thumb|F-16 Fighting Falcon nad Irakiem, 2003 General Dynamics F-16 Fighting Falcon – samolot wielozadaniowy zbudowany przez amerykańską wytwórnię Fort Worth korporacji General Dynamics, która obecnie jest częścią koncernu zbrojeniowego Lockheed Martin. Produkowany od drugiej połowy lat 70. do chwili obecnej F-16, jest użytkowany przez siły powietrzne 24 krajów. Do końca 2003 wyprodukowano 4129 egzemplarzy, w 2008 do Polski dostarczono 4400 egzemplarz, a w 2012 roku 4500 wyprodukowany F-16 dla Maroka.

Ogólna charakterystyka samolotu

Samolot F-16 w dotychczasowych walkach nie padł ofiarą innego myśliwca. Oficjalny rezultat walk powietrznych, w których brał udział to 72 zwycięstwa powietrzne (52 – Izrael, 11 – Pakistan, 8 – Stany Zjednoczone i 1 – Holandia). Są to dane amerykańskie, ale nawet pesymistyczne oceny rosyjskie (Rosjanie potwierdzają ok. 39 zwycięstw) świadczą wyraźnie na jego korzyść. Obecnie, dzięki pociskom AIM-120 AMRAAM F-16 mogą zwalczać przeciwnika spoza zasięgu widzialności wzrokowej, będąc jednocześnie bardzo skutecznym podczas toczenia manewrowych walk powietrznych.

Jest to także bardzo skuteczny samolot uderzeniowy, który może zwalczać cele naziemne w dzień i w nocy przy ograniczonej widzialności (samoloty wyposażone w zasobniki celownicze LANTIRN lub Sharpshooter, albo też izraelskie Litening), przełamywać obronę powietrzną przeciwnika (głównie F-16C/D Block 50/52), a także wykonywać zadania wsparcia wojsk lądowych i sił morskich (F-16 zintegrowano z AGM-84 Harpoon i z norweskim pociskiem Penguin).

Samolot ten był podstawowym samolotem USAF do 2020 r. W służbie innych państw, samoloty te pozostaną zapewne jeszcze dłużej.

Izrael Pierwszym państwem, które F-16 użyło w walce był Izrael. W czasie, gdy pierwsze jego egzemplarze trafiły do tego kraju, na Bliskim Wschodzie od ośmiu lat (od zakończenia wojny Jom Kipur) panował jeszcze względny spokój, ale niedługo potem w Libanie wybuchła wojna domowa (a właściwie wojna syryjsko-libańska) pomiędzy chrześcijanami a sfanatyzowanymi muzułmanami inspirowanymi i wspieranymi przez Syrię. Rozpoczął się też długotrwały i krwawy konflikt między Irakiem i Iranem.

Atak na reaktor Osirak Izrael, zaniepokojony irackimi dążeniami do skonstruowania własnej bomby jądrowej, postanowił zniszczyć ośrodek atomowy, który był budowany w pobliżu Bagdadu przy znacznym udziale specjalistów francuskich. Budowniczowie wykorzystywali francuskie i włoskie technologie oraz uran dostarczony przez Brazylię. Centralnym jego elementem był niemal ukończony, ale ciągle zimny reaktor, który czekał na umieszczenie w nim paliwa – wzbogaconego uranu. Nazwano go „Osirak” – z połączenia francuskich słów Osiris, które było nazwą tego typu reaktora, i Irak. thumb|Izraelski F-16A numer 243; maszyna ta wzięła udział w operacji „Opera”, pilotowana przez Ilana Ramona

Operację planowano na lipiec 1981, aby uniknąć konsekwencji zniszczenia gorącego reaktora. Plany akcji przygotowywano już od 1979. Początkowo myślano o wykorzystaniu grupy uderzeniowej złożonej z samolotów A-4 i F-4, jednak ich zasięg zmuszał do tankowania ich w powietrzu, co nad obcym terytorium było bardzo ryzykowne. Dopiero dostarczone w 1980 F-16 dawały możliwość osiągnięcia celu bez tankowania, pod warunkiem użycia trzech zbiorników podwieszanych. Ówczesne instrukcje amerykańskie zabraniały w takim przypadku zabierania bomb (choć po pozytywnych doświadczeniach izraelskich sami Amerykanie zaczęli stosować taką kombinację podwieszeń), gdyż obawiano się uderzenia w nie zrzucanych zbiorników po paliwie. Izraelscy piloci podjęli jednak udaną próbę wykorzystania takiej konfiguracji. Na pustyni Negew zbudowano wierną makietę irackiego ośrodka, na której bombardowanie z lotu nurkowego ćwiczyli wyznaczeni do akcji piloci (8 i 4 zapasowych). Na ich dowódcę mianowano Ze’eva Raza, dowódcę pierwszej w IAF eskadry wyposażonej w F-16. Uderzenie, któremu nadano kryptonim „Opera”, wyznaczono na niedzielę, 10 maja 1981, ale tuż przed startem akcję odwołał premier Izraela, Menachem Begin. Przyczyną było ostrzeżenie przekazane premierowi przez przywódcę opozycji Szimona Peresa. Begina nie przestraszyły pogróżki Peresa, lecz przeciek o planach ściśle tajnej operacji.

