Something to Believe In – piąty album studyjny polskiego zespołu rockowego Chemia, wydany 29 kwietnia 2022 nakładem wytwórni DCM Records i Metal Mind Productions, a w dystrybucji międzynarodowej przez OMN Label Services. Za produkcję płyty odpowiada Andy Taylor, gitarzysta znany z zespoł Duran Duran, który jest również autorem tekstów wszystkich utworów i w dwóch kompozycjach występuje jako wykonawca. Album, utrzymany w stylistyce rockowej z wyraźnymi elementami bluesa i country, ukazał się siedem lat po poprzednim krążku zespołu, „Let Me” (2015).
Powstanie W 2018, po dwuletniej przerwie, do Chemii wrócił Łukasz Drapała. Wkrótce po jego powrocie Wojciech Balczun, Drapała i były gitarzysta grupy Maciej Mąka zaczęli wspólnie komponować materiał na nową płytę.
Produkcję płyty zespół zamierzał początkowo powierzyć Mące, grającemu wówczas równolegle m.in. z Agnieszką Chylińską i Patrycją Markowską. Ostatecznie, za sprawą brytyjskich menedżerów grupy, rolę tę objął Andy Taylor – gitarzysta Duran Duran.To do niego trafiały gotowe wersje utworów. Mąka pozostał współautorem i aranżerem materiału, a rozstanie z zespołem obyło się – jak zapewniał Balczun – bez negatywnych emocji.
Taylora muzycy znali wcześniej z Duran Duran i The Power Station, a także z solowej płyty Thunder. Balczun nazwał współpracę z nim „spełnieniem marzeń” i chwalił jego dbałość o szczegóły. Nagrania rozpoczęto w 2019 w londyńskim Baltic Studios od dwóch pierwszych utworów. Kilka miesięcy później zespół wrócił do tego samego studia, by pod okiem Taylora zarejestrować cały album; miksy i produkcję ukończono jeszcze przed końcem roku. Realizacją nagrań zajął się Darren Jones, a mastering wykonał w Abbey Road Studios Sean Magee, wcześniej członek ekipy odpowiedzialnej za wznowienia albumów The Beatles. Nagrano jedenaście kompozycji – o jedną więcej, niż znalazło się na płycie. Selekcji przebojów, jak podkreślał Drapała, w ogóle nie było: „Ten krążek to zapis naszej pracy nad… krążkiem. Po prostu”. Celem – zapewniał Balczun – była dobra rockowa piosenka, a muzycy nie rywalizowali o eksponowanie własnych partii. Taylor był pierwszym producentem w historii Chemii, który miał prawo ingerować w warstwę muzyczną. Stał się trochę częścią zespołu – opowiadał Balczun. Ingerencja Taylora była niewielka – Balczun określał ją jako symboliczną – jednak jej efekty uznawał za istotne. Producent zasugerował m.in. dodanie solówki gitarowej w The Widows Soul, którą sam wykonał, a także konkretnego akordu w refrenie The Best Thing; współpracował z Drapałą również przy kształtowaniu linii melodycznych. W oczach Balczuna Taylor to rockman z krwi i kości, muzyk, dla którego melodia ma bardzo duże znaczenie. Nietypowo przebiegała praca nad tekstami. Zespół świadomie powierzył ich przygotowanie autorowi anglojęzycznemu; pomysł wyszedł od Drapały, który przy powrocie do Chemii proponował, by pisał je ktoś, kto używa języka na ulicach UK/USA. Chodziło o naturalność – „my niezależnie od umiejętności językowych zawsze myślimy po polsku” – tłumaczył Balczun i podkreślał, że teksty rodziły się w długich dyskusjach wokalisty z producentem. Melodię Drapała znał wcześniej, ale gotowy tekst dostawał dopiero przy mikrofonie, bez czasu na przygotowanie; często zmieniała się przy tym fraza. Taki tryb nagrań kosztował wokalistę sporo stresu, ten jednak szybko mijał. Samego Taylora Drapała chwalił jako świetnego partnera do współpracy. Inaczej powstały partie smyczkowe w Anginie. Podsunął je Sacha Puttnam, który odwiedził muzyków w studiu i wpadł na pomysł już po pierwszym przesłuchaniu utworu – zadziałała intuicja, wspominał Drapała. Puttnam nagrał smyczki na syntezatorach; w warszawskim Studio Kamienica zastąpiono je później żywymi, zarejestrowanymi przez Tomasza Budkiewicza, z Janem Stokłosą na wiolonczeli.
