Bitwa pod Smoleńskiem, znana też jako odsiecz smoleńska – miała miejsce od 7 września 1633 do 24 lutego 1634 roku podczas wojny polsko-rosyjskiej (smoleńskiej). Jej celem było przerwanie oblężenia Smoleńska przez Rosjan. mały|Wojna smoleńska 1632-1634

Przybycie armii Władysława IV pod Smoleńsk mały|Król Władysław IV pod Smoleńskiem, obraz Jana Matejki z 1893 roku (zaginiony) W okresie, gdy oblegający Smoleńsk Michaił Szein (34 500 żołnierzy i 158 dział) przygotowywał się do drugiego szturmu, z odsieczą nadciągnęła armia polska dowodzona przez króla Władysława IV. Król przybył na miejsce koncentracji swych wojsk pod Orszą w dniu 17 sierpnia 1633, gdzie czekał na pozostałe oddziały oraz na artylerię i amunicję. Tego samego dnia hetman Krzysztof Radziwiłł dotarł do obozu nad rzeką Wściosną, gdzie powitało go 3000 żołnierzy litewskich. Hetmanowi towarzyszył kasztelan kamieniecki Aleksander Piaseczyński, który przyprowadził z Ukrainy 2300 żołnierzy wojsk kwarcianych. Po kilku dniach połączone wojska ruszyły pod Smoleńsk i 27 sierpnia rozłożyły się na uroczysku Hłuszyca nad Dnieprem, czyli na północny zachód od pozycji Szymona Prozorowskiego oraz na zachód od szańców Jerzego Matissona. Żołnierze natychmiast przystąpili do budowy wałów ziemnych w celu utworzenia obozu dla całej armii Władysława IV.

mały|Hetman Krzysztof Radziwiłł wniósł znaczący udział do ostatecznego zwycięstwa nad armią Szeina Armia królewska spod Orszy wyruszyła 25 sierpnia i po dwóch dniach marszu zatrzymała się w Bajowie, gdzie wzmocnił ją regiment piechoty niemieckiej i kilka chorągwi jazdy pod wodzą hetmana polnego koronnego Marcina Kazanowskiego. Dzięki temu siły towarzyszące Władysławowi IV osiągnęły stan 9000 żołnierzy. W dalszą drogę król i jego wojsko ruszyli 30 sierpnia. Pod Krasnem król spotkał się z hetmanem polnym litewskim Krzysztofem Radziwiłłem oraz z wojewodą smoleńskim Aleksandrem Gosiewskim. Jeszcze tego samego dnia armia królewska połączyła się pod Hłuszycą z wojskami litewskimi hetmana Radziwiłła i towarzyszącymi im siłami koronnymi, osiągając stan 14 000 żołnierzy. Siły te jednak wciąż rosły, gdyż oddziały z głębi kraju długo ściągały pod Smoleńsk. W końcu września siły Władysława IV liczyły 20 000 żołnierzy i upłynęło jeszcze trochę czasu, zanim osiągnęły maksymalny stan 24 630 żołnierzy (w tym 15 150 piechoty i 9480 jazdy) oraz kilkunastu dział.

W dniu połączenia obu armii Radziwiłł i Piaseczyński przeprawili się przez rzekę Jesienna, podchodząc pod sam obóz rosyjski. Zaalarmowani Prozorowski i Nagoj wyprowadzili swą konnicę przed wały, ale nie dali się wciągnąć w walkę, pozostając pod osłoną swej artylerii.

Natychmiast po przybyciu pod Smoleńsk wojska królewskie nawiązały kontakt z załogą oblężonej twierdzy, posyłając tam niejakiego Spondowskiego, który przyniósł wieści o braku amunicji i zaległościach finansowych względem broniących Smoleńska żołnierzy.

Jako podstawę działań połączonej armii wybrano ufortyfikowany jeszcze przez Radziwiłła obóz warowny leżący w pobliżu miejsca spotkania pod Hłuszycą. Z obozu przerzucono dwa mosty łyżwowe przez Dniepr, zabezpieczając je redutą. Mosty umożliwiły nawiązanie łączności z garnizonem oblężonej twierdzy. Po przeprowadzeniu rozpoznania pozycji armii rosyjskiej Władysław IV 6 września podjął decyzję o ataku na armię Szeina.

