Tak szybki wyrok budzi wątpliwości co do rzetelności dochodzenia, jako że zbadanie przebiegu i okoliczności wypadku powinno zająć więcej czasu niż tylko jeden dzień. Powód obarczenia dyżurnego ruchu całkowitą odpowiedzialnością za katastrofę mógł leżeć w przyczynie opuszczenia przez niego dyżurki.
Akcja ratunkowa mały|Przejazd kolejowo–drogowy na drodze do przysiółka Filkówka w pobliżu miejsca katastrofy (widok współczesny) Jako pierwsi na miejsce zdarzenia przybyli okoliczni mieszkańcy z przysiółków: Filkówki, Kamionki, Krupinówki, Moskałówki i Smolikówki. Używając młotów, siekier i łomów odginali oni i cięli blachę, próbując wydostać rannych. Na miejsce przybyli również strażacy ochotnicy z Kalwarii Zebrzydowskiej i duchowieństwo. Jednakże skala katastrofy przekraczała ówczesne możliwości techniczne. Pomoc utrudniał brak sprzętu oraz środków medycznych służących w dezynfekcji i znieczuleniu. Za bandaże służyły podarte prześcieradła. Brak krwi do transfuzji spowodował wykrwawienie się wielu ofiar. Na miejsce przybyły jedynie dwie karetki i trzech lekarzy – Polaków. Akcję ratunkową utrudniał brak łączności, a nad grząskim terenem katastrofy szybko zapadał zmierzch. Do dworskiej stodoły w Barwałdzie Średnim, celem rozpoznania, przeniesiono ponad 40 zabitych, 15 złożono w budynkach parafii św. Erazma w Barwałdzie Dolnym.