Następnie pracował jako zaopatrzeniowiec w klasztorze w Poznaniu.
W 1959 prowincjał przeniósł Torbińskiego do klasztoru w Krakowie, gdzie został pomocnikiem bibliotekarza. Uczył się na pamięć imion i nazwisk kleryków oraz numerów ich cel w klasztorze. Osobiście dostarczał zamówione przez nich książki pod właściwe drzwi, żeby nie musieli schodzić do czytelni. Korzystając z miejsca pracy czytał dużo książek, dzięki czemu wypracował sobie intelektualną formację. Klerycy, którym doradzał lektury, byli zaskoczeni jego znajomością książek. Sam nauczył się łaciny, a także języków francuskiego i niemieckiego.
W latach 70. XX wieku został u niego wykryty rak kości. Nowotwór został zaleczony, ale Torbiński do końca życia zmagał się z anemią wynikającą z uszkodzenia szpiku, a także z innymi dolegliwościami. Jego zdrowie osłabił dodatkowo kurz w bibliotece, w której pracował. Przez problemy z poruszaniem przestał nosić habit. Miał również problemy z układem trawiennym. Pomimo trudności kontynuował służbę w klasztorze, aby, jak zapisał w liście do rodziny, „nie jeść darmo chleba”.
Według świadectw braci, z którymi przebywał, miał on mieć przeżycia mistyczne, choć sam nigdy o nich nie mówił. Zakonnicy zauważyli, że Torbiński „wie rzeczy, których nie może wiedzieć”.