Wołyń – polski dramat wojenny z 2016 w reżyserii i według scenariusza Wojciecha Smarzowskiego, opracowany na kanwie opowiadań Stanisława Srokowskiego oraz wspomnień świadków rzezi wołyńskiej z lat 1943–1944. Głównym tematem filmu jest wspomniane ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu podczas II wojny światowej, ukazane na przykładzie losów Polki Zosi Głowackiej (Michalina Łabacz), próbującej za wszelką cenę przetrwać mord nacjonalistów ukraińskich na Polakach.
Wołyń został przeważnie pozytywnie przyjęty przez polskich krytyków. Część recenzentów podkreślała uniwersalność przesłania i wysokie walory artystyczne, a z entuzjazmem film przyjęły zwłaszcza środowiska prawicowo-nacjonalistyczne, tym bardziej że premiera filmu korelowała z rewizją dotychczasowej polityki zagranicznej wobec Ukrainy. Sam reżyser – choć deklarował bezstronność w ukazywaniu konfliktu polsko-ukraińskiego – mierzył się z zarzutami podsycania wzajemnych narodowych animozji. Film okazał się wielkim sukcesem frekwencyjnym i otrzymał szereg nagród, w tym dziewięć Polskich Nagród Filmowych (także za najlepszy film) oraz trzy wyróżnienia na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Na Ukrainie Wołyń nie został dopuszczony do dystrybucji kinowej.
Streszczenie fabuły Akcja filmu rozpoczyna się wiosną 1939 w wiosce na Wołyniu, od ślubu Ukraińca Wasyla Huka i Polki Heleny Głowackiej, która jest siostrą głównej bohaterki filmu, Zosi. Zosia także jest zakochana w Ukraińcu Petrze, lecz jej ojciec decyduje o wydaniu jej za mąż za zamożnego i dużo starszego od niej sołtysa, Macieja Skibę. Uroczystość weselną zakłóca ukraiński nacjonalista ze Lwowa, który wznosi toast na cześć Adolfa Hitlera.
We wrześniu 1939 Związek Radziecki ku zadowoleniu miejscowych Żydów zajmuje Wołyń (agresja ZSRR na Polskę), a oficerowie sowieccy aresztują Zofię i jej męża jako „kułaków”. Petro doprowadza do uwolnienia Zosi, poświęcając przy tym swoje życie. Maciej Skiba zostaje jednak zesłany w głąb ZSRR, do łagru.
W 1941 po agresji III Rzeszy na Związek Radziecki Niemcy zajmują Wołyń, a Ukraińcy, wykorzystując zmianę okupanta, biorą aktywny udział w ludobójstwie Żydów. Z upływem czasu pogarszają się też warunki bezpieczeństwa dla Polaków, a samotnie wychowująca swe dzieci Zosia doświadcza napadów ze strony banderowców (OUN-B). W obliczu narastającego zagrożenia ze strony OUN oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii, Armia Krajowa próbuje organizować oddziały samoobrony dla Polaków. Akowcy pomagają też Zosi, która leczy rannego żołnierza polskiego ruchu oporu, Antka.
Działania ukraińskich nacjonalistów przeciw Polakom jednak nie ustają. W 1943 rozpoczyna się rzeź Polaków we wsiach i kościołach rzymskokatolickich. Ukraińscy nacjonaliści mordują Polaków bez względu na wiek i płeć, za pomocą sierpów, siekier i broni palnej. Część Ukraińców, którzy opierają się udziałowi w ludobójstwie, zostaje siłą włączona do Ukraińskiej Powstańczej Armii pod groźbą kary śmierci. Zosia, której rodzice i siostra Helena zostają zamordowani, ledwo uchodzi z życiem. Coraz bardziej wycieńczona fizycznie bohaterka doświadcza – oprócz mordów Ukraińców na Polakach – akcji odwetowej polskiego podziemia na ukraińsko-polskiej rodzinie; od śmierci z rąk banderowców ratuje ją oddział żołnierzy niemieckich powracających z frontu wschodniego. W wyniku doświadczonej traumy Zosia, popadając w obłęd, opuszcza Wołyń na furmance, która wywozi ją z ogarniętego rzezią regionu.
Obsada Opracowano na podstawie materiału źródłowego
Produkcja Prace przygotowawcze mały|Cerkiew z Grąziowej, w której w 2014 były realizowane sceny do filmu Wołyń Wojciech Smarzowski, reżyser filmu, jego ideę obmyślił już na przełomie 2011 i 2012. Scenariusz filmu powstał z inspiracji opowiadaniami Stanisława Srokowskiego ze zbioru pt. Nienawiść, z których zostało zaczerpniętych kilka wątków. W filmie zaplanowano około 130 ról aktorskich, w których mówi się pięcioma językami: ukraińskim, polskim, niemieckim, rosyjskim i jidysz. Prace przygotowawcze rozpoczęły się na przełomie 2013 i 2014, a produkcja filmu – po przyznaniu dotacji przez Polski Instytut Sztuki Filmowej w pierwszym kwartale 2014.
