Mając siedemnaście lat został zatrudniony przez armatora Johna Steckfusa jako pianista grający ragtime’y na parowcu wycieczkowym. Był to statek „J.S.” firmy Acme Packet Company z Rock Island, pływający po Missisipi. Miał zastąpić dotychczasowego pianistę, który wyjechał do pracy w Nowym Jorku. Okazało się, że do jego obowiązków muzycznych należała także obsługa dużej calliope (organów parowych)William Howland Kenney, Jazz on the River, wyd. University of Chicago, 2005. Nie była to prosta sprawa, gdyż para przechodząca przez mosiężne rurki i piszczałki miała duże ciśnienie. Klawisze były gorące i trudno je było przytrzymać. Wysokość dźwięku zmieniała się w zależności od ciśnienia pary, więc zagranie właściwych tonów było niełatwe. Ponadto calliope została tak zbudowana, żeby była dobrze słyszalna na lądzie. Wydawane przez nią dźwięki o wielkim natężeniu ogłuszały grającego i stanowiły niemal bolesna udrękę. Chcąc zniwelować skutki działania plującego gorącą wodą i parą, oraz ryczącego instrumentu, przed grą zakładał rękawiczki, zatykał uszy kłębkami bawełny oraz przywdziewał sztormiak.