Już w fazie demo zespół chciał przenieść utwory na nowy poziom tworzenia melodii. Nauczyliśmy się odpuszczać – przyznawał Balczun; muzycy nie upierali się przy własnych pomysłach, a więcej przestrzeni zyskiwały dzięki temu gitara basowa i wokal. Liderowi zapadła w pamięć rada Sevena Webstera, ówczesnego menedżera grupy: Wojtek, na samym końcu jak odchudzisz utwór z tych potężnych gitar, chodzi o to, by np. listonosz mógł zagwizdać melodię z piosenki. Takie sugestie – jak podsumowywał Balczun – otwierały muzykom głowy.
Charakterystyka muzyczna Styl
Something To Believe In opiera się na formule rocka alternatywnego, lecz wykracza poza jej konwencję, łącząc elementy bluesa, country, funku z domieszką soulu oraz cięższe brzmienie wywodzące się z grunge’u. Poszczególne utwory różnią się stylistycznie, dlatego recenzenci przywoływali bardzo odmienne punkty odniesienia – od Led Zeppelin i Soundgarden po Muse, Living Colour oraz Poison. Zarazem zgodnie podkreślali, że Chemia nie odtwarza cudzych wzorców, lecz podporządkowuje rozmaite inspiracje własnemu idiomowi muzycznemu. Jeden z brytyjskich krytyków zauważył nawet, że mimo słyszalnych związków z klasycznym rockiem i grunge’em trudno wskazać wykonawcę, którego twórczość stanowiłaby dla zespołu bezpośredni przykład. Andy Taylor nie narzucił zespołowi kierunku stylistycznego. Zainteresowanie klasycznym rockiem i brzmieniem lat osiemdziesiątych towarzyszyło Chemii od początku działalności, a blues pojawił się w jej muzyce później za sprawą Łukasza Drapały. Jak podsumował gitarzysta i lider grupy Wojciech Balczun: Zagraliśmy na niej akustycznie, czasem mocno, trochę w stylu country, bluesa czy southern rocka. Mimo tego nasz styl został tu zachowany.
Kompozycje powstawały od gitarowych riffów, lecz przez długi czas pozostawały pozbawione partii wokalnych. Jak wspominał Wojciech Balczun, dopisanie melodii okazało się najtrudniejszym etapem pracy, ponieważ dopiero ono nadawało instrumentalnym szkicom kształt pełnowartościowych utworów. Nad ich ostatecznym kształtem zespół pracował w praskich piwnicach, gdzie – jak wspominał Łukasz Drapała – Wojciech Balczun i współpracujący z zespołem Maciej Mąka trzymali go przy mikrofonie tak długo, aż wyśpiewał właściwe frazym.
Dopiero wtedy materiał przekazano Andy’emu Taylorowi, wieloletniemu gitarzyście Duran Duran. Był to pierwszy producent w historii Chemii, który ingerował również w warstwę muzyczną utworów. Do współpracy doszło z inicjatywy ówczesnego agenta zespołu, Sevena Webstera, współpracującego w tym czasie także z Taylorem. Producent rozpoczął pracę od dwóch nagrań, a nadzór nad całym albumem objął dopiero po pomyślnym zakończeniu pierwszej sesji.
Nagrania zarejestrowano w polskich Baltic Studios oraz Studiu Kamienica, natomiast mastering wykonał Sean Magee w londyńskim Abbey Road Studios. Andy Taylor napisał wszystkie teksty piosenek, a jego rola wykraczała poza obowiązki producenta. Wziął bezpośredni udział w nagraniach, wykonując solówkę gitarową w The Widows Souli dogrywając partię wokalną do New Romance. Jak wspominał Łukasz Drapała, największe znaczenie miały jednak decyzje Taylora dotyczące samych aranżacji. Kilka zmian wystarczyło, by – jak to ujął wokalista – oczyścić materiał i nadać nagraniom bardziej zwarty charakter.
Ostateczny kształt nagrań wynikał z konsekwentnego upraszczania aranżacji. Jak wspominał Wojciech Balczun, zespół świadomie rezygnował z kolejnych partii gitarowych, aby wyeksponować sekcję rytmiczną i partię wokalną. Kierunek ten pozostawał zgodny z radą Sevena Webstera, który przekonywał, że melodia powinna zachować czytelność nawet po maksymalnym ograniczeniu instrumentacji. Jak wspominał Balczun, agent ujmował tę zasadę następująco: Wojtek, na samym końcu jak odchudzisz utwór z tych potężnych gitar, chodzi o to, by np. listonosz mógł zagwizdać melodię z piosenki.