Pierwszy etap – wzmocnienie obrony twierdzy smoleńskiej Armia królewska zamierzała otworzyć sobie drogę do oblężonej twierdzy, by wzmocnić ją wojskiem oraz zapasami żywności i amunicji. W tym celu konieczne było odrzucenie sił Jerzego Matissona, o czym powiadomiono obrońców, licząc na ich pomoc. Hetman polny koronny Marcin Kazanowski, któremu towarzyszyli Gosiewski i Piaseczyński, poprowadził 4000 jazdy i piechoty, by zaatakować umocnienia chroniące mosty Prozorowskiego. W ten sposób znajdująca się na drugim brzegu jazda rosyjska zostałaby odcięta i nie mogłaby wspomóc Matissona. Gdy siły Kazanowskiego były już w drodze, w kierunku pozycji Matissona wyruszył król wraz z hetmanem Radziwiłłem, biorąc ze sobą 7000 żołnierzy (5000 piechoty i 2000 jazdy) oraz 6 działek. Wojska te 6 września około godziny 20 (czyli 2 godziny po wymarszu Kazanowskiego) przeprawiły się przez Dniepr po mostach łyżwowych. Po wymarszu sił Kazanowskiego i króla w polskim obozie pozostały tylko 2 regimenty piechoty.

mały|Hetman polny koronny Marcin Kazanowski Żołnierze królewscy maszerowali nocą i uderzyli na obozy Matissona oraz Prozorowskiego rankiem 7 września. Siły znajdujące się przy królu ustawiły się przed szańcami Matissona o godzinie 8 rano. Gdy pozycje rosyjskie zaczęła ostrzeliwać artyleria Smoleńska, a dodatkowo doszły odgłosy walki od strony obozu Prozorowskiego, król rozpoczął natarcie. Najpierw ruszyły wojska inżynieryjne, by zniszczyć kobylenie otaczające szańce rosyjskie od wschodu i od zachodu. Za wojskami inżynieryjnymi ruszył do ataku pierwszy rzut polskiej piechoty. Matisson, by nie dopuścić do zniszczenia kobyleni, wyprowadził część swojej piechoty za szańce. Doprowadziło to do długotrwałej wymiany ogniowej. W końcu polska piechota zmusiła Rosjan do odwrotu pod osłonę swych umocnień, i wtedy już bez przeszkód porąbano i rozrzucono kobylenie, co otworzyło drogę do rosyjskich szańców.

Piechota polska ruszyła do natarcia – jako pierwszy spośród oddziałów pod rosyjskie umocnienia dotarł regiment pułkownika Reinholda Rosena. Nacierający piechurzy zdołali dotrzeć tylko do drugiej linii rosyjskich umocnień, gdyż atakując pod górę wojska ponosiły duże straty na skutek ognia piechoty i artylerii nieprzyjaciela. Ściągnięto działka polowe, ale nawet z ich pomocą nie zdołano zdobyć głównych szańców Matissona. Zaangażowanie żołnierzy Matissona w walkę z wojskami królewskimi wykorzystała załoga Smoleńska, która po przygotowaniu artyleryjskim rzuciła do ataku oddział pod dowództwem porucznika Jakuba Wojewódzkiego. Oddział ten uderzył przez most na dwa najbliższe szańce rosyjskie, znajdujące się na południe od Góry Pokrowskiej. Zaskoczona piechota rosyjska uciekła, zostawiając w polskich rękach 3 działa i chorągiew. Ten sukces umożliwił oddziałowi Wojewódzkiego dotarcie do prawego skrzydła armii królewskiej, szturmującej pozycje Matissona. Wojewódzki i towarzyszący mu oficerowie stanęli przed obliczem króla Władysława IV. Król postanowił wprowadzić do Smoleńska regiment piechoty niemieckiej królewicza Kazimierza, którym dowodził Henryk Denhoff. Ponieważ załoga miała jeszcze zapasy żywności, dostarczono jedynie kilka tysięcy dukatów na zaległy żołd oraz 3 wozy z amunicją. Gdy Denhoff bez przeszkód dotarł do Smoleńska, obrońcy postanowili dokonać ponownego wypadu, w trakcie którego kula ugodziła w ramię porucznika Wojewódzkiego – na skutek ciężkiej rany polski oficer zmarł kilkanaście dni później. Z powodu tego wydarzenia część oddziału wróciła do twierdzy i do króla dotarło tylko około 100 żołnierzy, których dołączono do armii królewskiej.

W czasie gdy piechota królewska szturmowała szańce Matissona, Kazanowski, Gosiewski i Piaseczyński toczyli bój z siłami Prozorowskiego. Polacy zaatakowali z samego rana, pragnąc zepchnąć kryjących się za umocnieniami przedmościa Rosjan do Dniepru. Na piechotę rosyjską Polacy natknęli się niespodziewanie, gdyż ta stała ukryta w wąwozie. Rosjan po zaciętych walkach wyparł regiment Eliasza Arciszewskiego, który dotarł do brzegu rzeki i usypał kontrskarpę dla ochrony przed rosyjskim ogniem. Broniące mostu szańce rosyjskie zaatakowane zostały przez jazdę polską, która jako jedyna w świecie kawaleria ważyła się atakować umocnione pozycje piechoty. Atakująca jazda dostała się pod silny ogień czołowy od strony przedmościa i boczny prowadzony z leżącego za rzeką obozu Prozorowskiego, toteż nie udało jej się wedrzeć za umocnienia. Pomimo tego jazda Kazanowskiego do zmierzchu przeprowadziła jeszcze kilka takich natarć.

