Król miał nadzieję na poprawę nadszarpniętych relacji ze swoją patronką, opuścił więc pałac i udał się na poszukiwanie dziewczęcia, w które wstąpił duch bogini. Także dziś, kiedy matce przyśni się czerwony wąż, zostaje to uznane za przesłankę, że jej córka może być Kumari królewską. A każdego roku w czasie święta Indradźatra król Nepalu udaje się po błogosławieństwo Kumari królewskiej.

W innym wariancie legendy o pochodzeniu kultu Kumari główną postacią nie jest Dźajaprakaś, ale jego XII-wieczny przodek Gunkam Dew. Istnieją też inne legendy o pochodzeniu kultu Kumari. Według jednej z nich król Dźajaprakaś Malla odbył stosunek seksualny z małą dziewczynką, która w jego rezultacie zmarła. Pogrążonego w poczuciu winy władcę nawiedzały sny, które mówiły mu, że musi odnaleźć każdą dziewczynkę będącą inkarnacją Taledźu. By odkupić swoją winę, musiał odtąd czcić Kumari i każdego roku prosić ją o błogosławieństwo. Inna wersja legendy mówi, że za panowania Dźajaprakaśa Malli wygnano z miasta pewną dziewczynkę gdyż obawiano się, że jest ona w mocy bogini Durgi. Gdy o jej losie dowiedziała się nepalska władczyni, wpadła w wielki gniew i zażądała od króla, by sprowadził dziewczynkę i otoczył ją kultem jako żyjące wcielenie Durgi.