Biesiada widm (fr. Les mille et un fantômes) – zbiór opowiadań grozy autorstwa Aleksandra Dumasa opublikowany po raz pierwszy w 1849 roku, formą nawiązujący do Dekameronu Giovanniego Boccaccia.

Polski tytuł alternatywny : 1001 opowieści o duchach: Jeden dzień w Fontenay-aus-Roses.

Tematyka Główny bohater w czasie polowania przyjeżdża do niewielkiego miasteczka, gdzie jest świadkiem w sprawie morderstwa. Wraz z innymi świadkami oczekuje na wynik postępowania śledczego w domu mera. Starając się umilić sobie czas oczekiwania każdy z zebranych opowiada niezwykłą historię ze swojego życia. Opowieści mówią o duchach, wampirach i innych niewiarygodnych zjawiskach.

Postacie Aleksander Dumas (narrator):

„(...) autor dramatyczny, dwadzieścia siedem lat, zamieszkały w Paryżu”

Jan Piotr Ledru: mer gminy Fontenay-aux-Roses

Jan Ludwik Alliette pseud. Etteilla: literat

„Twierdzi, że pochodzi z ich rodu i jak oni posiada tajemnicę eliksiru życia. Zapytany o swój wiek rzeczywisty, podaje dwieście siedemdziesiąt pięć lat. Żył początkowo przez sto lat — od panowania Henryka II do Ludwika XIV — w zupełnym zdrowiu. Następnie, choć rzekomo zmarł w oczach pospólstwa, żył dzięki swej tajemnicy przez trzy dalsze okresy, po pięćdziesiąt lat każdy. W chwili obecnej rozpoczyna czwarty, ma więc tylko lat dwadzieścia pięć. Ubiegłe dwieście pięćdziesiąt lat liczy się jedynie jako wspomnienie. W ten sposób będzie żył — i mówi to głośno — aż do Sądu Ostatecznego. W wieku XV spalono by go i niesłusznie. Dziś poprzestają na tym, że go żałują, również niesłusznie. Alliette to najszczęśliwszy w świecie człowiek. Rozprawia wciąż o taroku, kartach, czarach, wiedzy egipskiej Thota, tajemnicach Izydy. Na wszystkie owe tematy pisze broszury pod pseudonimem a raczej anagramem Etteilla. Broszur tych nikt nie czyta, ale za to je wydaje pewien zwariowany jak i on księgarz. Ma zawsze w kapeluszu mnóstwo tych pisemek.” „Ubranie miał zatłuszczone, zakurzone, wytarte, pełne plam. Kapelusz o rondzie lśniącym, niczym lakierowana skóra, rozszerzał się niepomiernie ku górze. Spodnie krótkie, czarne, z grubego sukna, pończochy czarne, zrudziałe, a trzewiki zaokrąglone, jakie nosili królowie, za których panowania rzekomo przyszedł na świat. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, był to człowiek gruby, krępy, o twarzy sfinksa, przekrwionej, szerokich bezzębnych ustach skrzywionych głębokim grymasem. Włosy miał rzadkie, długie i żółte, rozwiewające się na kształt aureoli wokół jego głowy.”

Piotr Józef Moulle

„(...) lat sześćdziesiąt jeden, duchowny, przynależny do kościoła Saint-Sulpice” „Jak pan widzi, jest tak schludny i staranny, jak Alliette niedbały, niechlujny i brudny. To światowiec w najwyższym stopniu, bardzo ustosunkowany w sferach arystokratycznych. Udziela ślubów synom i córkom parów Francji i przy tej sposobności wygłasza przemówienia, które potem rodziny nowożeńców drukują i pieczołowicie przechowują. Ksiądz Moulle omal nie został biskupem w Clermont. A wie pan, co mu za- szkodziło? Że swego czasu przyjaźnił się z Cazotte'em. Tak jak Cazotte, wierzy on w istnienie duchów wyższych i niższych, dobrych i złych geniuszów. Podobnie jak Alliette, kolekcjonuje książki. Znajdzie pan tam wszystko, co napisano o widzeniach i zjawach, o widmach, larwach i upiorach. Rozprawia niechętnie — czasem tylko wśród przyjaciół — o wszystkich tych rzeczach, które bynajmniej nie są prawowierne, lecz, mimo to, jest człowiekiem głębokiej wiary i dyskretnym. Wszystkie niezwykłe wydarzenia na świecie przypisuje mocy piekielnej bądź też interwencji duchów niebiańskich. ”

Kawaler Lenoir: założyciel muzeum Petits-Augustins Doktor Robert

„Człowiek ten przez całe życie eksperymentował na mechanizmie ludzkim, jakby to był manekin, nie domyślając się nawet, że ten mechanizm posiada duszę, zdolną rozumieć cierpienia, oraz nerwy, aby je odczuć. Oddany uciechom życia, wyprawił mnóstwo ludzi na tamten świat. Na szczęście dla siebie, nie wierzy w duchy. Umysł przeciętny, który uważa się za dowcipnego, gdyż jest hałaśliwy, i za filozofa, bo jest ateistą.”