Intencją Smarzowskiego było przepracowanie na nowo traumy rzezi wołyńskiej oraz zbudowanie nici porozumienia między Polakami a Ukraińcami: „Chciałbym, żeby ten film był mostem, a nie murem […] Może to naiwne podejście […], ale uważam, że film wzbudzi emocje, a gdy emocje opadną, historycy polscy i ukraińscy powinni na nowo podjąć temat”. Smarzowski nie miał na celu rozbudzania nienawiści wobec Ukraińców, gdyż jego zdaniem Wołyń był skierowany przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi. Co więcej, Smarzowski snuł aluzje do nastrojów nacjonalistycznych towarzyszących współczesności: „Ważne jest, żeby ludzie pomyśleli, że Wołyń – i to, co się dzieje nie tylko na Ukrainie, ale w Polsce, gdy na ulice wychodzą narodowcy i biją człowieka za to, że mówi w innym języku – to wcale nie są takie obce światy”.
Obsada i zdjęcia Główną rolę Zosi Głowackiej Smarzowski powierzył Michalinie Łabacz, filmowej debiutantce wyłonionej spośród 250 aktorek biorących udział w castingu. Łabacz przed castingiem poczyniła staranne przygotowania do roli, czytając książki o rzezi wołyńskiej i ucząc się tamtejszej gwary. Rolę ekranowego męża Zosi Smarzowski przeznaczył dla Arkadiusza Jakubika, swojego wieloletniego filmowego współpracownika. Jakubik przyznawał w jednym z wywiadów, że miał bardzo osobisty stosunek do filmu, ponieważ jego dziadkowie uciekli w 1943 roku spod Stryja w obawie przed rzezią. W castingu starannie wyselekcjonowano także aktorów z drugiego i trzeciego planu, najczęściej wybierając osoby z niedowagą, aby dodatkowo podkreślić trudne warunki życia podczas wojny. Role Ukraińców otrzymali przeważnie ukraińscy aktorzy teatralni bez doświadczenia filmowego, wyłonieni podczas internetowych przesłuchań na podstawie ich dotychczasowych ról teatralnych.
Za zdjęcia do filmu odpowiadał operator Piotr Sobociński jr., który wcześniej współpracował ze Smarzowskim przy produkcji filmu Drogówka (2013). Sobociński jr., zgodnie z dotychczasowym stylem filmowym Smarzowskiego, kręcił sceny z użyciem bardzo ostrego światła, które uwydatniało wszelkie niedoskonałości cielesne bohaterów. Kostiumy uszyli Wanda Kowalska, Paweł Grabarczyk, Magdalena Jadwiga Rutkiewicz-Luterek i Agata Drozdowska. Rutkiewicz-Luterek podkreślała, że kostiumy dla odtwórców ról ukraińskich nacjonalistów opracowano tak, aby podkreślić różnice między ukraińskimi a niemieckimi mundurami: „Wierzchnia warstwa to ciemnozielony lub czarny mundur, a pod nim zawsze widoczne oznaki narodowościowe – czerwony haft koszuli lub okrągły znak na czapce z żółtym tryzubem na niebieskim tle”. Scenografię do Wołynia zaprojektował , który na potrzeby filmu odnalazł plenery na Lubelszczyźnie, Kielecczyźnie i Podkarpaciu. Finałową scenę przejazdu przez most Zawierucha zainscenizował, odnalazłszy zaniedbany, drewniany most nad Narwią, który idealnie wpisywał się w realia epoki.
Za plenery podczas kręcenia filmu posłużyły Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej, Trzęsówka (kościół), Lipnica (Brzycholina), Jeziorzany, Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie, Muzeum Wsi Kieleckiej, gmina Wizna. Zaplanowano także ujęcia w Sanoku (Muzeum Budownictwa Ludowego) oraz w okolicach Rawy Mazowieckiej i Skierniewic.
W trakcie prac nad filmem, w lutym 2016, Smarzowski publicznie zaapelował o wsparcie finansowe potrzebne do ukończenia produkcji, ze względu na wyczerpanie budżetu. Wówczas proces powstawania filmu wsparli w oświadczeniach Stanisław Srokowski oraz Ewa i Władysław Siemaszkowie. Na potrzeby dofinansowania produkcji powstała Fundacja na Rzecz Filmu Wołyń. Następnie wsparcia finansowego udzieliły m.in. Telewizja Polska i Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych.
