Straty materialne spowodowane tym nalotem były poważne. Ofiary w ludziach ograniczyły się natomiast do 7 rannych.
Naloty na Zurych i Bazyleę spowodowały kolejny kryzys dyplomatyczny. Dowódca 8. Armii Powietrznej, generał Carl Spaatz, udał się osobiście do Szwajcarii, aby przekazać jej rządowi oficjalne przeprosiny Stanów Zjednoczonych. Wprowadzono także restrykcje, które miały zapobiec podobnym incydentom w przyszłości. Amerykańskie lotnictwo strategiczne nie miało odtąd prawa atakować bez osobistej zgody Spaatza jakichkolwiek celów znajdujących się w odległości 50 mil od granic Szwajcarii. Z kolei obszar rozciągający się na odległość od 50 do 150 mil od granic Szwajcarii uznany został za strefę specjalną, gdzie lotnictwo strategiczne mogło przeprowadzać naloty jedynie po jednoznacznym zidentyfikowaniu celu. Restrykcje objęły także lotnictwo taktyczne, które otrzymało całkowity zakaz atakowania celów znajdujących się w odległości 10 mil od granic Szwajcarii oraz zostało zobowiązane do stosowania wymogu jednoznacznej identyfikacji celu w strefie od 10 do 50 mil od granicy.
Pomysł bombardowania niemiecko-szwajcarskich elektrowni wodnych na Renie, w celu wywołania fali wezbraniowej pozostał w sferze zamierzeń.