Powstanie w Sobiborze, zwane również buntem w Sobiborze lub ucieczką z Sobiboru – wystąpienie i zbiorowa ucieczka więźniów, do której doszło 14 października 1943 roku w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Sobiborze.

Obozowa konspiracja w Sobiborze zawiązała się w połowie 1943 roku, jednak dopiero we wrześniu tegoż roku, gdy w obozie osadzono grupę żołnierzy Armii Czerwonej narodowości żydowskiej, których przywódcą był por. Aleksandr „Sasza” Pieczerski, przygotowania do buntu nabrały realnych kształtów. 14 października 1943 roku spiskowcy niepostrzeżenie zabili dwunastu niemieckich esesmanów. Na skutek splotu kilku wydarzeń nie zdołali jednak opanować bramy głównej, a kilkuset więźniów zaskoczonych wybuchem powstania przystąpiło do chaotycznej ucieczki przez obozowe ogrodzenie. Spośród około 500–600 Żydów, którzy tego dnia przebywali w Sobiborze, do pobliskiego lasu zdołała zbiec blisko połowa.

Liczbę uczestników powstania, którym udało się przeżyć wojnę, historycy szacują na około 40–70 osób.

Geneza

Obóz w Sobiborze był jednym z trzech ośrodków zagłady utworzonych przez Niemców w ramach akcji „Reinhardt”. Rozpoczął działalność w maju 1942 roku; prowadzono w nim eksterminację ludności żydowskiej. Z szacunków Roberta Kuwałka wynika, że liczba ofiar Sobiboru sięgnęła 170–180 tys. osób.

Niemcy od samego początku zakładali, że wszystkie prace fizyczne w obozach zagłady – także bezpośrednio związane z procesem eksterminacji – będą wykonywali Arbeitsjuden, czyli żydowscy więźniowie, którym oszczędzono natychmiastowej śmierci w komorach gazowych. Z przybywających do Sobiboru transportów wyłączano więc fachowców, których umiejętności były przydatne w obozie, oraz wybranych mężczyzn i kobiety zdolnych do pracy fizycznej. W obozie przebywało przeciętnie około 600–650 więźniów. Do ich zadań należało m.in. wyprowadzanie ofiar z wagonów, sortowanie zagrabionych ubrań i przedmiotów, praca w obozowych warsztatach rzemieślniczych, obcinanie włosów kierowanym na śmierć kobietom, a także wykonywanie innych prac na rzecz obozu i jego załogi. W najtragiczniejszym położeniu znajdowało się około 150–300 Żydów przetrzymywanych na terenie tzw. obozu III. Ich zadaniem było bowiem opróżnianie i uprzątanie komór gazowych, wyrywanie ofiarom złotych zębów, grzebanie zwłok w masowych grobach (później ich palenie na rusztach spaleniskowych).

Obozowa konspiracja Prawdopodobnie myśl o zorganizowanym oporze zaczęła kiełkować wśród Arbeitsjuden na początku 1943 roku. Wokół Leona Feldhendlera – syna rabina, byłego przewodniczącego Judenratu w Żółkiewce – skupiła się w tym czasie grupa polskich Żydów. Ich liczba najprawdopodobniej nie przekraczała dziesięciu osób. Było wśród nich kilku więźniów zajmujących stosunkowo wysoką pozycję w obozowej hierarchii: N.N. Janek (szef warsztatu stolarskiego), N.N. Jakub (szef warsztatu szewskiego) i N.N. Józef (szef warsztatu krawieckiego). Wszystkich łączyło przekonanie, że jedyną szansą ocalenia jest ucieczka z obozu, a w razie najgorszego więźniowie powinni zginąć w walce, zamiast pozwolić się zgładzić w komorach gazowych.

Przez długi czas aktywność konspiratorów ograniczała się do luźnych rozważań. Ruch oporu zaczął organizować się w Sobiborze dopiero na przełomie wiosny i lata 1943 roku. Wpływ na to miało kilka czynników. Pod koniec czerwca lub na początku lipca na obozowej rampie zastrzelono kilkuset Żydów, którzy stawili opór strażnikom, zaraz po tym jak ich transport przybył do Sobiboru. Z notatek odnalezionych wśród ubrań i bagaży sobiborscy Żydzi dowiedzieli się, że ofiarami byli ostatni więźniowie obozu zagłady w Bełżcu. Pracowali oni przy likwidacji obozu i zacieraniu śladów po jego istnieniu, a po wykonaniu zadania zostali wysłani na śmierć do Sobiboru. Odkrycie to wywarło ogromne wrażenie, gdyż więźniowie Sobiboru mieli wszelkie powody, aby przypuszczać, że w momencie likwidacji obozu spotka ich ten sam los. Obawy dodatkowo podsyciło zmniejszenie liczby transportów, które pozwalało przypuszczać, że działalność obozu dobiega końca. Ponadto pod koniec lipca w północnej części ośrodka zagłady rozpoczęto budowę nowego kompleksu – tzw. obozu IV lub „obozu północnego” – który docelowo miał służyć Niemcom jako miejsce magazynowania, naprawy i demontażu zdobycznej broni sowieckiej. Arbeitsjuden uznali to za znak, że obóz sobiborski wkrótce zmieni swoje przeznaczenie, co w konsekwencji mogło przesądzić o losie jego dotychczasowych więźniów.