Wojska rosyjskie mimo twardego oporu zostały w końcu wyparte z szańców i musiały wycofać się do potężnych blokhauzów. Dzięki temu polscy żołnierze zdobyli most prowadzący prosto do Smoleńska. Wkrótce po zdobytym moście wjechały do oblężonego miasta wozy z żywnością i amunicją, a razem z nimi do Smoleńska wkroczył pułk piechoty liczący 1200 żołnierzy. W ten sposób armia Władysława IV pomyślnie zakończyła pierwszy etap, którego celem było wzmocnienie obrony twierdzy smoleńskiej. Wojska rosyjskie tymczasem, w obawie przed husarią, zamknęły się w swych obozach. Dzięki temu inicjatywa wciąż była po stronie armii polsko-litewskiej.

Drugi etap – uwolnienie północnej części Smoleńska od oblężenia W połowie września wojska polskie pod Smoleńskiem zasilił silny regiment piechoty niemieckiej Janusza Radziwiłła, rajtaria pod wodzą Gizy i Tyzenhausa oraz husarska chorągiew Krzysztofa Płazy. Oczekiwano na przybycie regimentów piechoty Gottharda Platera i Zygmunta Radziwiłła oraz kilkuset rajtarów. Ponadto do obozu królewskiego wciąż przybywały transporty z żywnością i amunicją.

mały|W bitwie pod Smoleńskiem wziął udział Janusz Radziwiłł, przyszły wojewoda wileński i hetman wielki litewski Armię królewską wzmocniło 17 września przybycie Kozaków zaporoskich w sile 12 000 żołnierzy i 10 działek, których przywiódł Timofiej Orendarenko. Kozacy z miejsca pokazali swą wysoką wartość bojową, zdobywając jeńców.

W tym czasie Rosjanie nie próżnowali, sypiąc szańce przed Górą Pokrowską. Jednocześnie prowadzili podkopy pod mury twierdzy smoleńskiej. Posłańcy ze Smoleńska informowali króla o wyczerpywaniu się amunicji.

Dwa dni później nadciągnęła także ciężka artyleria. Mając przewagę liczebną Władysław IV mógł przystąpić do generalnej ofensywy.

Najpierw jednak zaatakowali Rosjanie, którzy spróbowali odzyskać utracone pozycje i 19 września ruszyli do kontrataku, który wsparli ogniem artylerii. W uderzeniu na polskie pozycje udział wzięły zarówno jazda, jak i piechota Szeina. Natarcie na Żaworonkowe Wzgórze, podczas którego w pewnej chwili nawet król znalazł się w poważnym niebezpieczeństwie, odparła polska piechota. Jazda polska nie utrzymała pozycji, nie mogąc wytrzymać silnego ognia rosyjskiej artylerii. Z tego powodu Władysław IV został z samą tylko piechotą Weihera. Król na widok zbliżającej się kolumny piechoty rosyjskiej przypadł do swoich piechurów i wyciągając szpadę, wskazał nią nadciągającego nieprzyjaciela, dając rozkaz otwarcia ognia. Celne salwy polskiej piechoty zmusiły Rosjan do odwrotu w kierunku Dniepru. Gdy zachęcona sukcesem piechota Weihera wyszła zanadto do przodu, wpadła pod ogień ukrytej za wałem drugiej linii rosyjskiej i poszła w rozsypkę. Król znów znalazł się w niebezpieczeństwie, co dostrzegł walczący na prawym skrzydle kasztelan Aleksander Piaseczyński. Poderwał więc swoje chorągwie do ataku, choć te zmęczone były niedawną zwycięską szarżą na rosyjską jazdę. Piaseczyński rzucił swe siły na most, pragnąc odciąć oddziały Szeina od leżącego za Dnieprem obozu. Szarża polskiej jazdy została odparta, ale jej atak uratował Władysława IV, a Polacy umocnili się na swych pozycjach.

Rankiem 20 września Szein doszedł do wniosku, że kolejne ataki nie mają szans powodzenia. Do tego sytuację Rosjan pogorszył fakt, że ściągnięci spod Smoleńska Kozacy osaczyli rosyjski obóz od południa. Jednocześnie Polacy szybko i sprawnie wybudowali dwa mosty łyżwowe na Dnieprze, poniżej rosyjskich pozycji, odcinając komunikację armii Szeina z zapleczem.