Bitwa pod Kirlibabą – bitwa stoczona w dniach 18–22 stycznia 1915 roku. Polscy legioniści, wspierani przez oddziały austro-węgierskie, starli się wówczas z wojskami rosyjskimi w dolinie Złotej Bystrzycy, na terenie dzisiejszej północnej Rumunii.
Tło konfliktu W połowie stycznia 1915 wojska austro-węgierskie walczące na Bukowinie, na wschodnim odcinku frontu karpackiego, znalazły się w niekorzystnej sytuacji. Prężne natarcie rosyjskiej 71 Dywizji Piechoty zmusiło żołnierzy z austro-węgierskiej 54 Dywizji Piechoty generała Schultheissa oraz z grupy pułkownika Eduarda Fischera do odwrotu. 5 stycznia 1915 Rosjanie zajęli Kimpulung Mołdawski, a 9 stycznia dotarli do Iacobeni. Posuwając się doliną Złotej Bystrzycy wkrótce doszli do Kirlibaby. Siły austro-węgierskie wycofały się tymczasem na przełęcze Rotunda (ok. 7 km od Kirlibaby) i Prislop (ok. 20 km od Kirlibaby).
Po zajęciu Kirlibaby Rosjanie zatrzymali się celem wzmocnienia stanowisk i przeprowadzenia rozpoznania. Oddziały rosyjskie obsadziły pozycje w wąwozie, na zakręcie Złotej Bystrzycy, pomiędzy masywami górskimi Zimbrosławy i Cibo a Górami Suhard, ok. 4 km od Kirlibaby. Zajęcie tych stanowisk umożliwiało rosyjskim wojskom dogodną obronę, mającej kluczowe znaczenie strategiczne, drogi z przełęczy Prislop do Kirlibaby.
Odwrót wojsk austro-węgierskich i szybkie postępy jednostek rosyjskich zaalarmowały węgierskiego premiera, hrabiego Istvána Tiszę. Istniało zagrożenie, iż oddziały rosyjskie zajmą Vatra Dornei i wtargną na tereny graniczne pomiędzy Austro-Węgrami i Rumunią. Obawy węgierskiego rządu budziła nie tylko perspektywa utraty strategicznie ważnego kawałka państwowego terytorium, ale także niepewna reakcja władz Rumunii, gdyby Rosjanie rzeczywiście opanowali pogranicze rumuńsko-węgierskie. Premier István Tisza spotkał się w tej sprawie z generałem Pflanzer-Baltinem, od którego zażądał możliwie szybkiego kontrnatarcia sił austro-węgierskich.
Zestawienie sił
Po stronie austro-węgierskiej walczyli: austro-węgierska 54 dywizja piechoty generała Emila Schultheissa, grupa żołnierzy austro-węgierskich majora Scholza, grupa żołnierzy austro-węgierskich majora Salamona oraz wschodnia grupa Legionistów Polskich generała Karola Trzaski-Durskiego. W skład tej grupy wchodzili żołnierze z I, II i III batalionu 2 pułku piechoty; II i IV batalionów 3 pułku piechoty; 2 i 3 szwadron kawalerii; 2 i 3 bateria artylerii; Komenda Legionów Polskich oraz towarzyszące wojsku kolumny zaopatrzenia i niezbędne służby. Siły legionistów obejmowały 90 oficerów, 1980 żołnierzy liniowych, 150 ułanów, 4 działa i 3 ciężkie karabiny maszynowe.
Po stronie rosyjskiej biły się następujące jednostki 71 Dywizji Piechoty Imperium Rosyjskiego: 284 pułk piechoty, dywizjon artylerii, dwie sotnie Kozaków i 282 pułk piechoty, który pozostawał w odwodzie. Siłami tymi dowodził Lucjan Żeligowski. Rosjanie dysponowali 16 ciężkimi karabinami maszynowymi i 16 działami.
Przed bitwą Dowódcy austro-węgierscy zdecydowali o konieczności wyparcia Rosjan z terenów Bukowiny. Zadanie sforsowania (przy wsparciu wojsk austro-węgierskich) stanowisk rosyjskich w dolinie Złotej Bystrzycy generał Karl freiherr von Pflanzer-Baltin powierzył wschodniej grupie legionowej generała Trzaski-Durskiego, faktycznie dowodzonej przez Zygmunta Zielińskiego. 16 stycznia 1915 żołnierze z tej grupy przybyli koleją do Borșa, ponad 20 kilometrów od Kirlibaby.
17 stycznia legioniści rozpoczęli marsz w kierunku przełęczy Prislop. Temperatura dochodziła wówczas do -28 stopni C, a grubość pokrywy śnieżnej sięgała od 1 do 2,5 m. 18 stycznia 1915 o godzinie 3 w nocy, po wielogodzinnym ciężkim marszu, idący na czele I batalion majora Mariana Żegoty-Januszajtisa dotarł na przełęcz Prislop. Tam, na wysokości 1413 m n.p.m., żołnierze zatrzymali się na krótki odpoczynek, po czym, krótko po godz. 6 rano, zaczęli schodzić w dolinę Złotej Bystrzycy. Otaczały ich skaliste szczyty Alp Rodniańskich, sięgające 2100 m n.p.m.