Muzyka Muzykę do filmu Wołyń opracował Mikołaj Trzaska, który starał się zawrzeć w swojej kompozycji wpływy kultury polskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Ścieżka dźwiękowa do filmu, wydana nakładem Polskiego Radia, liczy 10 utworów wykonanych przez Orkiestrę Klezmerską Teatru Pogranicza. Kompozycje Trzaski wykorzystują dźwięki instrumentów dętych i perkusyjnych, kontrabasu oraz efekty akustyczne.
Odbiór mały|Wojciech Smarzowski oraz Arkadiusz Jakubik podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (2016)
Frekwencja kinowa i krytyka w Polsce Wołyń został skierowany do dystrybucji kinowej 7 października 2016 roku. W ciągu siedmiu tygodni wyświetlania filmu w Polsce (do 27 listopada 2016 roku) Wołyń obejrzało w kinach blisko 1 400 000 widzów. Film Smarzowskiego w box offisie za rok 2016 zajął wysokie, trzecie miejsce na liście najczęściej oglądanych polskich filmów.
Recenzje Wołynia w Polsce były przeważnie pozytywne. Część recenzentów akcentowała uniwersalność produkcji Smarzowskiego. Przykładowo recenzent „Gazety Wyborczej” Tadeusz Sobolewski podkreślał, że Wołyń to „film bez precedensu w polskim kinie po 1989 roku”, dający „całościowy obraz świata, w którym zło szuka sobie ujścia i je znajduje”. Marek Kozubal z „Rzeczpospolitej” pisał, że przedstawione w filmie sceny z powodzeniem „można przenieść do Jedwabnego, Nemmersdorf, Włodzimierza Wołyńskiego czy – bliższym nam – do Bośni lub Rwandy”. Barbara Hollender na łamach tego samego dziennika argumentowała, iż reżyser „zrobił film uniwersalny. Przeciw nacjonalizmowi. Pokazał mechanizmy wzniecania nienawiści”. Marcin Sałański z portalu Histmag.org nazwał Wołyń „najlepszą produkcją historyczną od lat”, dowodząc też, że „film ten jest przestrogą dla wszystkich, którzy chcą uwierzyć, że nacjonalizm jest lekiem na każdy spór, narodowe smutki i kompleksy”. Grażyna Torbicka i Tomasz Raczek uznali, że film nie jest jednostronny, po czym nazwali go „znakomicie zrealizowanym filmem, wielkim dziełem filmowym, ogromną produkcją”. Konrad J. Zarębski w recenzji dla „Kina” podkreślał, że reżyser: „Nie tylko zarysowuje sylwetki głównych bohaterów […], ale przede wszystkim kreśli obraz należącej do przedwojennej Polski części Ukrainy z ogółem jej społecznych konfliktów”. Pozytywne opinie o filmie wyraziły również osoby z różnych, często sobie przeciwstawnych, środowisk, np. historyk prof. Andrzej Nowak (kojarzony z prawicą) i Henryk Wujec, przewodniczący Forum Polsko-Ukraińskiego. Tadeusz Lubelski w wywiadzie dla „Kina” wyrażał natomiast swoje rozczarowanie stroną artystyczną Wołynia: „błędne koło związane z Wołyniem polega na tym, że nie da się go chyba w pełni właściwie odebrać i ocenić po pierwszym razie. Trudno sobie nawet wtedy zrekonstruować w głowie całą fabułę. A równocześnie sam film zniechęca do powtórnego obejrzenia”.
Część recenzentów wyrażała obawy, że Wołyń stanie się punktem odniesienia dla środowisk prawicowo-nacjonalistycznych przeciwnych dialogowi z Ukrainą. Jarosław Kuisz i Karolina Wigura z „Kultury Liberalnej” ostro krytykowali film Smarzowskiego, twierdząc, że: „Nie jest to film służący pojednaniu, lecz odwrotnie: podgrzewa najgorsze stereotypy, firmuje resentyment i lubowanie się we własnej krzywdzie”. Historyk Kazimierz Wóycicki obawiał się, że film dodatkowo zaszkodzi relacjom polsko-ukraińskim: „[Smarzowski] z czasem będzie bardzo tego żałował, że ten film zrobił. Ten film, przede wszystkim, jest zrozumiany w Polsce jako nienawiść do Ukraińców. Historycznie to jest pozór, że jest prawdziwy”. Również Paulina Gorlewska na łamach „Kina” twierdziła, że „reżyser, zamiast analizować przyczyny konfliktu i uwarunkowania zbrodni, skupił całą swoją uwagę i talent na naturalistycznym przedstawieniu tortur oraz sposobów, w jakie uśmiercony może zostać człowiek za pomocą siekiery i wideł”. Jakub Majmurek w artykule dla „Krytyki Politycznej” z większym optymizmem patrzył na odbiór filmu: