Wierzono, iż nie okazują one humorów, lecz możliwości natury, które należy respektować, ponieważ talent zdradza geniusz bez udziału wychowania.
Jedyna dostępna literatura wychowawcza na początku XVIII wieku nie wprowadzała rozróżnienia między dawaniem porad, moralnymi traktatami, chrześcijańskimi pouczeniami, czy ambitną refleksją. Jej przekaz był skierowany do odbiorców, którzy nie postrzegali cnót i moralności tylko i wyłącznie w sposób dogmatyczny, ale zarazem nie mógł on wyrażać chęci zerwania więzi wychowania z religią chrześcijańską. Rozróżnienie dzieci od synostwa chrześcijańskiego pomogło rozwinąć myśl wychowawczą odchodzącą od idei prowadzenia życia w strachu przed Bogiem. Przygotowane dla dorosłych brewiarze i pisma nawracające zostały zastąpione odpowiednią literaturą.
Typowe stało się żądanie, by oddziaływanie oddzielić od surowej dogmatyki wiary i skoncentrować na naturze dziecka, od której oczekiwano rozwoju moralnego. Wreszcie powstał zarys empiryczno–materialistycznej pedagogiki. Pogląd mówiący, że wychowanie i tylko ono może zmienić społeczeństwo, w które wbudowuje ono cnotliwego obywatela i troszczy się o oświatę jednostek, nie należy jednak do tej epoki.