Feldhendler i jego towarzysze szybko doszli do wniosku, że wobec ostrych środków bezpieczeństwa stosowanych przez załogę indywidualne ucieczki mają niewielką szansę powodzenia. Dotychczasowe doświadczenia wskazywały ponadto, że takie ucieczki skutkują odwetowymi represjami wobec współwięźniów. W tej sytuacji uznali, że jedynym wyjściem jest zorganizowanie zbiorowej ucieczki. Przed konspiratorami stało jednak wiele przeszkód. Musieli wystrzegać się konfidentów, których Niemcy zwerbowali pośród więźniów. Ich działaniom nie sprzyjała również bariera językowa i wzajemna nieufność pomiędzy Żydami polskimi a Żydami pochodzącymi z innych państw. Ponadto zarówno Feldhendler, jak i jego towarzysze nie mieli doświadczenia wojskowego oraz zdolności przywódczych, które pozwalałyby przygotować realistyczny plan ucieczki, zorganizować więźniów oraz skłonić ich do wspólnego działania.

W pierwszym okresie działalności konspiracji rozważane były różne warianty zbiorowej ucieczki. Większość z nich przewidywała likwidację niemieckich esesmanów, gdyż zakładano, że pozbawieni dowództwa wachmani, których morale zostało mocno nadszarpnięte przez klęski Wehrmachtu na froncie wschodnim, nie będą energicznie przeciwdziałać ucieczce więźniów. Żydowski więzień Hersz Cukierman oraz Ukrainiec nazwiskiem Koszewadzki, którzy pracowali w więźniarskiej kuchni, wystąpili z pomysłem otrucia esesmanów. Wykonać to zadanie mieli dwaj żydowscy chłopcy zatrudnieni w niemieckiej kuchni. Plan nie został jednak zrealizowany. Cukierman twierdził, że przyczyną było usunięcie wszystkich Żydów z kuchni, w których przyrządzano posiłki dla członków załogi. Według innych źródeł doszło do dekonspiracji, na skutek której Niemcy znaleźli butelki z morfiną, która miała posłużyć za truciznę. Wysunięto także pomysł, aby młodociani więźniowie pracujący jako służący esesmanów (Putzer) zabili Niemców we śnie, a według innej wersji – podczas zabawy w kręgielni, która znajdowała się na terenie strefy więźniarskiej (obóz I). Plan ten został jednak uznany za mało realistyczny i w rezultacie nie podjęto próby jego realizacji. Rozważano także zdobycie granatów i wrzucenie ich do niemieckiego kasyna, jednakże trzej więźniowie przygotowujący zamach zostali zdekonspirowani i zabici. Prawdopodobnie bliski realizacji był natomiast inny plan, który przewidywał podpalenie magazynów odzieżowych w strefie przyjęć (obóz II) i wykorzystanie powstałego w ten sposób chaosu do przeprowadzenia zbiorowej ucieczki. Znaleziono nawet dwóch ochotników do wykonania tego zadania oraz przygotowano butelki z benzyną. Ostatecznie z niejasnych przyczyn magazyny nie zostały podpalone; jedna z wersji głosi, że zapobiegło temu dwóch Żydów, którzy w obawie przed odwetowymi represjami zagrozili, że wydadzą spiskowców w ręce Niemców. Jeszcze inny pomysł, odrzucony ostatecznie przez Feldhendlera, zakładał, że konspiratorzy potajemnie wykradną mundury i broń należące do wachmanów, a następnie zbrojnie wywalczą sobie drogę na wolność.

