Sprawa kanibali spod Choszczna – oficjalnie przybierająca miano ,,kryptonim Lecter" – określenie sprawy karnej dotyczącej zabójstwa oraz zbezczeszczenia zwłok, które miało mieć miejsce w 2002 roku we wsi Łasko w województwie zachodniopomorskim (powiat choszczeński, gmina Bierzwnik). Sprawa została ujawniona i wszczęto śledztwo kilkanaście lat po domniemanym zdarzeniu, a zakończyła się prawomocnym wyrokiem w 2021 roku. Zyskała szeroki rozgłos medialny ze względu na brak odnalezionych szczątków ofiary oraz ustalenia jej tożsamości i oparcie ustaleń sądu na zeznaniach oskarżonych. Była to pierwsza w powojennych dziejach Polski sprawa dotycząca kanibalizmu.

Geneza i tło wydarzeń Według ustaleń prokuratury, zdarzenie miało miejsce między lipcem a październikiem 2002 roku we wsi Łasko, położonej w północno-zachodniej Polsce, około 28 km na wschód od Choszczna i 89 km na południowy wschód od Szczecina. Domniemana zbrodnia miała swój początek podczas spotkania grupy mężczyzn w Łasku, którzy spożywali alkohol w lokalnym barze. W jego trakcie miał pojawić się nieznany starszy mężczyzna, z którym jeden z uczestników, a mianowicie Robert M. miał mieć zatarg na tle finansowym. Według treści zawartych w wysłanym przez rzekomo Zbigniewa B. liście sprawcy mieli pojmać tego mężczyznę, uprzednio go bijąc, następnie wywieźć go na jedno z pobliskich jezior Osiek, gdzie miał zostać zamordowany poprzez dekapitację w stanie nieprzytomności. Jego zwłoki miały zostać kolejno pocięte na kilka kawałków i usmażone na rozpalonym przez sprawców zbrodni ognisku, a pozostałe jego części zawinięte w folię, obciążone kamieniami i wyrzucone do wody ze środka jeziora.

Ujawnienie sprawy Sprawa nie była znana organom ścigania przez wiele lat. Do jej ujawnienia doszło na przełomie 2016 i 2017 roku, gdy policja otrzymała anonimowe dwa e-maile dotyczący zdarzenia z 2002 roku. Wiadomości były podpisane nazwiskiem jednego z rzekomych uczestników tamtych wydarzeń Zbigniewa B. który zmarł początkiem 2017 przed wysłaniem drugiego e-maila. Po otrzymaniu wiadomości funkcjonariusze zaczęli badać sprawę, co doprowadziło do zatrzymania czterech mężczyzn podejrzanych o udział w przestępstwie.

Oskarżeni

W postępowaniu karnym oskarżono cztery osoby:

Robert M. – oskarżony o bezpośrednie dokonanie zabójstwa.

Rafał O. – jeden z mężczyzn, który w toku śledztwa składał zeznania szczegółowo opisujące przebieg zdarzeń.

Sylwester B. i Janusz S. – oskarżeni o udział w zaginięciu oraz zbezczeszczeniu zwłok.

Część z oskarżonych zaprzeczała udziałowi w zdarzeniu lub kwestionowała wiarygodność zeznań innych uczestników.

Śledztwo Listy od Zbigniewa B.

Według policjantów Komendy Powiatowej Policji w Choszcznie pierwszy z e-maili informujący o rzekomym przestępstwie został wysłany na ich skrzynkę pocztową w 2016 co zapoczątkowało śledztwo w tej sprawie. Mimo iż ich adresat Zbigniew B. jeszcze wtedy żył, śledczy nie dokonali jego przesłuchania. Nie udało się zatem ustalić czy wysłana wiadomość faktycznie należała do niego. W momencie śmierci Zbigniew B. był po 50 roku życia, zmarł prawdopodobnie w wyniku zatoru podczas przebywania na podwórku, co eliminuje poszlakę sugerującą, że Zbigniew B. chciał zwierzyć się komuś ze swojej zbrodni niedługo przed śmiercią. Chorował natomiast na schizofrenię, co zostało udokumentowane. Z zeznań m.in. mamy i siostry niejednokrotnie opowiadał różnego rodzaju historię o rzekomo widzianym UFO, a także o tym, że jest jednym z apostołów.