Przebieg bitwy 18 stycznia 1915 thumb|240px|Natarcie II batalionu 2 pułku piechoty Legionów Polskich, 18 stycznia 1915 roku Idąca na przedzie szpica I batalionu legionowego majora Żegoty-Januszajtisa nawiązała kontakt bojowy z przeciwnikiem 18 stycznia około godziny 14:00. Żołnierze I batalionu oraz 6 kompanii porucznika Jana Kaufera z II batalionu zajęli pozycje w pobliżu zabudowań dróżników, po czym zaatakowali wzdłuż drogi. Legioniści odrzucili czołowe patrole rosyjskiego 284 pułku piechoty i dotarli do ostrego zakrętu drogi przed wsią Flutorica, koło wzgórza 967. W tym momencie marsz oddziałów legionowych został zatrzymany, ponieważ Rosjanie utworzyli na owym zakręcie trudny do sforsowania punkt obrony. Umieścili po obu stronach szosy wzmocnione stanowiska obronne, zamaskowane na stromych i skalistych górskich zboczach. Droga do Kirlibaby znalazła się w zasięgu rosyjskich ciężkich karabinów maszynowych.
Przed kontynuacją ofensywy rozlokowanie sił legionistów i ich austro-węgierskich sojuszników prezentowało się w sposób następujący:
w pierwszej linii znalazły się: I batalion oraz 6 kompania por. Jana Kaufera z II batalionu na prawym skrzydle pododdziały 54 Dywizji Piechoty na lewym skrzydle grupy: majora Scholza (na wzgórzu 1365) i majora Salamona (na wzgórzu 1356) w drugiej linii, w pobliżu zabudowań dróżników, stanęły bataliony II i III.
Przed I batalion i 6 kompanię wysunęła się niewielka grupa legionistów pod dowództwem podporucznika Witorzeńca. Żołnierze ci zajęli stanowiska na wzniesieniu 967 w masywie Bretili, po lewej stronie szosy, skąd mieli widok na pozycje rosyjskie. Grupa ppor. Witorzeńca bezskutecznie próbowała nawiązać łączność z jednostkami Scholza i Salamona.
W nocy z 18 na 19 stycznia na zwiad wysłano w kierunku Flutoricy pluton chorążego Mieczysława Smorawińskiego. Żołnierze z tego plutonu, ubrani w białe stroje maskujące, wkrótce dotarli do placówki ppor. Witorzeńca, a potem posuwali się dalej lewym brzegiem Złotej Bystrzycy. Przekroczyli most na potoku Cibo, lewym dopływie Złotej Bystrzycy, i znaleźli się bardzo blisko Flutoricy. Wówczas doszło do krótkiej potyczki z Rosjanami. Choć przednie straże rosyjskie gwałtownie się wycofały, chwilę później Rosjanie ostrzelali Polaków z karabinu maszynowego. Ostrzał ucichł po interwencji kilkunastu legionistów, których natarcie poprowadził podchorąży Derkacz. Żołnierze plutonu chor. Smorawińskiego ostrzelali z niewielkiej odległości stanowiska i kwatery rosyjskie, po czym wycofali się na pozycje zajmowane przez swój macierzysty I batalion. Dokonali niezbędnego rozpoznania sytuacji nie ponosząc przy tym żadnych strat własnych.
19 stycznia 1915 Dowódca 54 Dywizji, generał Schultheiss zalecił, żeby atak przeprowadzić na wprost, wzdłuż szosy, w kierunku Flutoricy. W założeniu miało to doprowadzić do przełamania rosyjskiej obrony w zwężeniu doliny, w sąsiedztwie wzgórza 967. Major Żegota-Januszajtis, wbrew nakazom swego zwierzchnika, generała Schultheissa, zdecydował się przeprowadzić natarcie prawym skrzydłem, poprzez wzgórze 1276 w masywie Magury, będącym częścią pasma Suhard, na prawo od drogi. Zadanie przeprowadzenia tego manewru oskrzydlającego powierzono 2 i 4 kompanii I batalionu. Grupą tą miał dowodzić porucznik Stanisław Strzelecki, dowódca 4 kompanii I batalionu 2 pułku piechoty. Ogniowe wsparcie zapewnić miała 2 bateria artylerii.
Ofensywa rozpoczęła się we wczesnych godzinach rannych 19 stycznia 1915. Doszło do przegrupowania sił legionowych. Na pierwszą linię przesunął się III batalion kapitana Kazimierza Fabrycego, wypełniając lukę pomiędzy lewym skrzydłem I batalionu a grupą majora Scholza, obecną na wzgórzu 1365. W odwodzie zostały trzy kompanie II batalionu. O świcie porucznik Strzelecki i jego żołnierze z 2 i 4 kompanii I batalionu podjęli mozolną wspinaczkę na szczyt wzgórza 1276. Drogę torowali ludzie z plutonu podporucznika Kazimierza Kuty, odziani w białe narzuty maskujące. Legioniści wspinali się po zboczu wzniesienia 1276 w bardzo ciężkich warunkach. Przez pięć godzin brnęli w ponad dwumetrowym śniegu, poprzez gęsty las, rozpadliny i pnie zwalonych drzew.
