Wiesz, to byłby naprawdę japoński sen.

Bardzo zadowolony ze swego dzieła van Gogh opisał go raz jeszcze w liście do młodszego przyjaciela, malarza Émile’a Bernarda: (...) widok Arles – co do miasta, to można zobaczyć tylko kilka czerwonych dachów i wieżę, reszta jest przesłonięta listowiem drzew figowych, itd. Wszystko to w tle, a powyżej wąski pas błękitnego nieba. Miasto jest otoczone rozległymi łąkami pokrytymi niezliczonymi jaskrami – żółte morze. Na pierwszym planie łąki te przecina rów pełen fioletowych irysów. Właśnie koszą trawę, akurat jak ja maluję, więc jest to tylko szkic, a nie gotowy obraz, który zamierzałem namalować. Ale co za temat – eh – to morze żółtych kwiatów z szeregiem fioletowych irysów, a w tle urocze miasteczko pięknych kobiet.

Charakterystyczną cechą obrazu są wyraziste kontury użyte dla podkreślenia kształtów kwiatów, wykonane końcowymi muśnięciami pędzlem. Oznacza to odejście od praktyki impresjonistów, w poszukiwaniu czegoś bardziej określonego, co van Gogh zawdzięczał w pewnej mierze japońskim drzeworytom, ale też być może i wpływowi samego Bernarda, który właśnie zaczął mu przysyłać swoje ostatnie rysunki, na których kontury były często