To było dziwne, ale skuteczne przeciwstawienie; globalna megagwiazda, która bez wysiłku poruszała się pomiędzy bombastycznym, pompatycznym R&B a nieco niezręcznymi, szczerymi wyznaniami o burzliwej karierze. Jednak pod koniec występu nastąpiło to, czego wszyscy oczekiwaliśmy od kogoś, kto zdobył 16 nagród Grammy i sprzedał ponad 75 milionów wydawnictw na świecie – pokora przerodziła się w chytrą pewność siebie.” Jon Caramanica z The New York Times również pozytywnie zrecenzował rewię, wyróżniając szczególnie wykonania teoretycznie „słabszych utworów”, takich jak „Party” oraz „Love on Top”. Ponadto, Caramanica napisał w swojej ocenie:

„Jasne jest, że podczas jej występów zawsze mamy do czynienia z doskonale dostrojonym silnikiem, jednak tym razem działał on w zaskakująco swobodny, luźny sposób. Beyoncé robiła zabawne, przesadzone miny, kręciła włosami i rozmawiała z publicznością, jak wieloletni kumpel. W przerwach między piosenkami, kiedy opowiadała o swoim życiu, korzystała co prawda z telepromptera, ale często improwizowała, co wychodziło jej na lepsze. [...] Beyoncé nie ustaje, wytrwale kontynuuje, z głosem, który przeskakuje między oktawami i jednocześnie wciąż nabiera mocy, ze słowami, które są równie ważne, co prostolinijne, i z nogami, które traktują powierzchnię sceny jak wroga, który potrzebuje gruntownego tupotu.