu na swoją gwarę śląską. Lęk towarzyszył mu także w szkole filmowej, gdzie przeżywał pasmo upokorzeń z powodu swojego pochodzenia społecznego. Przekonanie, że w życiu warto być przekornym i buntowniczym, ukształtowała u niego wykładowczyni Wanda Jakubowska. Dołączył do Związku Młodzieży Polskiej, wszedł w skład jej zarządu uczelnianego. Został jednak usunięty z niego w 1952 za wstawienie się za kolegą oskarżanym o serię zgwałceń na aktywistkach związkowych. Studia reżyserskie ukończył w 1954.
W trakcie studiów dołączył do nieformalnego „kolektywu”, tworzonego przez studentów z wyższego roku studiów: Stanisława Bareję, Janusza Weycherta, Janusza Morgensterna, Jana Łomnickiego i Lecha Lorentowicza. W późniejszym czasie relacje te osłabły. Reżyser krytykował między innymi styl komedii Stanisława Barei, na których określenie stworzył sformułowanie „bareizm”, będące w jego intencji synonimem filmów bez artystycznych ambicji i tworzonych dla niewybrednej widowni. Słowo to pojawiło się w jego krytycznej wypowiedzi pod koniec lat 60. na zebraniu Stowarzyszenia Filmowców Polskich, lecz później było wykorzystywane niejednokrotnie przez inne osoby w atakach na Stanisława Bareję. W 1981 kierowane przez Kazimierza Kutza jury Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku jego filmowi Miś nie przyznało żadnej nagrody. Stanisław Bareja w kilku scenariuszach czynił natomiast aluzje do Kazimierza Kutza. W niezrealizowanym filmie Kilometr za horyzontem jedną z postaci był Kazimierz Klotz, mówiący w jednej ze scen: „Dawniej pisaliśmy się przez ce, ale potem mój brat został reżyserem i zmienił pisownię. Żeby było bardziej eksportowo”. Z kolei nazwisko Kloc pojawiło się w scenopisie Zmienników.
Kariera filmowa i działalność publiczna w PRL Lata 50. i 60. thumb|Kazimierz Kutz (z lewej) i Andrzej Wajda w okresie realizacji filmu Kanał Pracę reżyserską rozpoczął w 1954 jako asystent Andrzeja Wajdy przy realizacji Pokolenia. Miał wymyślić inscenizację sceny samobójstwa Jasia Kronego (granego przez Tadeusza Janczara), zajmował się też pirotechniką. Głośno krytykował na planie Aleksandra Forda, opiekuna artystycznego filmu, nazywając go „żydowskim kurduplem”; w późniejszym czasie relacje między oboma filmowcami uległy unormowaniu. W 1956 asystował Andrzejowi Wajdzie przy filmie Kanał, kręcąc sporą część materiału na potrzeby uzyskania dyplomu. Był odpowiedzialny za filmowanie scen wędrówek po kanałach. Nie otrzymał jednak obiecanego mu dyplomu, po czym zerwał współpracę z Andrzejem Wajdą, którego pracę po latach komentował następująco: „[…] miał zawsze taką napoleońską metodę reżyserowania. On stoi na wzgórzu i rozkazuje, a reszta zapierdala”.
W 1957 Kazimierz Kuc powrócił do nazwiska Kutz. Jego samodzielnym debiutem reżyserskim był nakręcony w 1959 film Krzyż Walecznych, opowieść złożona z trzech nowel: o polskim żołnierzu wracającym do rodzinnej wsi, o polskich żołnierzach natykających się na owczarka niemieckiego z Auschwitz, wreszcie o wdowie po heroicznym kapitanie, kultywującej swą pamięć o mężu. Przy Krzyżu Walecznych współpracował z Józefem Henem, pisarzem związanym z Zespołem Filmowym „Kadr”. Aleksander Jackiewicz chwalił Krzyż Walecznych jako „pierwszy plebejski film polskiego reżysera”. Pochwały ze strony krytyków zanikły jednak, gdy na podstawie kolejnego scenariusza Józefa Hena Kazimierz Kutz nakręcił film Nikt nie woła (1960). Film, zamierzony jako antyteza Popiołu i diamentu Andrzeja Wajdy, był liryczną opowieścią o byłym AK-owcu, którego ścigają koledzy z podziemia za to, że „nie zabił czerwonego”. Film był pozbawiony tradycyjnej akcji, opierał się na fragmentarycznej fabule, którą kompensowały malarskie ujęcia nakręcone przez Jerzego Wójcika. Nikt nie woła został ocenzurowany (wycięto scenę miłosnego zbliżenia bohatera z dziewczyną napotkaną w miejscowości, w której się ukrywał) i źle przyjęty przez krytyków; odciął się od niego sam autor scenariusza, a reżyser spotkał się z olbrzymią nagonką prasową. Jedynie dzięki wstawiennictwu Tadeusza Konwickiego, Jerzego Kawalerowicza oraz ministra kultury Tadeusza Zaorskiego nie został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu.
