Shelly Manne (ur. 11 czerwca 1920 w Nowym Jorku, zm. 26 września 1984 w Los Angeles) – amerykański perkusista jazzowy.
Najczęściej kojarzony z West Coast jazzem, znany również ze swej wszechstronności, dzięki której mógł grać również w takich stylach jak dixieland, swing, bebop, jazz awangardowy i fusion. Brał też udział w setkach nagrań tworzonych dla potrzeb hollywoodzkich filmów czy programów telewizyjnych.
Rodzina i początki kariery Urodził się jako Sheldon Manne. Jego ojciec i wujkowie byli perkusistami. W młodości fascynowała go gra wielu popularnych perkusistów owych czasów, szczególnie Jo Jonesa i Dave’a ToughaBrand, s. 94. Tough był jego idolem jak również nauczycielem i przewodnikiem po scenach klubów jazzowych przy 52nd Street w Nowym Jorku. Billy Gladstone – kolega ojca, a jednocześnie jeden z uznanych perkusistów scen teatralnych Nowego Jorku, udzielił nastoletniemu Sheldonowi wielu wskazówek i zachęcił go do graniaBrand, s.5; Feather, s. 320. Pod koniec lat 30. i w następnej dekadzie Manne wzbogacił i rozwinął swój styl słuchając i, gdy była okazja, grając w nowojorskich klubach przy 52nd Street. Pierwszy profesjonalny kontrakt ze znanym zespołem to gra w orkiestrze Bobby’ego Byrne’a w 1940Brand, ss. 5–7. Kiedy jego nazwisko zaczęło już być znane, wziął udział w sesjach nagraniowych takich gwiazd jak Coleman Hawkins, Charlie Shavers i Don Byas. Współpracował także z muzykami związanymi głównie z Dukiem Ellingtonem: Johnnym Hodgesem, Harrym Carneyem, Lawrence’em Brownem i Rexem Stewartem.
W 1943 wziął ślub z Florence Butterfield, jedną z dziewcząt zespołu taneczno-baletowego The Rockettes. Byli małżeństwem przez 41 lat, aż do śmierci Manne'a.
Kiedy w latach 40. bebop zaczął zmieniać oblicze jazzu, Manne zaaprobował te zmiany i zaczął grać w tym stylu występując z Dizzy GillespiemBrand, (ss. 17-18) Gdy Gillespie pojawił się na 52nd Street, Manne był raczej słuchaczem i obserwatorem. Za bębnami siadał, gdy była ku temu okazja; ale był perkusistą podczas pierwszego nagrania „A Night in Tunisia” Gillespiego w 1945. Według Jacka Branda: „Shelly...literally slid into the next era....His ears were always open, his mind ready to adjust....” i Charliem Parkerem. W tym mniej więcej czasie grał także z muzykami, których kariery dopiero się rozpoczynały. Byli wśród nich Flip Phillips, Charlie Ventura, Lennie Tristano i Lee Konitz.
Jego własna kariera zaczęła nabierać tempa kiedy został członkiem najpierw zespołu Woody’ego Hermana, a potem – na przełomie lat 40. i 50. – Stana Kentona. Zdobywał nagrody i zwolenników w tym właśnie czasie, kiedy jazz był najbardziej popularną muzyką w Stanach ZjednoczonychCollier, s. 277. Ta popularność rosła wraz z rozwojem big bandów w erze swingu. Według Jamesa Lincolna Colliera: „rozwój swingujących zespołów przeniósł jazz do głównego nurtu amerykańskiej kultury”. This popularity coincided largely with the growth of the big bands of the swing era. As James Lincoln Collier put it, „the swing band movement....brought jazz into the mainstream of American culture”. Zaangażowanie do mocno swingującego zespołu Hermana pozwalało Manne'owi grać ulubiony bebop. Z kolei „jazz progresywny” uprawiany przez kontrowersyjną grupę Kentona, ze skomplikowanymi i przeładowanymi aranżacjami, nie pozwalał na łatwe swingowanieGioia, s. 267 Manne narzekał, że granie z Kentonem przypomina „rąbanie drewna”. Manne complained that playing with Kenton felt like „chopping wood”. Jednak Manne doceniał muzyczną swobodę, jaką dawał mu Kenton i widział w tym sposobność do eksperymentowania w ramach zespołu, uważanego za bardzo innowacyjnyArganian, ss. 59-63. Podejmował nowe wyzwania, szukał nowych brzmień i rytmów, doskonalił swoją sztukę i umiejętność bycia perkusistą pomocnym podczas różnorodnych muzycznych wydarzeńBrand, s. 36-37.
