Jeszcze za życia mojej żony, z którą był skoligacony, przyjechał Piotruś do Wiednia i niby robił jakieś studia, ale więcej grał w karty i siedział u Puchera. Niski i garbaty, ale mający się za ideał męskiej piękności, zaczął dużo bywać w lekkim świecie, gdzie go oczywiście wyśmiewano. Zarozumiały i pyszałkowaty bez granic, płaszczący się przed wyższymi z rodu i stanowiska, pomiatający każdym, kto nie stał na wysokości "Górskich". Po kilku latach stał się Peter niemożliwym w polskich kołach wiedeńskich [...] wyniósł się więc do Lwowa, wstąpił pod Badenim do namiestnictwa, ale tam także grą w karty i swymi niesympatycznymi wadami zyskał sobie - samych nieprzyjaciół. Wskutek rodzinnych protekcji dał go Badeni na komisarza do starostwa krakowskiego sądząc, że Peterek, dostawszy się w tamtejszą atmosferę owianą wonią kościelnego kadzidła, znajdzie stosowniejsze dla siebie otoczenie. Ale garbaty Peter, przejęty powagą swej komisarskiej władzy, nadymał się jak purchawka, wydobył raz szpadę z pochwy przy jakimś zajściu ulicznym, co oczywiście homeryczny śmiech wywołało, a co więcej - uważając się za główną w starostwie osobistość i ignorując swego przełożonego - zaczął, jak się tylko dało na własną rękę załatwiać interesy starostwa.