W celu zastraszenia pracowników i klientów obu urzędów, terroryści rozpętali strzelaninę, w której padło ośmioro rannych (jedna z tych osób zmarła następnego dnia w szpitalu), a dwóch napastników zginęło postrzelonych omyłkowo przez swoich towarzyszy (Jurij Berezynski, prywatnie szwagier Romana Szuchewycza, i Wołodymyr Staryk). Z powodu nieoczekiwanego obrotu zdarzeń pozostali przy życiu bojownicy OUN spanikowali i zrabowali tylko 3232 złote i 15 groszy, po czym rzucili się do ucieczki. W czasie obławy zginął jeden funkcjonariusz Policji Państwowej, a rany odniosło dwóch uzbrojonych Polaków uczestniczących w poszukiwaniach. Dwóch uczestników napadu (Wasyl Biłas i Dmytro Danyłyszyn) zostało złapanych następnego dnia w Gródku Jagiellońskim przez ukraińskich chłopów, ponieważ polskie władze rozpuściły plotkę, że poszukiwanymi są Polacy, którzy obrabowali ukraińską spółdzielnię.
Konsekwencje napadu W toku śledztwa Biłas i Danyłyszyn przyznali się nie tylko do udziału w napadzie na pocztę w Gródku Jagiellońskim, ale też do zabójstwa posła na Sejm RP Tadeusza Hołówki, które miało miejsce ponad rok wcześniej. Ich proces trwał cztery dni (17–21 grudnia 1932 roku).