Wkrótce potem izraelski wywiad zapewnił, że żadna wiadomość nie dotarła do któregokolwiek z państw arabskich, i akcję postanowiono mimo wszystko przeprowadzić. Tymczasem technicy, którzy po odwołaniu rajdu 10 maja po południu rozbrajali przygotowane samoloty, odkryli, że źle nastawiono opóźnienia na zapalnikach, co skończyłoby się zniszczeniem atakujących F-16 bombami poprzedników. 7 czerwca 1981Ponownie wybrano niedzielę, ze względu na nieobecność francuskich specjalistów na terenie ośrodka; jak się jednak okazało, Francuzi pracowali według arabskiego kalendarza, z wolnym czwartkiem i piątkiem. był terminem ostatecznym, dalsza zwłoka groziła niepowodzeniem akcji. Tego dnia wiał wyjątkowo silny wiatr i musiano zmienić kierunek startu na odwrotny. F-16, przebazowane na czas akcji na przeznaczone do opuszczenia lotnisko Etzion, musiały teraz przelecieć nad Zatoką Akaba.

Przypadek sprawił, że grupa przeleciała na małej wysokości niemal wprost nad jachtem, na którym wypoczywał król Jordanii Husajn. Król Husajn, który sam był pilotem, bez trudu rozpoznał typ i przynależność samolotów. Dostrzegł też podwieszone bomby i zbiorniki dodatkowe. Widząc, że samoloty skierowały się na wschód, zdał sobie sprawę, że celem może być tylko Irak. Drogą radiową polecił naczelnemu dowództwu jordańskich sił zbrojnych w Ammanie przekazanie odpowiedniego ostrzeżenia irackiemu przywódcy. Jednak Saddam Husajn przebywał wówczas w pobliżu frontu, dekorując swoich żołnierzy. Obecna w Bagdadzie dyżurna służba operacyjna ostrzeżenie zlekceważyła. Ósemka F-16A, osłaniana przez F-15A, kontynuowała lot na wysokości 100 m w kierunku przedmieść irackiej stolicy.

Zaskoczenie było kompletne, żadna z osłaniających ośrodek baterii 2K12 Kub nie odpaliła ani jednego pocisku, a samoloty spotkał nad celem jedynie słaby ogień małokalibrowych działek przeciwlotniczych. Tylko jeden izraelski pilot chybił – jego bomby zrzucone na oślep w kierunku przykrytych dymem i pyłem resztek reaktora, trafiły w okoliczne budynki. Atakowany obiekt został kompletnie zniszczony. Wszystkie F-15 i F-16 wróciły do baz nieniepokojone przez nikogo także w drodze powrotnej. Trasa lotu do celu przebiegała na 100 m i na tej wysokości samoloty przeleciały większość z 2500 km.

Był to duży sukces tej maszyny. Celność bombardowania nie odbiegała od uzyskiwanej w warunkach poligonowych – w obiekt o średnicy nieprzekraczającej 50 metrów trafiło bezpośrednio 14 z 16 zrzuconych bomb – czyli około 88%.

Inne zestrzelenia w 1981 Na wykazanie zalet jako samolotu myśliwskiego samolot musiał poczekać jeszcze rok, do bitwy nad doliną Bekaa. Jednak zwycięstwa powietrzne odnoszono już wcześniej. 28 kwietnia 1981 para F-16A przechwyciła i zniszczyła syryjski śmigłowiec Mi-8, lecący z zaopatrzeniem dla obozów terrorystów w południowym Libanie. Kolejną maszynę tego typu zestrzelono pięć godzin później. Nie są znane nazwiska pilotów, którzy odnieśli te pierwsze na F-16 zwycięstwa powietrzne.

14 lipca 1981 ppłk (dowódca jednego z izraelskich dywizjonów F-16) zestrzelił syryjskiego MiG-a-21. Był to pierwszy na F-16 przypadek zestrzelenia myśliwca przeciwnika. W pierwszej połowie roku izraelskie F-16 zniszczyły jeszcze pięć kolejnych syryjskich MiG-ów-21.

Atak na dolinę Bekaa Działający w Północnej Galilei partyzanci OWP mocno dali się we znaki okolicznej ludności, ostrzeliwując z moździerzy i z katiusz żydowskie osiedla i kibuce. Przeprowadzili też szereg śmiałych zamachów w całym Izraelu i poza jego granicami. Od 1981 izraelskie lotnictwo bardzo zintensyfikowało swoją działalność w tym rejonie, na co Syria zareagowała budową silnego systemu OP w rejonie dominującego nad okolicą wzgórza Heron i sąsiedniej doliny Bekaa.

