31 sierpnia „Dąbrowa” wraz z kilkoma ułanami udał się na patrol, w którego trakcie ustalił, że w Marianowie na północny zachód od Leszna zakwaterowały dwie kompanie RONA. Wyniki rozpoznania wskazywały, że nieprzyjaciel okopał się na obrzeżach wsi, lecz ubezpieczenia wystawił wyłącznie od strony północnej i wschodniej. Podejścia od zachodu i południa nie były natomiast strzeżone, gdyż ronowcy czuli się bezpiecznie dzięki obecności silnych niemieckich placówek w Grądach i Powązkach.
Tymczasem polskie dowództwo zachęcone sukcesem w Truskawiu postanowiło utwierdzić nieprzyjaciela w przekonaniu, iż Grupa „Kampinos” przystąpiła do zakrojonych na szeroką skalę działań zaczepnych. Jako cel kolejnego ataku wybrano Marianów. Ze względu na charakter zadania postanowiono przeprowadzić wypad niewielkim, lecz dobrze uzbrojonym oddziałem – złożonym wyłącznie z ochotników. W szeregach zorganizowanego ad hoc szwadronu znalazło się 80 ułanów uzbrojonych głównie w broń maszynową. Większość ochotników dobrano z 2 szwadronu dowodzonego przez st. wachm. Józefa Niedźwieckiego ps. „Lawina”. W szeregach oddziału uderzeniowego znalazła się ponadto pewna liczba ułanów z 4 szwadronu dowodzonego przez ppor. Aleksandra Pietruckiego ps. „Jawor”.