Jednocześnie kawaleria powstańcza ruszyła do ataku na wroga. 600 kroków od linii rosyjskich Polacy pod ogniem karabinowym zostali zmuszeni do zatrzymania się. Przegrupowawszy się rozbili szyki rosyjskie atakiem na bagnety, po czym wycofali się. Wobec chaosu w szeregach rosyjskich Chmieleński polecił kolejne natarcie bagnetami, równoczesne z atakiem kawalerii na armaty.

Nieudana ofensywa kawalerii Powstańcza kawaleria nie była jednak zdolna do sprawnego działania, ponieważ jeszcze na początku bitwy została ostrzelana przez artylerię, a następnie rakietników. Ogień przeciwnika spowodował niewielkie straty, ale spłoszył konie, więc do zarządzonego ataku zdolnych było jedynie kilkunastu kawalerzystów. Kolejna salwa dział rosyjskich rozproszyła ich, a w trakcie szarży ranny został m.in. Adam Chmielowski, późniejszy św. Brat Albert.

Na lewym skrzydle trwały jednocześnie walki, którymi dowodził kpt. Esterhazy, jednak jego śmierć spowodowana postrzałem w głowę załamała walczących. Oddział został rozdzielony na dwie części i zaczął cofać się w kierunku sił głównych, ulegając dalszemu rozproszeniu. Ciężko ranny został wówczas dowodzący swoimi jednostkami płk. Władyczański, który zmarł wkrótce po bitwie.