Pani Gregoriska: Polka, urodzona w Sandomierzu

„Kobieta była w czerni.”„(...) zauważyłem już, że jest blondynką. Promień słońca, przedzierając się przez listowie lip, igrał na jej włosach, tworząc złotą aureolę. Z bliska stwierdziłem, że ich delikatność mogłaby rywalizować z jedwabistością nitek babiego lata, jakie pierwszy podmuch jesieni odrywa od szaty Marii Panny. Przechyliwszy szyję — może nieco za długą, choć i w tym kryło się wiele powabu i wdzięku, jeśli już nie piękna — kobieta wsparła głowę na prawej ręce, łokieć jej spoczywał na poręczy krzesła. Lewa ręka zwisała bezwładnie, a koniuszki wysmukłych palców trzymały białą różę. Łabędzia krągłość szyi, zgięta ręka, zwisające ramię, miały matową biel marmuru z Paros, nie prześwietloną ani jedną żyłką, która by pulsowała podskórnie. W więdnącej róży było więcej barwy i życia niż w ręce, która ją trzymała.”„Była to kobieta trzydziestodwuletnia, niegdyś cudownie piękna, bo teraz policzki jej zapadły, a cera pobladła.”

Pan Cousin: komisarz policji

Fabuła

Główny bohater przyjeżdża, na zaproszenie przyjaciela do Fontenay-aux-Roses pierwszego września 1831 roku, aby otworzyć sezon polowań. Następnego dnia jest świadkiem wstrząsającego zdarzenia; mężczyzna z zakrwawionymi rękoma przychodzi pod dom pana Ledru – urzędującego mera i przyznaje się do morderstwa żony. Mer z początku niedowierza słowom Jacquemin'a, jednak kamieniarz na dowód pokazuje swoje ręce. Przybywają żandarmi, komisarz policji oraz lekarz. Ten ostatni podejrzewa, że Jacquemin mówił to pod wpływem chwilowej halucynacji i proponuje udanie się do domu domniemanego mordercy. Kamieniarz odpowiada na propozycje histerią i pyta pana Ledru czy ten wierzy, że głowa odcięta od tułowia może mówić. Ten blednie i wydaje z siebie okrzyk. Po chwili daje odpowiedź twierdzącą. Jacquemin zgadza się na pójść pod warunkiem, że mer będzie mu cały czas towarzyszyć. Zabiera zgromadzonych do swojej piwnicy. Na miejscu leży dwuręczny miecz, który Jacquemin zabrał kiedyś z Muzeum Artylerii. Na klindze znajduje się krew. Na podłodze spoczywa pozbawione głowy ciało, głowa sterczy w worku z wapnem. Komisarz zarządza spisanie protokołu. Morderca opowiada o swojej zbrodni.

Pewnego dnia naszła go myśl o zabiciu żony, rozważał ją cały miesiąc, w końcu słowo kolegi przeważyło (nie chce jednak wyznać o jakie słowo chodziło). Zlecił żonie przygotowanie obiadu i powiedział, że pójdzie z kolegami pograć w kręgle. Kiedy kobieta wyszła na zakupy, schował się w piwnicy z szablą. Niedługo potem małżonka wróciła i udała się do piwnicy po wino. Kiedy uklękła obok beczki uciął jej głowę. Morderca postanowił zakopać jej ciało w piwnicy. Przygotował worek po gipsie, żeby nie zostało śladów krwi. Chciał chwycić głowę, ale to ona pochwyciła jego i ugryzła go w palec. Postawił głowę na worku z gipsem i próbował uwolnić dłoń, wtedy jej wargi poruszyły się mówiąc „Nędzniku, byłam niewinna…”.

Doktor nie wierzy w prawdziwość zeznania. Mer nakazuje zabrać zbrodniarza do więzienia i zaprasza Dumas’a do siebie, aby podpisał protokół.

