Edith dokładnie pamiętała, gdy statek uderzył w górę lodową o godzinie 23:40 14 kwietnia 1912 roku. W późniejszych latach, udzielając wywiadów oraz w swojej biografii A Lifetime on the Titanic, opublikowanej w 1995 roku, Edith udzieliła żywych relacji z ostatnich chwil na statku. Niektóre szczegóły zostały jednak podważone.Ojciec pojawił się kilka minut później. Powiedział do nas „Lepiej załóżcie kamizelki ratunkowe i coś ciepłego, jest zimno na pokładzie. To tylko na wszelki wypadek. Pan z załogi, stojący na korytarzu mówi, że nie ma się czym martwić”. Czekaliśmy wieczność na kogoś, kto powie nam co mamy robić. Orkiestra na statku grała ragtime. Grali, aby dodać nam otuchy. Wszyscy powtarzali „Ona jest niezatapialna. Ona nie pójdzie na dno”. Ojciec ucałował nas i posłał na szalupę nr 14. Około pięćdziesiąt ludzi zmieściło się do łodzi, przez co przechyliło nas niebezpiecznie w jedną stronę. Jeden mężczyzna wskoczył do szalupy przebrany za kobietę. Nawet gdy oddaliliśmy się już od statku, wciąż słyszeliśmy muzykę orkiestry, lecz w tamtym momencie grali hymn. Prawie sześć godzin przebywaliśmy w łodzi ratunkowej, nie mając nic do jedzenia ani picia. Wciąż zastanawiałam się, czy mój ojciec zdążył się uratować, to była jedyna rzecz o jakiej mogłam wtedy myśleć.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Edith Haisman · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.