Wkrótce jego działalność zwróciła uwagę Służby Bezpieczeństwa. Zdecydowała się ona jednak na aresztowanie Silbersteina dopiero wtedy, gdy ambasada Austrii, do której dyrekcja hotelu Monopol zwróciła się o zapłatę, zareagowała protestem. Śliwa ponownie trafił do aresztu 28 listopada 1969. Nawet po aresztowaniu utrzymywał, że nazywa się Silberstein i jest Austriakiem (co szybko zweryfikowano, bowiem Śliwa nie rozumiał pytań zadawanych po niemiecku). Ponadto Śliwa usiłował wmówić śledczym, że jest zachodnim szpiegiem, aktualnie tworzącym w Polsce siatkę wywiadowczą składającą się z osób pochodzenia żydowskiego. Jednocześnie (przebywając w areszcie) wysyłał listy do swoich ofiar, usiłując wyłudzić od nich dodatkowe środki „na pokrycie kosztów adwokackich”, cały czas utrzymując, że naprawdę jest konsulem, a aresztowanie jest pomyłką.
Mimo apeli władz ofiary oszustw niechętnie zgłaszały się na milicję, bojąc się odpowiedzialności, głównie za nielegalny obrót dewizami. Te z ofiar, które stawiły się, aby zeznawać podczas procesu – jak zauważyli jego obserwatorzy – z reguły nie okazywały urazy do oskarżonego. Śliwa nie miał obrońcy, bronił się sam. Do końca domagał się, aby nazywano go Silbersteinem.