Procesy załogi Sobiboru – procesy członków personelu niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Sobiborze, które po zakończeniu II wojny światowej toczyły się przed sądami w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i ZSRR.

Pierwsze procesy esesmanów z obozu w Sobiborze odbyły się w 1950 roku. Sąd w Berlinie-Moabicie skazał wtedy Ericha Bauera na karę śmierci, zamienioną później na dożywotnie pozbawienie wolności. Kilka miesięcy później sąd we Frankfurcie nad Menem skazał na dożywotnie więzienie Huberta Gomerskiego; sądzony wraz z nim Johann Klier został uniewinniony.

W pierwszej połowie lat 60. kilka procesów byłych strażników odbyło się w Związku Radzieckim. Wielu oskarżonych zostało wtedy skazanych na karę śmierci.

Najważniejszy proces w sprawie Sobiboru toczył się w Hagen w latach 1965–1966. Na ławie oskarżonych zasiadło wtedy dwunastu członków niemieckiej załogi. Główny oskarżony, Kurt Bolender, popełnił samobójstwo przed ogłoszeniem wyroku, a spośród pozostałych tylko sześciu zostało skazanych, przy czym wyrok dożywotniego więzienia usłyszał jedynie Karl Frenzel. Z kolei podczas procesu byłego komendanta obozu w Treblince, Franza Stangla, który odbył się w Düsseldorfie w 1970 roku, poruszono także kwestie zbrodni, których oskarżony dopuścił się jako komendant Sobiboru.

Ostatnim członkiem załogi Sobiboru, który zasiadł na ławie oskarżonych, był Iwan Demianiuk. W 2011 roku monachijski sąd pierwszej instancji wymierzył mu karę pięciu lat więzienia. Demianiuk zmarł przed uprawomocnieniem się wyroku.

Tło historyczne Obóz w Sobiborze był jednym z trzech ośrodków zagłady utworzonych przez Niemców w ramach akcji „Reinhardt”. Funkcjonował od maja 1942 roku, służąc eksterminacji ludności żydowskiej. Z szacunków Roberta Kuwałka wynika, że liczba jego ofiar sięgnęła 170–180 tys. osób. 14 października 1943 roku w Sobiborze wybuchło powstanie, w którego trakcie zbiegło około 300 więźniów. Niedługo później Niemcy przystąpili do likwidacji obozu. Do połowy grudnia 1943 roku rozebrano ogrodzenie i większość budynków oraz zasypano i zamaskowano doły kryjące prochy ofiar. Do pracy przy zacieraniu śladów ludobójstwa zmuszono grupę więźniów przywiezionych ze zlikwidowanego obozu zagłady w Treblince. Po wykonaniu zadania zostali oni rozstrzelani.

W skład obozowej załogi wchodziło przeciętnie około 25–30 Niemców i Austriaków. Byli to funkcjonariusze SS; większość z nich uczestniczyła wcześniej w akcji T4, czyli eksterminacji osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych umysłowo. Niemiecki personel wspomagała kompania wartownicza złożona z około 120 strażników (wachmanów). Rekrutowali się oni spośród tzw. Trawniki-Männer, czyli wschodnioeuropejskich kolaborantów, których przeszkolono w obozie SS w Trawnikach. W większości wypadków byli to sowieccy jeńcy wojenni, zazwyczaj narodowości ukraińskiej, którzy z rozmaitych względów zgodzili się przejść na służbę niemiecką.

Do 2017 roku historykom udało się ustalić nazwiska 86 esesmanów oraz 128 wachmanów, którzy pełnili służbę w Sobiborze. Dwudziestu siedmiu członków niemieckiego personelu zginęło lub zmarło w czasie wojny lub krótko po jej zakończeniu. Znaleźli się wśród nich: komendant Franz Reichleitner, jego zastępca Johann Niemann, budowniczy obozu Richard Thomalla, Paul Bredow, który specjalizował się w rozstrzeliwaniu dzieci oraz osób starszych i wyczerpanych. Wielu innych esesmanów zaginęło bez śladu lub z różnych przyczyn nie zostało pociągniętych do odpowiedzialności karnej. Wśród tych, którym być może udało się skutecznie zatrzeć za sobą ślady, byli: wsławiony okrucieństwem Paul Groth, budowniczy komór gazowych Lorenz Hackenholt, a także Hermann Michel, który specjalizował się w wygłaszaniu uspokajających przemówień do Żydów prowadzonych do komór gazowych. Tylko nieliczni członkowie załogi zostali osądzeni i ukarani.