Rząd izraelski, obawiając się konfliktu z Syrią, w połowie 1982 uznał, że dalsza bezczynność jest niepożądana i na początku czerwca rozpoczął lądowo-powietrzną operację Pokój dla Galilei, której celem było spacyfikowanie terrorystycznych obozów. Kulminacyjnym jej momentem miało stać się przełamanie naziemnego systemu OP zbudowanego głównie w dolinie Bekaa, którą trzeba było przekroczyć w drodze na tereny partyzanckich siedzib.

Obronę tę tworzyły dwie syryjskie brygady KUB-ów, w składzie po sześć baterii każda (razem 12 baterii po 4 wyrzutnie – 48 samobieżnych wyrzutni) i mieszana brygada rakiet Wołchow i Newa, dysponująca siedmioma bateriami (w bateriach Newa – cztery wyrzutnie, w bateriach Wołchow – po sześć wyrzutni, wszystkie umieszczone w umocnionych, wybetonowanych stanowiskach). Główną wadą tego systemu było to, że choć tworzyło go ponad 80 wyrzutni rakiet przeciwlotniczych różnych typów (nie licząc licznych, odpalanych z ramienia Strzała-2), to wystarczyło zniszczyć radiolokatory kierowania ogniem poszczególnych baterii, by pozbawić je zdolności bojowej. Dzięki temu liczba celów do natychmiastowego ataku zmniejszyła się do 19. Ale i to zadanie nie było łatwe – przy próbie wprowadzenia grupy samolotów w zasięg rażenia zestawów były one teoretycznie zdolne do zestrzeliwania po 12-16 samolotów co 30-45 s.

Przebieg akcji Plan akcji, która otrzymała kryptonim Mole Cricket 19 przygotowano bardzo starannie, ale i tak jego realizacja wiązała się ze znacznym ryzykiem. Uderzenie zaplanowano na 9 czerwca 1982. Liczne Kfiry, A-4, F-4, F-15 i F-16 pozostawały w gotowości do działań już od godziny 12:00, lecz zgoda rządu na rozpoczęcie operacji nadeszła dopiero o 13:30. Pierwsze wyznaczone do akcji grupy wystartowały w trybie alarmowym.

Najłatwiej było zniszczyć radiolokator kierowania ogniem baterii pociskiem przeciwradiolokacyjnym, zdolnym do naprowadzania się na stację radiolokacyjną. Do akcji planowano użycie takich właśnie pocisków, AGM-45 Shrike. Były to najstarsze rakiety tego typu, a ich główną wadą było gubienie celu po wyłączeniu stacji. Dlatego zdecydowano, że odpalające je samoloty F-4 będą kontynuowały lot na drodze bojowej, do momentu, w którym będą mogły odpalić kierowane optycznie AGM-65 Maverick po zbliżeniu się na odległość wzrokowej obserwacji do serca baterii. Obsługa radiolokatora będzie miała wówczas do wyboru – wyłączenie go i dopuszczenie izraelskich maszyn na odległość strzału Maverickiem lub kontynuowanie własnej sekwencji strzelania na wyścigi z lecącym do nich Shrikiem.

Ta metoda nie nadawała się do zniszczenia pozostałych 19 baterii, urzutowanych w głąb i wzajemnie się osłaniających, najpierw trzeba było choć w przybliżeniu rozpoznać ich położenie. Służyły temu liczne samoloty bezpilotowe wysłane do doliny Bekaa przed grupą zbliżających się maszyn bojowych. Następnie do celu podeszły grupy F-16, które, nie wchodząc w zasięg ognia syryjskich rakiet, zrzuciły urządzenia Samson i Delila. Były to szybujące pułapki, przebudowane ze zwykłych bomb lotniczych poprzez dodanie skrzydeł i prostego, programowanego autopilota, który odpowiednio nimi manewrował. Delila był unowocześnioną wersją Samsona, mogącą dłużej utrzymywać się w powietrzu dzięki wyposażeniu w silnik rakietowy. Baterie otworzyły ogień do bomb-pułapek, a wtedy zbliżające się na małej wysokości 24 F-4E z pociskami Shrike i Maverick ruszyły do ataku, kierowane przez patrolującego w powietrzu E-2C. Dodatkowo ich zadanie ułatwiły zakłócenia syryjskich kanałów łączności wysyłane przez lecący najwyżej samolot Boeing 707.

W zmasowanym ataku trafiono wszystkie radiolokatory, a na obezwładnione baterie ruszyła trzecia fala ataku – Kfiry i A-4. Zbombardowały one z lotu nurkowego poszczególne wyrzutnie i inne elementy zestawów przeciwlotniczych. W czasie tego ataku jeden z A-4 trafiony ogniem z działka przeciwlotniczego rozbił się w pobliżu swojego celu. Była to jedyna bojowa strata izraelskiego lotnictwa w dniach 9 i 10 czerwca.