Fulton umarł rok później, dziesięć dni po powrocie z Trynidadu, gdzie udał się w poszukiwaniu lekarstwa.

Beatrice Fulton głęboko przeżyła śmierć męża. Co marzec płakała nad jego grobem, wspomnienia o nim wywoływały nawroty smutku. Ruth uważała smutek matki za słabość. Największym tabu było dla niej publiczne wyrażanie negatywnych emocji i płacz. Wspomina: „Kochałam moją matkę, gniewał mnie jej kult cierpienia...”. Wydarzenia z dzieciństwa głęboko odbiły się na niej psychologicznie, gdyż za jednym razem straciła oboje rodziców „ojca przez śmierć i matkę przez smutek”.

Jako kilkulatka zachorowała na odrę, co znacznie osłabiło jej słuch, o czym dowiedziała się dopiero kiedy poszła do szkoły. Jako dziecko Ruth była zafascynowana śmiercią. Kiedy miała cztery lata jej babcia zabrała ją, by zobaczyła dziecko, które niedawno umarło. Zobaczywszy twarz nieżywego dziecka Ruth miała stwierdzić, że to najpiękniejsze, co kiedykolwiek widziała.