Katastrofa lotnicza w Bandundu – wydarzyła się 25 sierpnia 2010 o godzinie 13:00 w Demokratycznej Republice Konga. Podchodzący do lądowania samolot Let L-410 Turbolet linii Filair uderzył w budynek niecały kilometr przed progiem pasa lotniska. Nie było ofiar na ziemi; spośród 21 osób obecnych na pokładzie ocalał jeden z pasażerów.
Statek powietrzny Samolotem uczestniczącym w katastrofie był 19-letni turbośmigłowy Let L-410 Turbolet o numerze fabrycznym 912608. Samolot ten do roku 2007 wykorzystywany był przez estońskie linie lotnicze Airest, głównie do przewozu poczty lotniczej; po dwóch latach nieużywania został odkupiony i wyremontowany przez kongijskie linie Filair. Kapitanem samolotu podczas tragicznego lotu był właściciel Filair, Belg Daniel Philemotte.
Katastrofa thumb|left|Wrak w miejscu katastrofy, 27 sierpnia 2010 Po rutynowym locie ze stolicy kraju, Kinszasy, podczas podchodzenia do lądowania w porcie lotniczym Bandundu nos samolotu nagle opadł, Turbolet zaczął gwałtownie tracić wysokość i rozbił się o budynek zlokalizowany niespełna kilometr od progu pasa. W katastrofie śmierć poniosła cała trzyosobowa załoga; spośród osiemnastu pasażerów ocalał tylko jeden, który w stanie krytycznym trafił do szpitala. Nie było ofiar na ziemi.
Przyczyny katastrofy Wkrótce po tragicznym zdarzeniu miejscowe stacje radiowe zaczęły powtarzać informacje, jakoby główną przyczyną katastrofy była niedostateczna ilość paliwa w zbiornikach maszyny, co doprowadziło do zgaśnięcia silników w czasie lotu. Hipotezę tę potwierdzały zeznania żołnierzy MONUSCO (misji stabilizacyjnej ONZ), według których w miejscu katastrofy nie było żadnych śladów ognia, dymu ani wybuchu przy uderzeniu; jednak kierownictwo Filair ogłosiło, że w miejscu tragicznego wypadku znaleziono ok. 150 kg kerozyny – co oznaczało, że samolot miał wystarczający zapas paliwa, by dotrzeć do lotniska i wylądować. Piloci nie zgłaszali również w czasie lotu żadnych problemów technicznych z samolotem.
Przyczynę katastrofy wyjaśniły zeznania jedynego ocalałego z tragedii. Jeden z pasażerów wniósł na pokład dużą torbę wojskową, w której, jak się okazało, przemycał żywego krokodyla. W czasie lotu zwierzę uwolniło się z torby; widząc poruszającego się po podłodze w tylnej części samolotu krokodyla, pasażerowie wpadli w panikę i, chcąc oddalić się od zwierzęcia, raptownie przemieścili się ku przodowi samolotu. Spowodowało to przesunięcie środka ciężkości maszyny; pilot stracił panowanie nad nieodpowiednio wyważonym samolotem i, będąc w trakcie końcowego podejścia na małej wysokości nad ziemią, nie zdołał zapobiec katastrofie. Żołnierze MONUSCO potwierdzili, że wśród szczątków rozbitego samolotu znaleźli żywego krokodyla, którego musieli uśmiercić, by móc przeszukiwać wrak.
Przypisy
Kategoria:Katastrofy lotnicze w Demokratycznej Republice Konga Kategoria:Katastrofy lotnicze w 2010 Katastrofa Kategoria:Katastrofy lotnicze z udziałem samolotu Let L-410 Turbolet