Tak Pärt mówi o sobie w jednym z wywiadów: „Czułem, że znajduję się w martwym punkcie. Właściwie miałem dwa uczucia. Pierwsze, że nie mogłem przekazać tego, co chciałem tymi samymi środkami, którymi dysponowała współczesna muzyka.[...] Wtedy odkryłem, że elementarne prawdy ziemi i nieba, ludzkiej kultury, miały już te sposoby wypowiedzi których szukałem i okazały się o wiele łatwiejsze i czystsze, niż to, czego my używaliśmy”.

Minęło około osiem lat, które Estończyk poświęcił na studiowanie muzyki chorału gregoriańskiego i wczesnej polifonii z XIV-XVI w., dzieł takich mistrzów francuskich i flamandzkich jak Guillaume de Machaut, Johannes Ockeghem, Jacob Obrecht czy Josquin des Prés. Obok artystycznej, dokonywała się również reorientacja w jego życiu osobistym– będąc luteraninem zdecydował się na konwersję do cerkwi prawosławnej. W ciągu tych lat nie powstał prawie żaden utwór (jednym z nielicznych jest Trzecia symfonia).