Łódzki językoznawca Piotr Fąka, jeden z autorów Słownika polszczyzny rzeczywistej – pracy łódzkich naukowców i studentów – uważa, że do niedawna przeklinanie kojarzyło się z brakiem wykształcenia, dobrych manier i towarzyskiej ogłady. Twierdzi, że obecnie przekleństwa nie są powodem do wstydu; istnieje nawet pewna moda na przeklinanie. Według niego używanie przekleństw nie jest obecnie ograniczone wiekiem, płcią, wykształceniem, pozycją społeczną bądź osobowością.
Przekleństwa, wyzwiska i wulgaryzmy Na dosadność języka składają się przekleństwa, wyzwiska oraz wulgaryzmy i nie są to pojęcia jednoznaczne. Według językoznawcy Macieja Grochowskiego przekleństwa służą do kanalizowania emocji, są puste, nie niosą za sobą znaczenia i jako takie nie służą przekazywaniu informacji. Służą głównie do informowania o stanie emocjonalnym mówiącego. Mogą, ale nie muszą być wulgarne, np. „jasny gwint”, „a niech to”, „Jezus Maria”. Dla odmiany wulgaryzm może przekazywać treść. Wyzwiska zaś służą do obrażania osoby, do której mówiący ma negatywny stosunek. Mogą, choć nie muszą być wulgarne.