Proces Ericha Bauera w Berlinie Zachodnim W lipcu 1946 roku niemiecka prokuratura we Frankfurcie nad Menem wszczęła śledztwo przeciwko Josefowi Hirtreiterowi. Był on podejrzewany o uczestnictwo w mordach popełnionych w „ośrodku eutanazji” w Hadamarze. W czasie przesłuchania Hirtreiter przyznał, że po zakończeniu akcji T4 został przeniesiony do „obozu w Małkini niedaleko Warszawy” (tj. do obozu zagłady w Treblince). Wymienił także nazwiska kilku kolegów, którzy wraz z nim uczestniczyli w akcji T4, a następnie zostali przeniesieni do okupowanej Polski, by wziąć udział w Zagładzie Żydów. Ponieważ jednak w okupowanych Niemczech sprawy dotyczące zbrodni w obozach koncentracyjnych znajdowały się pod jurysdykcją trybunałów alianckich, niemieccy śledczy nie podjęli tego wątku. Nie zdołali mu także udowodnić współudziału w zbrodniach popełnionych w Hadamarze. W konsekwencji śledztwo zostało umorzone, a Hirtreitera ponownie wydano w ręce amerykańskich władz okupacyjnych.

Jedną z osób, których nazwiska wymienił Hirtreiter, był Erich Bauer. W latach 1942–1943 należał on do załogi Sobiboru. Jego głównym zadaniem była obsługa silnika, który dostarczał spaliny do komór gazowych, stąd w obozie był znany pod przydomkiem Gasmeister („mistrz gazu”). W 1949 roku dwoje ocalałych więźniów, Samuel Lerer i Estera Raab, przypadkowo rozpoznało Bauera na jednej z ulic Berlina Zachodniego. W konsekwencji został aresztowany.

Proces Bauera toczył się przed sądem przysięgłych w Berlinie-Moabicie. Wyrokiem z 8 maja 1950 roku został uznany winnym zarzucanych mu czynów i skazany na karę śmierci. Wejście w życie nowej niemieckiej konstytucji, która znosiła karę główną, spowodowało jednak, że wyrok zmieniono na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Bauer zmarł w 1980 roku w więzieniu Berlin-Tegel.

Proces Huberta Gomerskiego i Johanna Kliera we Frankfurcie nad Menem Wśród osób, których nazwiska wymienił Hirtreiter, znaleźli się także dwaj inni członkowie załogi Sobiboru: Hubert Gomerski i Johann Klier. Postępowanie przygotowawcze przeciwko nim zostało wszczęte w 1949 roku. Proces odbył się przed sądem przysięgłych we Frankfurcie nad Menem. Trwał zaledwie dwa dni.

Gomerski był uznawany za jednego z najokrutniejszych esesmanów w Sobiborze. Został aresztowany w październiku 1948 roku. W czasie procesu byli więźniowie ze szczegółami opisali liczne zbrodnie, których dopuścił się w obozie. W odmiennym kierunku potoczyła się natomiast sprawa Kliera. Żaden ze świadków nie był w stanie podważyć jego zapewnień, iż działał w stanie przymusu, wykonując zbrodnicze rozkazy przełożonych w obawie o własne życie. Co więcej, ocalali więźniowie zeznawali na jego korzyść, opisując go jako jednego z najłagodniejszych członków załogi.

Wyrok ogłoszono 25 sierpnia 1950 roku. Decyzją ławy przysięgłych Gomerski został uznany za winnego morderstwa i skazany na karę dożywotniego więzienia. Klier usłyszał wyrok uniewinniający. Frankfurcki proces, podobnie jak proces Bauera, przeszedł bez większego echa.

W 1971 roku rozpoczął się proces rewizyjny Gomerskiego. Doprowadził do zmiany kwalifikacji przestępstwa na pomocnictwo w morderstwie i w konsekwencji do zmniejszenia wymiaru kary do 15 lat więzienia. Przy podejmowaniu decyzji sąd wziął pod uwagę m.in. opinię psychologiczną, z której wynikało, że skazany zaczyna odczuwać skruchę za popełnione zbrodnie. Gomerskiego wkrótce zwolniono z więzienia z przyczyn zdrowotnych. Prokuratura wniosła odwołanie od wyroku, jednakże postępowanie zostało umorzone, gdyż uznano, że Gomerski jest niezdolny do uczestnictwa w rozprawach. Mimo rzekomo złego stanu zdrowia zmarł dopiero w 1999 roku, ciesząc się wolnością do ostatnich dni życia.

Procesy wachmanów z Sobiboru w ZSRR W pierwszej połowie lat 60. w Związku Radzieckim odbyło się kilka procesów, w których na ławie oskarżonych zasiedli byli Trawniki-Männer. Na procesach tych zeznawali m.in. świadkowie z Polski.

