Tomasz Strzeżek ocenił, że teren nie sprzyjał działaniom zaczepnym. Panowało zimno i gołoledź. Pod wsią były świeżo karczowane i zaorane polany niedogodne do ruchu kawalerii; teren przyszłych walk ograniczony był rowem, groblą i trzęsawiskami. W pobliżu przebiegały co prawda dwa szlaki, ale jeden z nich był w budowie; most był drewniany, przez jednego ze świadków oceniany jako lichy.
Naprzeciw sił polskich stała awangarda Kreutza. Stanowiło ją 6 szwadronów dragonów pułku księcia Aleksandra Wirtemberskiego z jego dowódcą pułkownikiem Szyllingiem, to jest około 750–900 szabel, 3 sotnie kozaków Pułku Dońskiego Choperskiego − około 260 szabel i 6 dział artylerii konnej Roty nr 28 – około 114 artylerzystów. Całością dowodził dowódca roty, podpułkownik Paweł Iwanowicz Butowicz. Pozostałe siły – około 1500 kawalerzystów i 14 dział – Kreutz umieścił w Kozienicach. Oddziały zgrupowane w Kozienicach nie wzięły udziału w walce, gdyż opady śniegu i silny wiatr południowy sprawiały, że nie usłyszano nie tylko karabinów, ale i huku dział. W walce nie mogły wziąć też udziału oddziały, które Kreutz wysłał do zajęcia Radomia.