Podsłuchy domowe i telefoniczne

Rafał O. pseudonim "Wnuczek" Rafał O. jeden z podejrzanych, był człowiekiem upośledzonym umysłowo cierpiącym na zaniki pamięci, co zostało udowodnione przez specjalistów. Był już wcześniej wielokrotnie karany za kradzieże czy jazdę pod wpływem alkoholu, policja znała go doskonale. Śledczy pracując nad rozwikłaniem sprawy "Kryptonim Lecter" założyli w jego mieszkaniu podsłuchy i rozpoczęli działania mające sprowokować "Wnuczka" do opowiedzenia o rzekomo wiadomych mu wydarzeniach. Po ich zamontowaniu funkcjonariusze policji zaczęli często jeździć do miejscowości w której wnuczek zamieszkiwał i zastając go najczęściej pijanego pod lokalnym sklepem, wypytywali go o wydarzenia sprzed kilkunastu lat. "Wnuczek" zaskoczony tą sytuacją, zaprzeczał wszelakimi insynuacjami, podobno chodził później po wiosce i opowiadać ludziom, o policjantach wypytujących go o pobicie i porwanie sprzed lat. To samo opowiedział również swojemu współlokatorowi w mieszkaniu gdzie zamontowane był podsłuchy.

Zwrot akcji i przyznanie się do winy

W pewnym momencie w sprawie Rafała O. pseudonim "wnuczek" nastąpił nagły zwrot akcji, niespodziewanie w swoim mieszkaniu zaczął opowiadać swojemu sąsiadowi ze szczegółami, że w przeszłości był świadkiem porwania i morderstwa oraz że został zmuszony przez Roberta M. do zjedzenia ludzkiego mięsa.

Twierdził także, że zabrał część tego mięsa ze sobą do domu by się go pozbyć lecz jego ówczesny współlokator Stanisław myśląc, że należy ono do królika, zdołał je skosztować twierdząc, że bardzo mu smakuje. Jak się później okazało Stanisław nie mógł próbować tego mięsa, ponieważ jak ustalono nie był jeszcze wtedy współlokatorem "wnuczka".

Zarejestrowano również moment w którym wnuczek mówi, że policjanci zapewnili go, że on sam w tej sprawie za nic nie odpowie a jedyne konsekwencje spotkają Roberta M.

Wyznania wnuczka w swoim mieszkaniu brzmiały tak jakby wiedział, że jest podsłuchiwany. Zawarł każdy szczegół wypowiedział nawet z imienia i nazwiska osoby biorące w nich udział. Zgadzały się ono praktycznie w całości z treściami e-maili, które dotarły na komendę policji. Kontrowersje może budzić fakt, że po odsłuchaniu nagrań z domu wnuczka policjanci bardzo często kontaktowali się z nim, informowali go także o działaniach w śledztwie.

Robert M. Pewnego dnia gdy Robert M. przebywał w pracy za granicą, gdy do jego domu w Polsce zawitali policjanci i nawiązali kontakt z jego rodziną m.in. żoną, która po ich wizycie poinformowała Roberta M. o zaistniałej sytuacji. Robert M. niedługo później zadzwonił do swojego szwagra Mirosława, nie zdając sobie sprawy, że jego telefon jest na podsłuchu, przekazał mu wytyczne by nie mówić policji o ich "przejażdżce" do Zielonej Góry z której musieliby się tłumaczyć.

Następnym zarejestrowanym przez policję połączeniem był telefon żony Mirosława do Sylwestra B. W treści rozmowy kobieta poprosiła go, że gdyby zjawiła się u niego policja, nie mówił, że kiedyś byli w jego domu w odwiedzinach jej mąż Mirosław razem z Robertem M. oraz Januszem S. Mężczyzna odpowiedział, że nie rozumie dlaczego miałby zatajać ten fakt i nie ma zamiaru kłamać jeżeliby ktoś go o to zapytał.

Trzecim podsłuchanym połączeniem była rozmowa telefoniczna Roberta M. z Januszem S.

Fragment stenogramu z podsłuchanej rozmowy telefonicznej

Robert M. -Jakby ktoś do ciebie dzwonił.

Janusz S.- No…

Robert M. -Na przykład policja, czy coś…

Janusz S. -No…

Robert M. -To mów, że nigdzie nie bylim. (…) Bo jakiś, k***, czubek im wysłał emalia z informacją, że to od Zbyszka B***,

Janusz S. -Może zza grobu…

Robert M. -Może mu pożyczyli Wifi, k***.

(…) Żebyś nie powiedział czasami, żebyś gafy nie strzelił, że bylim kiedyś na przejażdżce.

Wspomnianą "przejażdżką" według późniejszych wyjaśnień Roberta M. miało być inne zdarzenie sprzed sprawy o rzekomy mord dotyczące podróży jego, szwagra Mirosława oraz Janusza S. do Zielonej Góry, gdzie mieszkał Sylwester B. Doszło podczas niej do incydentu, pojazd prowadzony przez Mirosława wpadł w poślizg i uderzył w słup stojący przy drodze i mocno go uszkadzając. Mężczyźni nie zgłosili tego faktu policji a uszkodzony słup nadal miał stać w tamtym miejscu. Śledczy ustalili, że faktycznie takie zdarzenie miało miejsce.