W 1962 roku rozpoczął się w Kijowie proces jedenastu byłych strażników z Sobiboru. Głównym świadkiem oskarżenia był przywódca powstania z października 1943 roku, Aleksandr Pieczerski. Wyrok ogłoszono w kwietniu 1963 roku. Dziesięciu oskarżonych skazano na karę śmierci, a jedenastego, Iwana Tieriechowa, na karę 15 lat pozbawienia wolności.

W czerwcu 1965 roku sąd w Kijowie skazał na karę śmierci trzech innych wachmanów z Bełżca i Sobiboru.

Kolejny proces Trawniki-Männer odbył się w 1965 roku w Krasnodarze. Na ławie oskarżonych zasiadło wtedy sześciu byłych strażników. Jednym ze świadków był uczestnik powstania Aleksy Wajcen, który m.in. zidentyfikował wachmana Iwana Zajczewa. Wszystkich oskarżonych skazano na karę śmierci.

Wśród wachmanów z załóg Bełżca i Sobiboru, którzy zostali skazani i straceni w ZSRR, byli m.in. Wasyl Bialakow, Nikołaj Matwijenko, Iwan Nikoforow, Wasyl Podienko, Emanuel Schultz, Iwan Tichonowski i Iwan Zajczew.

Proces załogi Sobiboru w Hagen Uwarunkowania prawne W czasie, gdy toczyły się śledztwo i proces przeciw członkom załogi Sobiboru, w zachodnioniemieckim kodeksie karnym (Strafgesetzbuch – StGB) brak było przepisów odnoszących się bezpośrednio do zbrodni ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości, czy też zbrodni wojennych. Z tego powodu osoby oskarżone o udział w najcięższych zbrodniach narodowego socjalizmu mogły być sądzone wyłącznie z artykułu 211 StGB (morderstwo). Zbrodnie nazistowskie, które były motywowane nienawiścią rasową – przede wszystkim związane z eksterminacją Żydów – były zazwyczaj kwalifikowane jako „morderstwo z niskich pobudek”, dokonane w sposób „okrutny” i „podstępny”. Sam fakt służby w obozie zagłady nie był wystarczającą przesłanką do wydania wyroku skazującego – oskarżonemu należało udowodnić, iż osobiście dokonywał zbrodni.

W latach 50. i 60. zachodnioniemieckie sądy rozpatrujące sprawy zbrodni nazistowskich przyjęły linię orzeczniczą, w myśl której za sprawców sensu stricto byli uznawani jedynie Adolf Hitler oraz członkowie ścisłej elity przywódczej III Rzeszy. Niższych rangą zbrodniarzy, będących wykonawcami ich rozkazów, zazwyczaj uznawano natomiast za „pomocników w morderstwie”. Podniesienie kwalifikacji czynu do „współsprawstwa w morderstwie” było możliwe jedynie w przypadku, gdy oskarżenie dysponowało dowodami świadczącymi, że oskarżony wykazywał się okrucieństwem i inicjatywą, które wykraczały poza standardowe wykonywanie rozkazów.

W tych okolicznościach dla uzyskania wyroku skazującego, a w szczególności wysokiego wymiaru kary, kluczowe były zeznania naocznych świadków – w praktyce przede wszystkim ocalałych ofiar. Jeżeli świadków brakowało lub ich zeznania uznano za zbyt mało wiarygodne, sądy zazwyczaj rozstrzygały wątpliwości na korzyść oskarżonych i wydawały wyroki uniewinniające lub wymierzały niskie kary.

Śledztwo 24 lipca 1959 roku powołana rok wcześniej Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu wszczęła śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych w Sobiborze. Prowadził je prawnik Dietrich Zeug. Początkowo skupiono się na poszukiwaniu potencjalnych podejrzanych i świadków. W tym celu śledczy przeanalizowali akta procesów Gomerskiego i Bauera, przebadali archiwa Berlińskiego Centrum Dokumentacji, a także zasięgnęli informacji w urzędach ds. restytucji, które rozpatrywały wnioski o wypłatę odszkodowań składane przez ocalałych z Holocaustu. Centrala nawiązała również współpracę z instytutem Jad Waszem, władzami Izraela oraz Światowym Kongresem Żydów. Wiele tropów okazało się fałszywych, gdyż potencjalni podejrzani – np. Richard Thomalla, Johann Niemann, czy Franz Reichleitner – zginęli w czasie wojny lub zmarli po jej zakończeniu. Przez wiele miesięcy poszukiwano Gustava Wagnera, którego byli więźniowie zgodnie uznawali za najokrutniejszego esesmana w Sobiborze. Pościg okazał się bezskuteczny, gdyż Wagner ukrywał się w tym czasie w Ameryce Południowej. thumb|Kurt Bolender, główny oskarżony w procesie Sobiboru