W Kalifornii Na początku lat 50. Manne opuścił Nowy Jork i zamieszkał z żoną na ranczu w pobliżu Los Angeles, zajmując się hodowlą koni. Od tego momentu zaczął odgrywać poważną rolę w kształtowaniu West Coast jazzu, występując na scenach Los Angeles razem z Shortym Rogersem, Hamptonem Hawesem, Redem Mitchellem, Artem Pepperem, Russem Freemanem, Frankiem Rosolino, Chetem Bakerem, Leroyem Vinnegarem, Pete’em Jollym, Howardem McGhee, Bobem Gordonem, Contem Candolim, Sonnym Crissem i wieloma innymiGioia, s. 265 To Gioia, Manne's drumming „constitutes one of the strongest bodies of work made on the coast during the 1950s”; West Coast Jazz devotes an entire chapter to him.
Prowadził kilka małych grup, których nagrania ukazywały się pod jego nazwiskiem lub jako lidera zespołu. W 1959 z jedną z takich grup (w której oprócz jego jako perkusisty, grali: trębacz Joe Gordon, saksofonista Richie Kamuca, kontrabasista Monty Budwig i pianista Victor Feldman) przez trzy dni występował w słynnym klubie Black Hawk w San Francisco. Cały ich występ został zarejestrowany, a nagrania ukazały się na czterech płytach (LP). Wysoko ocenione jako innowacyjny przykład nagrań muzyki jazzowej „na żywo”Gioia, s. 280-81 sesje z Black Hawk, zostały ponownie wydane na CD.
West Coast jazz Manne jest często kojarzony z wielokrotnie omawianą szkołą West Coast jazzuGioia, s. 360-69. Był uważany za perkusistę idealnie odpowiadającego temu, co uważano za styl West Coast, chociaż sam Manne nie przywiązywał do tego większego znaczeniaGioia, s. 267; Brand, s. 111. W 1950 większość z tego co robił mogła być kwalifikowana jako West Coast – grał, co typowe dla cool jazzu, szczegółowo zaaranżowane utwory, tak jak np. na swoim albumie zatytułowanym The West Coast Sound (na który sam skomponował kilka nowych utworów). Część z tego, co nazywano West Coast jazzem było muzyką nowoczesną – na kilka lat przed taką awangardą, którą reprezentowali Cecil Taylor czy Ornette Coleman (Manne także nagrywał z Colemanem w 1959). Jego współpraca z Jimmym Giufree’em (a na pewno większa jej część) była właśnie tego rodzaju. Sporo tych nagrań jest ocenianych przez krytykę jako zbyt wydumaneGioia, s. 232. Również w odpowiedzi Roberta Gordona na zarzuty francuskiego krytyka André Hodeira; Gordon, s. 95-96.
Inna cechą West Coast jazzu, równie często negatywnie ocenianą, była jej łatwość, nastawienie na szeroki krąg odbiorcówGioia, s. 366. I tu Manne miał swój udział. Dobrze znany jest cykl albumów nagrany z pianistą Andrém Previnem i członkami jego zespołów, wypełniony muzyką z popularnych na Broadwayu przedstawień, filmów i programów telewizyjnych. Pierwsza i najlepiej znana płyta tego typu była oparta na musicalu My Fair Lady. Album My Fair Lady Manne nagrał z Previnem i basistą Leroyem Vinnegarem w 1956. Muzyka była improwizowana w stylu jazzowym, ale zawsze w sposób lekki, łatwy do zaakceptowania przez przeciętnego odbiorcę, co nie podobało się wielu miłośnikom „prawdziwego” jazzu. To właśnie mogło być powodem, iż Manne często nie był uwzględniany w rankingach najważniejszych perkusistów jazzowych XX wiekuGioia (s. 360-69) again discusses why so many West Coast players have tended to be written out of jazz history. Zdaniem Roberta Gordona większa część muzyki powstającej w ramach West Coast jazzu w tym okresie była wtórna i „pozbawiona ognia i intensywności charakterystycznej dla najlepszych wykonań jazzowych”Gordon, s. 1 „lacked the fire and intensity associated with the best jazz performances”. Jednocześnie jednak zwraca uwagę, że utwory nagrane przez Previna, Manne'a i Vinnegara (a później Reda Mitchella) znacznie różnią się poziomem muzycznej finezji, a także mocą i „swingiem” od innych ówczesnych produkcji tego rodzajuGordon, s. 142-44.
