thumb|Dojrzały bór sosny wydmowej w Yellowstone w 1965 r. Na dnie lasu widoczne nagromadzenie martwej biomasy thumb|Naturalne odnowienie sosny wydmowej 10 lat po pożarze Pożary w Yellowstone w 1988 roku – zespół pożarów lasów i zarośli w Parku Narodowym Yellowstone i jego okolicach (m.in. Parku Narodowym Grand Teton) latem 1988 roku. Największe tego typu zjawisko w tym regionie zanotowane w czasach historycznych – w ciągu 6 miesięcy ogień objął prawie 5000 km², z czego w granicach parku narodowego około 3212 km², czyli ponad ⅓ jego powierzchni.

Tło historyczne i ekologiczne Od objęcia lasów Yellowstone ochroną parkową jedną z podstawowych metod ich ochrony było bezwzględne gaszenie pożarów. W praktyce okazało się to jednak przeciwdziałaniem procesom naturalnym, jako że roślinność tego regionu ma charakter pirofityczny. W naturalnych warunkach występują tam pożary lasów wywołane najczęściej uderzeniem pioruna. Po wielkim pożarze powstaje pogorzelisko pokryte popiołem, a pnie drzew (głównie sosen) mają formę kikutów. Rok po pożarze z banku nasion zachowanych w glebie wyrastają rośliny jednoroczne, dwuletnie i byliny. W tym czasie obieg materii jest mocno przyspieszony, a do gleby uwalniane są gromadzone wcześniej przez wiele lat w biomasie drzew biogeny. Może to nawet prowadzić do tymczasowych zakwitów wód. Rośliny zielne przyciągają roślinożerców, a powstałe po odsłonięciu otwartych terenów łąki – owady. W ciągu kilku lat siewki drzew zaczynają dominować nad okolicą, a po kilkudziesięciu latach tworzy się już zwarty, dojrzały drzewostan zacieniający dno lasu i utrudniający wzrost roślin zielnych i siewek drzew. W stadium tym kończy się też upadanie i rozkład kikutów pozostałych po poprzednim pożarze, przez co nie ma widocznych na pierwszy rzut oka jego śladów. Na dnie lasu zaczyna się gromadzić martwa biomasa: ściółka, opadłe gałęzie, opadła kora itp. To staje się paliwem dla kolejnych, małych pożarów, które zwykle nie naruszają samych drzew, jako że ich żywe tkanki są osłonięte korą, a gałęzie znajdują się powyżej wysokości ognia. W bardziej zacienionym lesie do wzrostu są zdolne przede wszystkim siewki jodeł i świerków, a nie sosen, których jednowiekowa grupa zaczyna się przerzedzać po ok. 250–300 latach. W miarę dojrzewania lasu, po kilkuset latach od stadium otwartej przestrzeni to te bardziej cienioznośne gatunki mogą zdominować drzewostan, a nowe siewki maja szansę pojawić się tylko na polanach i wykrotach. Zwykle jednak ilość nagromadzonej na dnie lasu palnej biomasy sprzyja powstaniu dużego pożaru, który jest w stanie zniszczyć także drzewa, a cykl rozpoczyna się od nowa. Z kolei jeszcze przed wystąpieniem wielkiego pożaru przeobrażającego cały ekosystem, pożary zakrzaczeń i traworośli występują co 20–25 lat.

Wiedza o tym skłoniła ekologów do stawiania postulatów przyzwalania na naturalne pożary, które usuwają z dna lasu martwą biomasę i powodują odmłodzenie ekosystemu. Zauważono, że kilkadziesiąt lat ich zwalczania sprawiło, że chroniony las coraz mniej przypomina ten, który objęto ochroną. Co więcej, odkryto, że starzenie się drzewostanu i brak jego naturalnego odnawiania się wynika nie tylko z braku światła i miejsca do kiełkowania siewek. Część szyszek wytwarzanych przez drzewa występujące w Yellowstone nie otwiera się samoczynnie. Określa się je jako opóźnione, ale w istocie nie otwierają się na skutek upływu czasu, są zasklepione żywicą, a do otwarcia wymagają wysokiej temperatury pożaru. Z tego też względu od końca lat 60. XX w. w niektórych lasach zachodnich Stanów Zjednoczonych rozpoczęto kontrolowane przepały biomasy i zrezygnowano z gaszenia pożarów powstałych naturalnie i niezagrażających siedzibom ludzkim. Miało to na celu również zmniejszenie zagrożenia katastrofalnymi pożarami, gdyż w ten sposób pozbywa się łatwopalnej materii, zanim osiągnie ona nadmierne ilości.

