Część krytyków stwierdziło, że De La Hoya wygrał tylko dlatego, że jego walka z Bernardem Hopkinsem była już zaplanowana i Sturm musiałby znokautować Amerykanina, żeby wygrać.

18 września 2004 roku doszło do unifikacyjnego pojedynku z mistrzem WBA, WBC i IBF Bernardem Hopkinsem, uznawanym ówcześnie za najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe. Kilka dni przed walką wskutek ciężkich treningów dłonie De La Hoyi były pocięte i wymagały założenia jedenastu szwów. De La Hoya toczył pojedynek bardzo technicznie; po ośmiu rundach sędziowie punktowali 77-75 na jego rzecz oraz 78-74 i 79-73 dla Hopkinsa. W dziewiątej rundzie Hopkins znokautował De La Hoyę ciosem lewym sierpowym w wątrobę. Bob Arum później twierdził, że De La Hoya i tak by przegrał w ten czy inny sposób, ponieważ Hopkins, podobnie jak Mosley, miał być promowany przez Golden Boy Promotions (firmę De La Hoyi) De La Hoya odpierał oskarżenia, mówiąc "więc teraz on będzie mnie atakować na lewo i prawo. Wciąż będzie mówił, że umówiłem się z Hopkinsem i że, walczyłem z nim tylko dla pieniędzy.