Aresztowania podejrzanych Po mino wielu nieścisłości i słabych poszlak w 2017 roku Sąd Rejonowy w Szczecinie-centrum na wniosek prokuratury, podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu czwórki podejrzanych Roberta M. Rafała O. Sylwestra B. i Janusza S.

Robert M. pracujący wówczas w Niemczech, przebywał na weekend w swoim domu w Polsce, gdy wcześnie rano oddział antyterrorystyczny policji dokonał na niego nalotu, zatrzymując podejrzanego i zabezpieczając znajdujący się w domu sprzęt elektroniczny.

Podobnie wyglądały zatrzymanie pozostałych podejrzanych, spośród których jedynie Rafał O. przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia – opowiadając kilku krotnie o rzekomym morderstwie sprzed lat, za każdym razem zmieniał treść jego okoliczności oraz szczegóły. Gdy po ujawnieniu sprawy o rzekomy kanibalizm, reporterzy programu "UWAGA!" nawiązali z nim kontakt, powiedział on, że do opowiedzenia o całym zdarzeniu został zmuszony przez policję, która podobno miała się nad nim znęcać.

Weryfikacja środków transportu i przedmiotów materialnych W toku śledztwa organy ścigania podejmowały czynności mające na celu weryfikację przedmiotów, które według zeznań oskarżonych miały zostać użyte podczas zdarzeń z 2002 roku. Dotyczyło to m.in. środków transportu, sprzętu pływającego oraz narzędzi, które – zgodnie z relacjami – mogły mieć związek z zabójstwem i zatarciem jego śladów.

W trakcie przeszukania odnaleziono ponton, którym – według jednej z wersji wydarzeń – podejrzani mieli wypłynąć na Jezioro Osiek w celu zatopienia zwłok. Ustalono jednak, że ponton ten został wyprodukowany w 2011 roku, a więc kilka lat po okresie, w którym miało dojść do domniemanego przestępstwa. Ponadto ustalono, że ponton należał do nieżyjącego Zbigniewa B.

Śledztwo objęło również weryfikację samochodu marki Tarpan, należącego do Zbigniewa B., który według zeznań miał posłużyć do przewiezienia mężczyzny nad jezioro. Ustalono, że pojazd ten został zezłomowany pod koniec lat 90., a więc przed datą domniemanych zdarzeń.

Ponadto, mimo prowadzonych czynności poszukiwawczych, nie odnaleziono noża, który według relacji jednego z oskarżonych miał zostać wyrzucony do Jeziora Osiek po dokonaniu zabójstwa.

Przeszukanie jeziora Osiek

Mimo podejmowanych działań terenowych, w tym sprawdzania obszarów brzegowych oraz dna jeziora, nie odnaleziono żadnych szczątków ofiary ani innych dowodów materialnych, które potwierdzałyby fizyczną obecność ciała w wodzie. Brak ten był jednym z elementów wskazywanych w toku procesu jako istotny — w szczególności podnoszony przez obrońców oskarżonych jako argument o słabości dowodów materialnych.

Postępowanie sądowe Proces sądowy toczył się przed Sądem Okręgowym w Szczecinie. Oskarżeni odpowiadali za zabójstwo i zbezczeszczenie zwłok. Sąd analizował przede wszystkim zeznania oskarżonych i innych świadków. Ze względu na brak odnalezionych szczątków oraz dowodów biologicznych sprawa miała charakter poszlakowy.

Wyroki i apelacje W 2021 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie uznał Roberta M. za winnego zabójstwa i wymierzył mu 25 lat pozbawienia wolności. Pozostali oskarżeni zostali uznani za winnych zbezczeszczenia zwłok, jednak czyny te uległy przedawnieniu, w związku z czym nie orzeczono wobec nich kary pozbawienia wolności. Wyroki utrzymano w mocy po rozpatrzeniu apelacji przez Sąd Najwyższy w czerwcu 2024.

Kontrowersje i ocena dowodów Sprawa wywołała szeroką dyskusję ze względu na brak odnalezionych zwłok ofiary, brak jej identyfikacji oraz nacisk na zeznania oskarżonych, składane wiele lat po domniemanym zdarzeniu. Krytycy wskazywali, że brak dowodów materialnych utrudnia ocenę prawdziwości przedstawionych wersji wydarzeń, podczas gdy zwolennicy podkreślali, że polskie prawo dopuszcza skazanie za zabójstwo bez odnalezienia ciała, jeśli materiał dowodowy umożliwia jednoznaczne ustalenie winy.

Odbiór medialny Sprawa była szeroko opisywana w mediach ogólnopolskich i lokalnych, które często określały ją mianem „kanibalizmu”, przy czym to określenie miało charakter publicystyczny i nie stanowiło elementu formalnej kwalifikacji prawnej czynów.

Przypisy

Kategoria:2002 w Polsce