Pierwsze eksperymentalne niegaszenie pożarów w parku Yellowstone miało miejsce w 1972 roku, a więc po okresie stuletniej pełnej ochrony. Rolę pożarów w kształtowaniu naturalnego charakteru parku wcześniej wyjaśnił Dale Taylor, który badał obszary parku dotknięte pożarami w wieku XIX i XX oraz XVII. Ponieważ umiarkowane pożary eksperymentalne dawały zachęcające rezultaty, od 1976 roku programem przyzwalania na pożary objęto cały park narodowy. Wyjątkiem były okolice skupisk ludzkich. System taki przynosił oczekiwane skutki i był stosowany w coraz nowych miejscach USA. W ciągu pierwszych 16 lat polityki naturalnych pożarów w parku Yellowstone nie ingerowano w przebieg 235 pożarów, które strawiły niecałe 14 tysięcy ha. Spośród nich tylko 15 przekroczyło obszar 100 akrów (40,47 ha). Takie rozmiary nie wzbudzały większych kontrowersji. Opinia publiczna nie zdawała sobie jednak jeszcze sprawy z faktu, że w naturalnych warunkach oprócz drobnych pożarów, które odświeżają strukturę ekosystemu w skali lokalnej, co kilkaset lat pojawiają się warunki do pożaru wielkoskalowego. W pełni zrozumiano to dopiero po doświadczeniach roku 1988 i kolejnych badaniach, z których wynikało, że poprzedni wielki pożar okolic Yellowstone miał miejsce kilkaset lat wstecz, a więc nie był odnotowany przez białych, choć już we wcześniejszych badań naukowcy odkryli wystąpienie istotnych pożarów w latach ok. 1630, 1643 i 1659 lub ok. 1665, jak również 3 większych pożarów w XVIII w. Naukowcy wiedzieli również, że następnego, o rozmiarach którego skutki całkowicie przebudowują ekosystem, należało się spodziewać w XX w., jako że czas na nagromadzenie się okoliczności mu sprzyjających szacowano na 300–350 lat. Wiedziano też, że w ostatnich kilku wiekach przeciętny czas pomiędzy pożarami w danym miejscu trwał ok. 20–25 lat, a bardziej rozległe pożary pojawiły się w północnej części parku 8 lub 10 razy.

Polityka przyzwalania na pożary (let-it-burn) była odwróceniem polityki dotychczasowej. W tradycyjnej gospodarce leśnej pożar jest uważany za katastrofę. Również w uproszczonej wizji ochrony przyrody wydaje się, że ma on głównie niszczące skutki. Za punkt inicjujący intensywną walkę z pożarami lasów uznaje się katastrofalny pożar Peshtigo i jego okolic, który pochłonął w 1871 roku ok. 1500 ofiar. W XX w. prowadzono w Stanach Zjednoczonych intensywną kampanię społeczną uwrażliwiającą na zagrożenie pożarowe. Jej slogany odwoływały się do odpowiedzialności i nawoływały do reagowania na zarzewie pożaru, a maskotką był miś Smokey. Była ona po części reakcją na drastyczny wzrost liczby pożarów wywoływanych przez nieostrożnych turystów, który nastąpił w latach 50. XX w. Wprowadzenie niemal równolegle polityki niegaszenia naturalnych pożarów było tylko do pewnego stopnia sprzeczne z tą kampanią, jako że skupiały się one na odmiennych obszarach – kampania ekologiczna na obszarach chronionych, niemal bezludnych, a kampania przeciwpożarowa na obszarach sąsiadujących z siedzibami ludzkimi. Z drugiej strony, presja turystyczna wiązała się z pożarami również na obszarach chronionych. Spośród 1 298 pożarów zanotowanych w Yellowstone w latach 1930–1970 42,5% było spowodowane przez ludzi.

Bezpośrednie przyczyny pożaru Na niedużą liczbę i skalę pożarów w latach 1982–1987 wpływ miała wilgotność przewyższająca średnią wieloletnią. Również wiosną 1988 roku opady były wyższe niż normalnie. Jednak już wcześniej, zimą przełomu 1987/1988, opady śniegu osiągnęły niecałą ⅓ średniej wieloletniej, a od czerwca 1988 roku lato było wyjątkowo suche, gorące i wietrzne, co miało związek z oscylacją El Niño/La Niña. Wczesnoletnie burze wiązały się z tworzeniem piorunów, ale bez opadów. Kolejne tygodnie upalnej i suchej pogody sprawiły, że region doświadczył największej odnotowanej historycznie suszy. Czerwcowe opady sięgnęły jedynie 20% wartości średniej wieloletniej, a lipcowe – 79%. Sprawiło to, że pod koniec lipca wilgotność w strefie runa spadła do 2–3%, a w martwym drewnie do 7%.

