Gdy armia Laurenta Nkundy 27 października stanęła u bram miasta Goma, ludność, która jeszcze pozostała w mieście (bowiem od czasu pierwszych walk z miasta uciekło 30 tys. ludzi) wszczęła ataki na konwoje ONZ, skandując „ci nic nie robią, by zatrzymać rebeliantów”.

29 października Nkunda ogłosił jednak jednostronne zawieszenie broni. Od tego momentu walki w prowincji częściowo ucichły. Rozejm, który wysunął Nkunda oficjalnie był ochroną mieszkańców Gomy przed dalszymi cierpieniami. 268px|thumb|Obóz uchodźców UNICEF

31 października gen. Laurent Nkunda oświadczył, iż chciał zorganizować „korytarz pomocy humanitarnej” dla cywilów, a nie wysiedlić ich z miasta. Ponadto w Gomie działy się wręcz dantejskie sceny. Uciekający przed rebeliancką ofensywą żołnierze kongijskiej armii grabili, gwałcili i mordowali mieszkańców Gomy. Czerwony Krzyż ogłosił już humanitarną katastrofę.

4 listopada rząd w Kinszasie ogłosił, iż nie ma zamiaru rozmawiać z Nkundą, którego zresztą uznają za terrorystę. Z kolei podczas konferencji prasowej z 3 listopada Nkunda ponownie oskarżył rząd w Kinszasie o wspieranie rebeliantów z plemienia Hutu z sąsiedniej Rwandy.