Zmiana sposobu aranżowania utworów szczególnie wyraźnie wyeksponowała partię basu Błażeja Chochorowskiego. Jak podkreślał Wojciech Balczun, w kilku nagraniach instrument ten świadomie wysunięto na pierwszy plan. Łukasz Drapała oceniał, że dopiero na tym albumie bas zabrzmiał zgodnie z pierwotnymi założeniami zespołu. Równie wysoko ocenili go recenzenci: jeden z nich nazwał Chochorowskiego nowym królem rytmu w hard rocku, inny określił go mianem muzyka wybitnego. Krytycy zwracali zarazem uwagę na przejrzystość brzmienia, w którym żaden z instrumentów ani partia wokalna nie dominują nad pozostałymi.
Odmienny charakter zyskał również śpiew Łukasza Drapały. Według recenzentki MetalNews.pl wokalista odszedł od jednostajnego prowadzenia głosu opartego na mocnej chrypie, częściej modulując barwę i wzbogacając frazy subtelnymi ornamentami. Krytycy porównywali jego interpretacje do sposobu śpiewania Davida Draimana, Chrisa Stapletona i Mylesa Kennedy’ego, najczęściej jednak przywoływali Chrisa Cornella, którego wpływ – zdaniem recenzenta LiveRocka – jest słyszalny w znacznej części materiału. Sam Drapała podkreślał jednak, że mimo doświadczeń zdobytych w innych projektach świadomie ograniczył repertuar stosowanych środków wyrazu, uznając jednolitą manierę wokalną za jeden z elementów spajających brzmienie całego albumu.
Kolejność utworów podporządkowano układowi wydania winylowego. Pierwszą stronę wypełniają kompozycje o większej dynamice, drugą zaś utwory spokojniejsze i bardziej rozbudowane nastrojowo.
Stronę pierwszą otwiera Modern Times, rozpoczynające się bluesową gitarą i wokalizami, by po wejściu riffu Wojciecha Balczuna przejść w energiczny southern rock. Najbardziej rozbudowaną aranżację otrzymała jednak Angina. Jej charakter wyznaczają smyczki, które czterech recenzentów niezależnie porównało do Kashmiru Led Zeppelin. Partie te nie zostały jednak wygenerowane elektronicznie. Aranżację przygotował Sacha Puttnam, a wykonali ją skrzypaczki Agnieszka Klahs i Paulina Mastyło oraz wiolonczelista Jan Stokłosa. Łukasz Drapała przyznawał, że skojarzenie z Led Zeppelin mogło wynikać ze sposobu prowadzenia smyczków równolegle do gitarowego riffu, choć nie wskazywał tej kompozycji jako bezpośredniej inspiracji.
Brzmienie i produkcja Brzmieniem albumu pokierował Andy Taylor. Zespół zawdzięczał mu jeden konkretny nawyk: Nauczyliśmy się odpuszczać – przyznawał Balczun. Muzycy przestali upierać się przy własnych pomysłach, a rezygnacja z partii jednego instrumentu zostawiała więcej miejsca gitarze basowej i wokalowi. Liderowi zapadła w pamięć rada ówczesnego menedżera grupy, Sevena Webstera: Wojtek, na samym końcu jak odchudzisz utwór z tych potężnych gitar, chodzi o to, by np. listonosz mógł zagwizdać melodię z piosenki.
Efekt usłyszeli recenzenci. Agnieszka Kozera zwróciła uwagę na świetną słyszalność basu, który niejednokrotnie stanowi pierwszy plan utworu; perkusję, gitary i wokal uznała za wyważone, bez nachalnego wysuwania któregokolwiek instrumentu na piedestał. Witold Żogała nazwał Błażeja Chochorowskiego muzykiem wręcz wybitnym, a jego grę na basie uznał za realny wkład w nową jakość brzmienia Chemii. Simon Rushworth pytał, czy basista nie jest nowym królem rytmu w hard rocku, a przy Modern Times pisał, że znów kradnie całą płytę. Peter Dennis chwalił zgranie Chochorowskiego z perkusistą Adamem Kramem w Blood Money. Zdaniem Dennisa produkcja nadała każdemu utworowi osobny charakter.
Wokal Łukasz Drapała wrócił do Chemii w 2018, po dwuletniej przerwie, a płyta była pierwszą, jaką nagrał z zespołem od siedmiu lat. Recenzenci przyjęli jego powrót jednogłośnie.
Grzegorz Bryk uznał go za wokalistę miary Mylesa Kennedy’ego, przede wszystkim jednak Chrisa Cornella – nad znaczną częścią materiału wisiał jego zdaniem grunge’owy duch Soundgarden. Simon Rushworth słyszał w tym głosie kolejno Davida Draimana, Chrisa Cornella i Chrisa Stapletona. Peter Dennis pisał, że to właśnie Drapała jest gwiazdą płyty. Mariusz Jagiełło stwierdzał: Zawsze uważałem, że Łukasz Drapała to jeden z lepszych polskich wokalistów, jednak dopiero na tej płycie pokazuje na co tak naprawdę go stać.