Nagromadzenie martwej biomasy drewna, która stała się paliwem przyszłego pożaru, oprócz śmierci drzew wynikającej z ich wieku, związane było m.in. z działaniem chrząszczy Dendroctonus ponderosae. W drugiej połowie XX w. zaobserwowano dwie gradacje tego gatunku – w latach 1972–75 i 1980–83. Analiza zasięgu pierwszej z nich oraz zasięgu ognia pozwala na stwierdzenie, że do pewnego stopnia (razem z nierównomiernym rozkładem skutków suszy i innymi tego typu czynnikami) zdeterminowała ona miejsce, gdzie sięgnął pożar.

Przebieg pożaru thumb|Zdjęcie satelitarne obszaru Yellowstone z 7 września 1988 roku Pierwsze pożary w 1988 roku rozpoczęły się na przełomie maja i czerwca. Początkowo wyglądały na niegroźne, mimo warunków pogodowych sprzyjających ich rozwojowi. Pierwszy pożar, który dotknął park, wybuchł w połowie czerwca w lesie Custer National Forest leżącym w ekosystemie Yellowstone, na północny wschód od parku, łączącym funkcje ochrony przyrody i gospodarki leśnej. Nazwano go pożarem Storm Creek. W ciągu pierwszego miesiąca, czyli do połowy lipca, spłonęło ok. 3 500 ha lasu. Później tempo wzrosło. Ponieważ pożary jednak nie gasły samoistnie, a pogoda im sprzyjała, park podjął decyzję o rozpoczęciu walki ze wszystkimi pożarami, a nie tylko tymi antropogenicznymi i zagrażającymi dobytkowi. W tym momencie wciąż jeszcze jednak scenariusz nie odbiegał od zwykłej sytuacji pożarowej i oczekiwano letnich deszczów, które zakończyłyby sprawę. Pożary jednak nadal się rozprzestrzeniały, mniejsze ogniska łączyły się. Tradycyjne metody kontroli pożaru okazały się niewystarczające, gdyż ogień przenosił się wśród koron drzew ponad barierami takimi jak drogi, rzeki czy pasy przeciwpożarowe. Pod koniec lipca stało się jasne, że większe pożary są już nie do opanowania. Ze względu na zagrożenie związane z wiatrem niosącym ogień, który mógł znienacka okrążyć strażaków, zrezygnowano z walki z ogniem na wprost jego ściany. Z wyjątkiem sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub dobytku ograniczono się do walki z ogniem od bocznych stron przesuwającej się jego fali. Używano również helikopterów. Wysiłki strażaków nie były w stanie zatrzymać pożaru, ale pozwoliły na zachowanie niektórych ważnych budowli, takich jak zabytkowy hotel Old Faithful Inn. Lato robiło się coraz bardziej gorące i wietrzne. 20 sierpnia nazwano czarną sobotą, gdyż w tym dniu pożar był najintensywniejszy. Spłonęło wtedy w ciągu doby ponad 60 tysięcy ha, a ogień był przenoszony przez wiatr o prędkości 160 km/h. We wrześniu ogień dotarł do głównych atrakcji turystycznych – gejzeru Old Faithful w środkowej części parku i źródeł Mammoth Hot Springs w części północno-wschodniej. Wtedy wreszcie nadeszły opady deszczu, a nawet śniegu, które powstrzymały pożar. Od tego momentu zagrożenie ustało, a sprowadzonych z innych regionów strażaków zaczęto odsyłać z powrotem, choć lokalnie pożary dopalały się do listopada.

Szczególnie intensywne punkty pożaru, to. m.in. miejsce między Norris a Canyon, gdzie zebrały się pokłady martwego drewna zwalonego we wcześniejszych latach przez wichury. W wietrznych dniach ogień przesuwał się o kilkanaście kilometrów dziennie, czasem kilka kilometrów w czasie godziny. Mimo największej w historii USA akcji gaśniczej, to nie ludzkie wysiłki, ale dopiero opady deszczu i śniegu powstrzymały szerzenie się pożaru.