Mając w pamięci klęski pod Crécy oraz Poitiers, rada królewska dopiero 20 października zdecydowała o starciu, nakazując wojskom królewskim wyprzedzenie Anglików i przecięcie im drogi do Calais.

Przed bitwą Pozbawiona naczelnego wodza armia Karola VI wykonała rozkaz i zatrzymała wroga. Dowodzący w zastępstwie króla Karol d’Albret oraz marszałek Jean II Le Maingre (zwany Boucicaut) chcieli rozstrzygnąć bitwę atakiem rycerstwa. Niektórzy z zebranych pod Azincourt możnych nie chcieli nawet czekać na wiodących posiłki książąt Bretanii, Brabancji czy Andegawenii, choć każdemu z nich towarzyszyło nie mniej niż tysiąc ludzi. Rycerze nie chcieli walczyć u boku złożonych z ludzi niskiego stanu milicji komunalnych, „przeszkadzające” zaś oddziały łuczników i kuszników genueńskich zamierzano odesłać na tyły. Synowie i wnukowie ofiar spod Crécy i Poitiers po raz kolejny liczyli na oczywistą w ich mniemaniu wyższość dobrze urodzonego rycerstwa nad angielskimi plebejuszami, choćby uzbrojonymi w śmiercionośne łuki.