Jan Sergiusz Gajek dopuszcza przy tym możliwość, że prośba księcia była jedynie fikcyjną przyczyną, za pomocą której mnich uzasadniał napisanie tak jednoznacznego w wymowie tekstu.

Treść i wymowa utworu Słowo… rozpoczyna się od zwrotu do adresata, określonego jako „książę Pobożny”, po którym następuje przedstawienie się przez twórcę, który mówi o sobie jako o Teodozjuszu, pokornym słudze Najświętszej Trójcy.

Zasadniczą część tekstu stanowi przestroga kierowana w stronę księcia, by strzegł się „wiary łacińskiej”. Teodozjusz nakazuje nie tylko nie przyjmować katolicyzmu, ale również unikać naśladowania ich zwyczajów, nie zgadzać się na małżeństwa mieszane, nie jeść i nie pić w towarzystwie „łacinników”, a nawet nie pozdrawiać ich w razie przypadkowego spotkania. Konieczność takiego postępowania Teodozjusz uzasadnia fałszywością „wiary łacińskiej” i nieczystością życia jej wyznawców.