Około godziny 12:00 kompanie 2 i 4 niezauważone osiągnęły szczyt wzgórza 1276 i dotarły w pobliże stanowisk rosyjskich. Gdy żołnierze por. Strzeleckiego znaleźli się na 20 kroków od Rosjan, doszło do krótkiej wymiany zdań z przeciwnikami. Rosjanie przez moment udawali, że chcą się poddać. Jednak chwilę później zdradziecko zaatakowali, toteż negocjacje zostały gwałtownie przerwane.
Legioniści rozpoczęli natarcie na wieś Flutorica z południowego zachodu. Już pod ogniem Rosjan obydwie kompanie rozwinęły się do natarcia. Wzajemne ostrzeliwanie trwało 2 godziny. Padały strzały z małej odległości, a nawet dochodziło do walki wręcz. Około godziny 14:00 Rosjanie próbowali obejść prawe skrzydło 2 kompanii, co groziło odcięciem legionistów od drogi. Choć sytuacja Polaków była trudna, udało im się zablokować oskrzydlający manewr Rosjan. Wkrótce do walki wkroczyły dwie legionowe baterie artylerii: 2 bateria podporucznika Wiktora Gosiewskiego oraz 3 bateria porucznika Kaspera Wojnara, która stanęła na drodzeWięcej o armatach, w jakie wyposażone były 2 i 3 bateria artylerii w styczniu 1915 zob. Andrzej Konstankiewicz, Uzbrojenie II Brygady Legionów w okresie karpackim w: Płaj nr 12, 1996 r.. Celny ostrzał artyleryjski umożliwiały wskazówki od znajdujących się w dogodnych miejscach obserwatorów, przekazywane obsłudze dział poprzez łańcuch rozstawionych w odstępach legionistów. Artylerzyści wystrzelili tego dnia kilkaset pocisków. Ochroną artylerii zajmował się 2 szwadron kawalerii rotmistrza Zbigniewa Dunina-Wąsowicza. Natomiast 3 szwadron legionowej kawalerii pod komendą Jana Dunina-Brzezińskiego wsparł w kluczowym momencie nacierających na wzgórze 1276 żołnierzy piechoty z I batalionu.
Około godziny 16:00 żołnierze z 2 i 4 kompanii zmusili piechotę rosyjską do wycofania się. Legioniści zdobyli wzniesienie 1276. Generał Schultheiss odniósł się do tego dokonania sceptycznie i rozkazał Polakom, by utrzymali zajęte pozycje przez noc. Sukces sił legionowych z 19 stycznia został okupiony pewnymi stratami. Dowodzący atakiem 2 i 4 kompanii porucznik Stanisław Strzelecki zginął trafiony w głowęPanteon Polski nr 1, Lwów 1924, str. 14. W potyczce na wzgórzu poległo także pięciu innych żołnierzy, a jedenastu legionistów, którzy odnieśli tam rany, sprowadzono na dół. Również obsługa artylerii poniosła straty. Dowództwo nad 2 i 4 kompanią z I batalionu 2 pułku piechoty objął podporucznik Kazimierz Kuta.
20 stycznia 1915 Dzień później, 20 stycznia około południa, Rosjanie próbowali odzyskać wzgórze 1276. W tym celu podjęli próbę obejścia prawego skrzydła 2 kompanii otwierając jednocześnie silny ogień wycelowany na pozycje 4 kompanii, nad którą dowództwo po śmierci por. Strzeleckiego objął porucznik Stanisław Jaster. Walczące na prawym skrzydle kompanie austro-węgierskiej 54 Dywizji Piechoty zaczęły cofać się pod naporem Rosjan. Tuż obok bronili się legioniści z 4 kompanii. Odwrót żołnierzy gen. Schultheissa wymusił zagięcie prawego skrzydła 4 kompanii. Legioniści z 2 i 4 kompanii zdołali utrzymać się na linii obrony do chwili nadejścia posiłków w postaci pozostałych kompanii I batalionu 2 pp. Wtedy Polacy przeszli do ofensywy. Żołnierze z I batalionu mjr. Januszajtisa zeszli ze wzgórza 1276 i ruszyli w stronę wsi Flutorica. Zajęli most i wysunęli ubezpieczenia w kierunku tej miejscowości. Manewr legionistów majora Żegoty-Januszajtisa sprawił, iż Rosjanie, w obawie przed odcięciem, bezzwłocznie opuścili swoje stanowiska obronne w pobliżu wzgórza 967.
Kiedy I batalion rozpoczął natarcie w kierunku Flutoricy, walczący na prawym skrzydle żołnierze 54 Dywizji, którzy wcześniej się wycofywali, także przeszli do kontrataku. Pododdziały austro-węgierskie przeszły przez grzbiet wzgórza Piciorul Russai i, nie podejmując bezpośredniego ataku na Kirlibabę, zatrzymały się około 2 km na południowy zachód od miejscowości Lajosfalvarum. Cârlibaba Nouă.