Krzyżowcy zabezpieczyli wszystkie flanki zarówno przed łucznikami konnymi, jak i nad włócznikami stosując kolumny złożone z piechoty. Aby utrzymać trwałość kolumny, konnica dopasowała tempo swojego marszu do tempa piechoty.
Przez następne cztery dni, pomimo bycia pod niemalże ciągłym atakiem, krzyżowcy posuwali się naprzód. Całej armii dokuczał brak wody i gorąca temperatura. Po przybyciu do Bosry, armia jerozolimska uzupełniła zapasy korzystając ze skromnych dóbr miasta. Nadzieja krzyżowców została pogrzebana, gdy zamiast Altuntasza w Bosrze przywitała ich jego bezwzględna żona. Na domiar złego wprowadziła garnizon z Damaszku do cytadeli w Bosrze. Położenie krzyżowców było krytyczne, a Baldwin nie chcąc ryzykować rozpoczęcia oblężenia blisko granicy wroga, postanowił wraz ze swoimi żołnierzami zawrócić.
Jak się okazało, odwrót był dla armii Baldwina katastrofalny. Zmęczonym krzyżowcom doskwierało ciepło, pustynny kurz i ciągłe ataki Turków. Pewnego dnia Saraceni podpalili baldachim należący do wrogów, czym pogorszyli już i tak złą sytuację swoich chrześcijańskich oponentów. Krzyżowcy maszerowali w odwrocie wraz z rannymi oraz zabitymi, aby nie pozwolić na zwiększenie morale śledzących ich Turków.