Po twardym lądowaniu na pasie 34L, samolot odbił się trzy razy, spadając najpierw na przednią goleń, czyli pomocnicze podwozie dziobowe (przypadłość zwana po angielsku "porpoising" - "morświnowaniem", od ruchów w górę i w dół, jakie wykonują pływając delfiny i morświny) co spowodowało utratę kontroli kierunkowej i wysokościowej. Gdy podwozie uległo zniszczeniu, lewe skrzydło uderzyło w pas startowy, powodując zboczenie w lewo, wybuch płomieni i wykonanie "koziołka", podczas gdy płatowiec się łamał, by spocząć ostatecznie "do góry nogami" w trawie, na lewo od pasa. Ponad dwie godziny zajęło strażakom ugaszenie ognia, który kompletnie zniszczył statek powietrzny i jego zawartość.
Po katastrofie Gaszenie pożaru zajęło strażakom 2 godziny. MD-11 został kompletnie zniszczony. Po katastrofie na wiele godzin zamknięto pas 34L/16R o długości 4000m. Czynny był jedynie pas 16L/34R, który ma 2180 metrów, który był zbyt krótki, aby mogły z niego wystartować maszyny takie jak Boeing 777-300ER czy Airbus A340-600. Spowodowało to zamieszanie i znaczne opóźnienia innych lotów.