Tak czy inaczej, Martyka stał się dla wielu symbolem propagandy komunistycznego reżimu, symbolem kolaboracji.
Marek Hłasko w Pięknych dwudziestoletnich opisywał go:
Zamach W niedzielę 9 września 1951 czterech członków podziemnej organizacji „Kraj”: Ryszard Cieślak, Lech Śliwiński, Tadeusz Kowalczuk i Bogusław Pietrkiewicz przyjechało pociągiem do Warszawy. Około godz. 6 otrzymali od Krystyny Metzger adres mieszkania Martyki, do którego dotarli pieszo dwie godziny później. Otworzyła im jego gospodyni. Zamachowcy wtargnęli do środka, podając się za członków rzekomej organizacji ZMK. Dotkliwie pobili żonę Martyki Zofię Lindorfównę i gosposię. Jego samego Ryszard Cieślak najpierw ogłuszył uderzeniem rękojeścią pistoletu, a następnie postrzelił w głowę. Martyka zmarł po kilkunastu minutach. Zamachowcy uciekli z mieszkania i rozdzielili się. Każdy z nich na własną rękę dotarł do dworca Warszawa Śródmieście i wrócił do miejsca zamieszkania.