Aby wrócić do łask krytyków, nakręcił film Ludzie z pociągu (1961) według opowiadania Mariana Brandysa, bliższy w swojej poetyce Krzyżowi Walecznych. Kolejna opowieść o II wojnie światowej, utrzymana w poetyce realistycznej, ukazywała losy osób oczekujących na przybycie pociągu. Ich spokój zburzyła nagła obława Niemców, którzy grozili niedoszłym pasażerom egzekucją pod zarzutem kradzieży pistoletu maszynowego pijanemu członkowi ich oddziału. Film Ludzie z pociągu spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem dzięki brawurowej inscenizacji, która – zdaniem Konrada Eberhardta – spowodowała, że opowiadanie zamieniło się „w serię kapitalnych epizodów”. Film nagrodzony został Srebrnym Żaglem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno. Sukcesu nie osiągnęły natomiast Tarpany (1962); w zamierzeniu ironiczna opowieść o starcu, który – motywowany mentalnością postszlachecką – próbował odtworzyć populację tytułowych dzikich koni. Zbigniew Florczak w recenzji dla „Filmu” pisał: „W tym filmie o dzikich koniach najdłuższa scena dzieje się przy stole i fortepianie. A gdzie są konie?”. Kolejny obraz reżysera, Milczenie (1963) na podstawie powieści Jerzego Szczygła, poświęcony był proboszczowi (Kazimierz Fabisiak), który oskarżył grupę chłopców o zamach na jego życie. Jeden z chłopców, który oślepł, został przez lokalną społeczność uznany za ukaranego przez samego Boga. Milczenie dobrze przyjęła prasa lewicowa, natomiast z oburzeniem odebrały go środowiska katolickie.
Popularność reżysera rosła, a na podstawie spekulacji o jego licznych romansach Kabaret Starszych Panów wymyślił aluzyjną piosenkę Kaziu, zakochaj się, którą zaśpiewała Zofia Kucówna. Zaprzyjaźniwszy się z członkami kabaretu, Kazimierz Kutz odwdzięczył się im reżyserią filmu Upał (1964), lirycznej komedii z udziałem członków formacji. Odbiór Upału był mieszany; Grażyna Stachówna twierdziła po latach, że adaptacja ta „zagubiła emocjonalną esencję telewizyjnego Kabaretu, czyli po prostu te najzwyklejsze, najmilsze uczucia, które wypełniały pełen wdzięku świat Starszych Panów”. Kolejny utwór reżysera, adaptacja reportażu Krzysztofa Kąkolewskiego Ktokolwiek wie… (1966), został negatywnie przyjęty przez krytyków. Szczególnie wyróżniała się opinia Krzysztofa Teodora Toeplitza: „Dawno nie mieliśmy filmu tak złego, będącego mieszaniną nieudolności z pretensjonalnością”. Skok (1967), opowieść o napadzie chłopaków z państwowego gospodarstwa rolnego na bank, z dialogami autorstwa Stanisława Dygata, nie został zaakceptowany przez cenzurę, otrzymując dwuletni zakaz rozpowszechniania.
Niepowodzenia twórcze Kazimierz Kutz usiłował kompensować działalnością w środowisku filmowym. W 1966 został współzałożycielem Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W 1968 w czasopiśmie „Ekran” (nr z 9 czerwca) opublikował tekst krytykujący tryb realizacji filmów, a w szczególności rolę kierowników literackich. W tym czasie trwała nagonka na inteligencję, piętnowaną wówczas przez środowisko Mieczysława Moczara i przez Władysława Gomułkę. Opinia reżysera została – zdaniem Tadeusza Konwickiego i Jerzego Markuszewskiego – wykorzystana do poparcia tych atakówTadeusz Konwicki stwierdził: „Moczarowcy potrzebowali jakiegoś symbolu w filmie, jakiegoś chrześcijanina skrzywdzonego przez Żydów. Człowieka z ludu, którego wykończyła, czy uniemożliwiła mu karierę warszawka. Kazio został przez nich wyniesiony na rękach (…)” (zob. ).. Stopniowa izolacja twórcza powodowała, że zerwał ze środowiskiem warszawskim. Impulsem była dla niego nagła wizyta Henryka Kuca w Warszawie w 1967, który wymusił na nim wyjazd na Śląsk do Tychów.
Lata 70.: tryptyk śląski i kierownictwo „Silesii” Utrzymując się przy wsparciu brata, który zajmował się ślusarstwem, Kazimierz Kutz desperacko poszukiwał pomysłu na nowy film. Sam wspominał później: „Wiedziałem, że to jest ostatnia runda, ostatnia chwila, żeby się zbuntować”. Zgłębiając literaturę poświęconą Śląskowi, zdecydował się na powrót do korzeni. Inspiracją stała się biografia ojca, uczestnika trzeciego powstania śląskiego. Na jej podstawie napisał scenariusz do Soli ziemi czarnej (1969), opowieści o inicjacji wychowanego w wieloletniej tradycyjnej rodzinie młodego Ślązaka (Olgierd Łukaszewicz), który uczestniczy w powstaniu. Powróciwszy do Warszawy, ledwo wymógł na komisji kolaudacyjnej wyrażenie zgody na rozpoczęcie zdjęć, powołując się na kontakt z uczestnikiem powstania, generałem Jerzym Ziętkiem (ówczesnym członkiem Rady Państwa). Sól ziemi czarnej okazała się wielkim sukcesem artystycznym, zdobywając Złote Grono na Lubuskim Lecie Filmowym. [dostęp 2021-10-03]..