Nie wszystkie projekty konspiratorów przewidywały użycie siły. Przez blisko dwa miesiące grupa więźniów pracowała nad wykopaniem tunelu, który prowadzić miał od więźniarskiego baraku w obozie I poza ogrodzenie oraz przyległe doń pole minowe. Docelowo tunel miał sięgnąć długości około 120–130 metrów. Gdy jednak był już częściowo gotowy, Niemcy odkryli podobny podkop, którym próbowali uciec Żydzi z obozu III. Rozpoczęto wówczas poszukiwania tuneli w innych częściach obozu, co zmusiło konspiratorów do zarzucenia planu. Rozważano także nawiązanie współpracy z tymi wachmanami, którzy zdradzali chęć porzucenia niemieckiej służby. Latem 1943 roku strażnicy podający się za członków partii komunistycznej zaproponowali konspiratorom z grupy Feldhendlera, że za odpowiednią opłatą zorganizują samochody ciężarowe, wydostaną więźniów z obozu, po czym wywiozą ich za Bug. Mimo nieufności co do ich intencji konspiratorzy wpłacili zadatek w wysokości 700 dolarów. Do porozumienia jednak nie doszło, gdyż ostatecznie wachmani zaoferowali, że mogą wywieźć z Sobiboru jedynie piętnastu więźniów. Nie jest przy tym wykluczone, że ich prawdziwym celem było wyłudzenie od Żydów pieniędzy, a następnie zabicie ich po ucieczce z obozu.

Plan zbrojnego buntu opracował nieznany z nazwiska holenderski Żyd – kapitan marynarki, rzekomo weteran Brygad Międzynarodowych. Zamierzał przy pomocy przewerbowanych wachmanów wykraść broń z obozowej zbrojowni, a następnie wraz z towarzyszami zaatakować główną bramę obozową i wywalczyć sobie drogę na wolność. Nie wiadomo, czy działał w porozumieniu z Feldhendlerem i jego grupą. Zanim jednak przystąpił do realizacji planu, doszło do zdrady (występują sprzeczne informacje na temat tożsamości denuncjatora). Kapitan po ciężkich torturach został zamordowany. Nie wydał żadnego ze współspiskowców, niemniej w ramach odwetu Niemcy rozstrzelali 71 holenderskich Żydów. Polskim Żydom udało się uniknąć represji.

Przybycie Pieczerskiego thumb|Aleksandr „Sasza” Pieczerski, przywódca powstania 23 września 1943 roku do Sobiboru przybył transport z getta w Mińsku, w którym przywieziono blisko 2 tys. osób. Znalazło się w nim wielu żołnierzy Armii Czerwonej pochodzenia żydowskiego, uprzednio przetrzymywanych w mińskim obozie jenieckim przy ul. Szerokiej. Niemal wszystkich nowo przybyłych zagazowano zaraz po przyjeździe do obozu. Niemcy oszczędzili jednak około 60 jeńców, których skierowali do pracy w obozie IV. Jednym z wyselekcjonowanych był por. Aleksandr „Sasza” Pieczerski.

Kilka dni po przybyciu mińskiego transportu doszło do konfrontacji pomiędzy Pieczerskim a SS-Oberscharführerem Karlem Frenzlem. Odwaga i duma, które okazał wówczas porucznik, zyskały mu rozgłos w całym obozie i sprawiły, że stał się nieformalnym liderem ocalałych jeńców. Ci ostatni szybko zaczęli zdradzać chęć ucieczki z obozu. Pieczerski sprzeciwiał się jednak wszelkim spontanicznym i indywidualnym działaniom, podkreślając, że jedynie dobrze przygotowany plan daje szansę na wydostanie się z Sobiboru. Nie wahał się zagrozić użyciem siły, aby uniemożliwić innym jeńcom indywidualną ucieczkę, która mogłaby narazić całą grupę.

Pieczerski szybko zwrócił na siebie uwagę Feldhendlera i jego towarzyszy. Lider obozowej konspiracji zaproponował porucznikowi spotkanie. W tym celu wykorzystał pośrednictwo Szlomy Leitmana – polskiego Żyda, który przybył do Sobiboru w transporcie mińskim i cieszył się zaufaniem obu mężczyzn. Wieczorem 28 września Pieczerski odwiedził barak kobiecy w obozie I, jednakże do rozmowy z Feldhendlerem nie doszło, gdyż w baraku niespodziewanie pojawił się jeden z obozowych kapo. Spotkanie udało się zorganizować następnego wieczora. Feldhendler poinformował wówczas Pieczerskiego o istnieniu konspiracji i zaproponował mu, by objął nad nią dowodzenie. Porucznik, nie będąc pewnym, czy może zaufać nieznajomemu, dawał początkowo wymijające odpowiedzi. Niemniej w następnych dniach rozmowy były kontynuowane.