Akcją policyjną dowodził starszy aspirant Banasiak. Zarządził on wymarsz 80-osobowego oddziału w kierunku ulicy Lubomelskiej. Po drodze spotkał uciekających policjantów, którzy poinformowali go o sytuacji w budynku PUPP. Oddział policji za pomocą kolb (był sporadycznie atakowany, padło nawet kilka strzałów rewolwerowych) przedzierał się do gmachu, z którego ostatecznie uwolniono pracowników. Gmach otoczono kordonem, spodziewając się ataku. Policja pozostawała pod ciągłym gradem kamieni, a kolejni funkcjonariusze padali ranni. Istniała groźba zdziesiątkowania oddziału, w związku z czym polecono wycofać się do wnętrza gmachu. Nie można było użyć pistoletów gazowych, gdyż silny wiatr wiał w kierunku policji. Po przeorganizowaniu się postanowiono zaatakować tłum kolbami i bagnetami. W trakcie działań jeden z policjantów padł na ziemię nieprzytomny. Z tłumu padły m.in. okrzyki: „Rozbroić policję, tych burżuazyjnych pachołków!” oraz „Powypruwać im brzuchy!