Godzinę później przybywa do pana Ledru. Ten oprowadza go po swoim domu, który niegdyś należał do Scarrona, a także przedstawia swoich gości: pana Alietta, księdza Moulle, kawalera Lenoire i doktora Roberta. Prosi też by odszukał i przyprowadził tajemniczą kobietę z ogrodu. Owa dama jest ubrana w czerń i jak zauważa narrator nadzwyczaj blada. Razem udają się do jadalni. U pana Ledru obowiązuje tradycja obiadów czwartkowych dla przyjaciół, zawsze z tym samym menu. Podczas posiłku przybywa komisarz i doktor. Funkcjonariusz przynosi protokół do podpisania. Na papierze widnieje krwawa plama. Dumas pyta o nią. Komisarz mówi, że to krew ze zranionej ręki zabójcy i nie można jej zatamować. Biesiadnicy rozprawiają o tym czy to możliwe by głowa przemówiła. Pan Ledru zaczyna swą opowieść.

Opisuje egzekucje Charlotty Corday; jeden z pomocników katowskich chwycił jej odciętą głowę i spoliczkował. Jej twarz oblała się rumieńcem. Mężczyzna został za ten czyn skazany na więzienie. Ledru zapytał go dlaczego to uczynił. Ten zaś odpowiedział, że chciał jej wymierzyć sprawiedliwość w swoim imieniu. Mówi też, że nie zbezcześcił jej śmierci, ponieważ widział, jak głowy skazańców przewracają oczami i zgrzytają zębami jeszcze pięć minut po egzekucji. Ledru postanawia to zbadać. Kiedy wraca wieczorem do swojego mieszkania dobiega go krzyk. Biegnie w jego kierunku. W blasku księżyca dostrzega kobietę szamocącą się z patrolem sankiulotów. Ta spostrzegłszy go, rzuca się w jego kierunku i zwracając się do niego per Albert, prosi o potwierdzenie, że jest córką praczki. Patrolujący grożą, że zabiorą ją do kordegardy, ponieważ nie ma karty obywatelskiej. Ledru ratuje ją z opresji. Odprowadzając kobietę do domu, pyta o jej prawdziwe pochodzenie. Ta opisuje pokrótce swoją sytuację, jednak odmawia podania prawdziwego imienia. Ledru postanawia pomóc kobiecie i jej ojcu w ucieczce do Londynu. Po dwóch tygodniach Solange otrzymuje list od ojca informujący o jego dotarciu do Anglii. Sama jednak postanawia zostać we Francji, ponieważ zakochała się w ”Albercie”. Para romansuje przez trzy miesiące. W tym czasie Ledru prowadzi badania dotyczące możliwości życia organizmu po egzekucji. Materiału badawczego jest aż nadto – egzekucje osiągają maksimum. Pewnego dnia Solange otrzymuje rozpieczętowany list od ojca, kochankowie niepokoją się. Dzień później pomocnik katowski przynosi worek z ciałem do kostnicy, w której prace prowadzi Ledru. Jest późno, wszyscy opuszczają cmentarz, mężczyzna wiedziony dziwnym przeczuciem zostaje. Nagle wydaje mu się, że słyszy szept - ,,Albercie”. Jest przerażony, bowiem tylko jedna osoba zwraca się do niego w ten sposób. Głos dobiega z wnętrza worka. Wsuwa tam rękę i wydaje mu się, że dotykają ją jeszcze ciepłe wargi. Ogarnia go groza, jednak wyciąga zawartość worka i kładzie ją na stole. Wydaje okrzyk – okazuje się, że to głowa Solange. Zrozpaczony wykrzykuje kilkakrotnie jej imię. Po trzecim okrzyku oczy jej rozwierają się i spoglądając na Ledru ronią łzy, potem zamykają się na zawsze. Mężczyzna zrywa się oszalały do ucieczki, zahacza o stół i razem z nim przewraca się. Leżąc na podłodze ma wrażenie, że głowa zsuwa się ku niemu, a wargi dotykają jego ust. Przeszywa go dreszcz i mdleje. Nazajutrz grabarze znajdują go równie zimnego, jak płyty na których leżał. Solange, zdemaskowaną na podstawie listu ojca, aresztowano, skazano i stracono tego właśnie dnia.

Opowieść pana Ledru wstrząsa biesiadnikami. Doktor jednak uważa, że sytuacja z głową to tylko halucynacja mera. Rozpoczyna opowiadać o historii pewnego lekarza-Anglika.