Nagrania w stylu West Coast jazz to jednak tylko niewielka część twórczości Manne'a. Podczas pobytu w Los Angeles i okazjonalnych wyjazdów np. do Nowego Jorku, Manne nagrywał z muzykami wszelkich szkół i stylów, od ery swingu począwszy poprzez bebop po jazz nowoczesny z hard bopem włącznie, który przecież uważany jest za całkowite przeciwieństwo cool jazzu granego na West CoastGioia, s. 278 By the end of the 1950s, Manne's small group „had emerged as a high-powered blowing band with deep hard-bop roots”.
Współpraca z innymi muzykami Począwszy od płyt szybkoobrotowych z lat 40., poprzez longplaye z lat 50. i późniejszych, aż do setek filmowych ścieżek dźwiękowych, na których słychać grę Manne'a liczba nagrań jakich dokonał jest ogromna i trudna do dokładnego określeniaBrand, przedmowa autorstwa Billa Korsta. Według piszącego o jazzie Leonarda Feathera perkusji Manne'a można posłuchać na więcej niż tysiącu płyt, a przecież jego obliczenia robione były w 1960, kiedy Manne nie dotarł nawet do połowy swej 45. letniej karieryFeather, s. 321. This would include numerous uncredited appearances on others' recordings.
Najskromniejsza lista tych, z którymi Manne współpracował powinna zawierać takie nazwiska jak: Benny Carter, Earl Hines, Clifford Brown, Zoot Sims, Ben Webster, Maynard Ferguson, Wardell Gray, Lionel Hampton, Junior Mance, Jimmy Giuffre i Stan Getz. W latach 50. nagrał ważny album z Sonnym Rollinsem Way Out West (Contemporary, 1957), który zyskał powszechne uznanie i pomógł obalić tezę, że West Coast jazz jest całkowitym przeciwieństwem jazzu tworzonego na Wschodnim Wybrzeżu; w 1960 powstały dwie płyty z Billem Evansem. Mniej więcej w tym samym czasie, w 1959, nagrywał jazz tradycyjny z Benny Goodmanem i ultranowoczesnym Ornettem Colemanem, co najlepiej świadczy o wszechstronności Manne'a jako perkusisty.
Do jednych z ważniejszych w latach 60. zaliczana jest współpraca z Jackiem Marshallem, gitarzystą i aranżerem, cenionym za motyw przewodni i muzykę do ówczesnego telewizyjnego show „The Munsters”. Nagrali w duecie dwa albumy (Sounds Unheard Of! w 1962 i Sounds! w 1966), na których Marshall grał na gitarze, a Manne na perkusji i wielu instrumentach perkusyjnych, rzadko wykorzystywanych w jazzie: chińskim gongu, kastanietach, małych bębnach zwanych „boobam” oraz czymś co nazwane zostało „Hawaiian slit bamboo sticks”.
Innym przykładem zdolności Manne'a do wychodzenia poza reguły obowiązujące w poszczególnych „szkołach” jazzu były albumy, jakie nagrywał wraz z gitarzystą Barneyem Kesselem i kontrabasistą Rayem Brownem – The Pool Winners (wygrywali przecież niemal wszystkie plebiscyty popularności przeprowadzane w tamtym czasie przez muzyczną prasęFeather, s.484-485 Wyniki tych plebiscytów ciągle można znaleźć na stronie Down Beatu. Kessel, Brown i Manne byli także na czele list Playboya w 1959 i 1960. Na potwierdzenia można trafić w historiach jazzu lub na okładkach ich płyt). Nagrania jednak przetrwały i ukazały się ich reedycje na CD. Manne grał także dixieland jazz, fusion i nawet muzykę „trzeciego nurtu” (czyli łączenie jazzu i muzyki poważnej). Uczestniczył w odrodzeniu prekursora jazzu – ragtime'u. Pojawił się na kilku albumach poświęconych muzyce Scotta Joplina, pracował też z muzykami grającymi europejską muzykę klasyczną. Jednak zawsze wracał do grania muzyki, którą określa się terminem „straight-ahead jazz”, a którą kochał najbardziej.
Style i wpływy Oprócz Dave’a Tougha i Jo Jonesa, fascynowali Manne'a również współcześni perkusiści, tacy jak Max Roach i Kenny Clarke, a później i młodsi od nich Elvin Jones i Tony Williams. Świadomie lub nieświadomie zapożyczył nieco od każdego z nich, zawsze jednak szukając własnych rozwiązań. Słuchając muzyka, który nie jest zwykłym naśladowcą, trudno jest oddzielić to, co wymyślił on sam, od tego, co zapożyczył od innych. Brand (s. 136) cytuje Manne'a, który powiedział: „that it was impossible not to be influenced by these great players, but that 'you must do your own thing'”.